fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Google ma ujawnić e-maile

Główna kwatera Google w Mountain View w Dolinie Krzemowej
AFP
Gdański sąd chce poznać korespondencję byłego radnego, by ustalić, czy to on znieważył prezydenta Sopotu.
Jakub Świderski, były radny Sopotu, został oskarżony w prywatnych procesach przez prezydenta tego miasta Jacka Karnowskiego (sam ma siedem zarzutów korupcyjnych) oraz jego byłego zastępcę Cezarego Jakubowskiego. Twierdzą, że ich znieważył i naraził na utratę zaufania publicznego.
Powód? Jednostronicowy „Obserwator sopocki”, który ukazał się trzy razy w czasie wyborów do samorządu w 2006 r. Autorzy zamieszczonych tam tekstów sugerowali nielegalny handel lokalami komunalnymi i korupcję. Karnowski poczuł się szczególnie urażony zdjęciem, na którym była jego karykatura z kopertą w ręku sugerująca, że bierze łapówki.
Jak twierdzi, wydawcą „Obserwatora” był Świderski. Problem w tym, że trzeba to udowodnić. Pismo rozdawano na ulicach, nie było zarejestrowane, a autorzy pisali pod pseudonimami: takata1, rzeźniksopocki, osa. Świderski się do niego nie przyznaje.
Dowodem według Karnowskiego jest krótka notatka w jednej z gazet, w której Świderski mówi: To ja jestem głównym „Obserwatorem”.
[srodtytul]Pomogą adresy IP?[/srodtytul]
Tajny proces przed Sądem Rejonowym Gdańsk-Południe ciągnie się już trzy lata, rozstrzygnięcia brak. Dlatego kilka miesięcy temu Jakubowski i Karnowski złożyli w sądzie wniosek o ujawnienie korespondencji
e-mailowej oskarżonego. Domagają się zwolnienia z tajemnicy korespondencji od zarządzających kontami pocztowymi Microsoftu i Google’a oraz ustalenie przez policję adresów IP osób, które korespondowały z radnym od lipca do listopada 2006 r. Chodzi o adresy zarejestrowane na gmail.com i hotmail.pl.
Jak się dowiedzieliśmy, pod koniec października sędzia Ludwika Małkowska uwzględniła wniosek Karnowskiego o dopuszczenie dowodu z informacji stanowiących tajemnicę służbową i zwolniła z niej Google Kraków. Zażądała podania informacji o osobach, na które zarejestrowane są (były) adresy internetowe poczty, podania danych osób które miały dostęp do tych kont, z jakich numerów IP ściągano pocztę z tych kont, na jakie adresy e-mail i jakie wiadomości były wysyłane wraz z ich treścią. Stwierdziła, że „w sprawie zachodzi konieczność ustalenia osoby lub osób odpowiedzialnych” za ukazanie się zniesławiającej publikacji.
Rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku Przemysław Banasik objaśnia, że wystąpienie do Google o informacje odbywa się na takich samych zasadach, jak o billingi telefoniczne. – Sąd uznał, że to jedyna możliwość, by dokonać ustaleń – dowodzi.
A jeśli Google nie udostępni danych? – Mówienie dziś o tym to wróżenie z fusów. Sędzia zdecydowanie podkreśla, że nie można mówić o jakimkolwiek naruszaniu tajemnicy korespondencji – zapewnia Banasik.
[srodtytul]Nieadekwatne środki?[/srodtytul]
Prof. Antoni Kamiński z Obserwatorium Pro Publico Bono, grupy eksperckiej analizującej zjawiska społeczno-polityczne w Polsce, ma jednak wątpliwości, czy sąd powinien występować o dane. – To dziwna droga znajdowania dowodów – uważa. – Prezydent wytypował człowieka podejrzanego i albo ma dowody, albo ich nie ma. Sąd wchodzi w kompetencje prokuratury.
Jego zdaniem istnieje niebezpieczeństwo naruszenia prywatności Świderskiego. – Informacje, jeśli zostaną przekazane, powinny być wyłącznie do dyspozycji sądu – podkreśla Kamiński. – Jeśli pełnomocnicy prezydenta zapoznają się ze wszystkim, prywatność tego człowieka nie będzie chroniona. 
Prof. Piotr Kruszyński, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego: – Zastosowane środki nie są adekwatne do wagi sprawy.
Piotr Konieckiewicz, piszący na portalu iurista.net o zagadnieniach prawnych dotyczących Internetu, ma wątpliwości, czy sąd poparłby wniosek o dostęp do e-maili zwykłego obywatela, a nie polityka. – Oby dane, które otrzyma sąd, były wykorzystane tylko na potrzeby tego postępowania – mówi.
Jak zachowa się Google? Marta Jóźwiak, rzeczniczka Google Poland, w odpowiedzi na pytania „Rz” wysyła tylko ogólne zasady, którymi firma kieruje się w ochronie korespondencji poczty elektronicznej. Sprawę komplikuje fakt, że pocztą elektroniczną Google’a zarządza Google z siedzibą w Kalifornii, biuro prawne jest w Dublinie, a sąd wysłał postanowienie na adres Google Kraków, gdzie pracują tylko programiści.
Tomasz Ejtminowicz, radca prawny zajmujący się prawem w Internecie, przyznaje, że polski administrator na wniosek sądu, nawet jeśli jest to proces z oskarżenia prywatnego, dane musi ujawnić. – Jak Google zareaguje, nie wiem. Jedno jest pewne, sąd powinien żądać ujawnienia danych w wyjątkowych sytuacjach – zastrzega.
Czy Świderski zostanie skazany, jeśli sąd zajrzy do skrzynek e-mail? Piotr Waglowski, ekspert w sprawach dotyczących naruszenia dóbr osobistych w Internecie: – Nawet jeśli skrzynka wskazuje na abonenta, nie oznacza, że to on wcisnął enter. Sąd musi przyjąć domniemanie niewinności.
Joanna Grodzicka, adwokat Karnowskiego, odmawia komentarza. A Świderski tylko wzdycha: – Czuję się jak w PRL.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA