Media

Obama ważniejszy od Nobla

Marek Domagalski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Przyznanie Nagrody Nobla Barackowi Obamie na początku kadencji, kiedy jeszcze niczym szczególnym się nie wykazał, unaocznia nam, że nagrody więcej mówią o nagradzających - niż nagrodzonych.
Ta dość dość oczywista reguła, jeśli się różnym nagrodom przyjrzeć, obowiązuje, jak widać, także w nagrodowych Himalajach. Portale internetowe cytują zresztą wypowiedź przewodniczącego Komitetu Noblowskiego, który świadomie czy nie, tę zasadę potwierdza. - "Wielu uważa, że ta nagroda jest przedwczesna, ale historia obfituje w stracone okazje. To właśnie teraz, dzisiaj mamy okazję poprzeć idee prezydenta Obamy".
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/12/11/marek-domagalski-obama-wazniejszy-od-nobla/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek] - Zajęty dwoma wojnami i walką z kryzysem prezydent USA na jeden dzień wpadł wczoraj do norweskiej stolicy, by odebrać Pokojową Nagrody Nobla - rozpoczyna nieco sarkastycznie relację z Oslo korespondent "Rzeczpospolitej". Ale zaraz dodaje bodaj najmocniejsze przesłanie z wystąpienia Obamy, które najwyraźniej wprowadziło część mediów (i zapewne sam Komitet Noblowski ) w zakłopotanie, że "użycie siły bywa czasem konieczne", to nie cynizm, ale "wyraz zrozumienia historii, niedoskonałości człowieka i ograniczenia rozumu".
Ten motyw wybija także "Gazeta Wyborcza": - "Ruchy pokojowe nie zatrzymałyby armii Hitlera ani nie przekonałyby przywódców Al-Kaidy do złożenia broni. Wojna jest czasem potrzebna" - to słowa z wystąpienia prezydenta Obamy. "Dziennika Gazeta Prawna" zrobił przegląd "Pokojowych Nobli, które budzą wielkie kontrowesje". I to dobra okazja, by wrócić do fenomenu, nazwijmy go: przyznawania nagród. Widzimy, że Komitet Noblowski zachował się wobec swego tegoroczne pupila "wychowaczo". Nie jak sędzia ze stoperem, czy na mecie, który po prostu stwierdza: przybiegłeś pierwszy - masz medal, ale raczej jak np. pracodawca nagradzający młodych "na zachętę", a przy okazji przycierając nosa "starszym". Jest zresztą więcej powodów by nie dać nagrody akurat temu, który na nią zasłużył najbardziej. Czasem za takimi decyzjami stoją nawet bardzo ciepłe, ludzkie uczucia, takie, powiedzmy matczyne: dla matki każe dziecko zasługuje przecież na nagrodę. To nie jest akurat przypadek prezydenta Obamy. Zresztą zachował się jak dojrzały, samodzielny facet, i samodzielny polityk. Nie miał zresztą chyba wyboru, musiał się od zarzucanej mu noblowskiej sieci jakoś odciąć. W nagradzaniu także można przedobrzyć. Trudno nie zauważyć, choć to pewnie zupełny przypadek, ale tego samego dnia rozdano w naszym kraju dziennikarskie nagrody Grand Press. Gazety eksponują raczej swoich laureatów, a np. "GW" nazwiska Tomasza Lisa, który po raz trzeci został Dziennikarzem Roku, nawet nie wytłuściła. W zasadzie nawet się nie dziwię: nie wiem bowiem czy zadziałał tu stoper - raczej w tej dyscyplinie trudny do zastosowania, czy coś w rodzaju Komitetu Noblowskiego. Laureata tej nagrody wskazują głosy poszczególnych redakcji, jedno jest pewne: nie była to "zbiorowa" dziennikarska matka: żadna matka mając tyle dzieci nie nagradzałaby przecież po raz trzeci jednego z nich. A przy okazji gratulacje...
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL