Styl życia

Ręczne sterowanie czasem

fot: Maurice lacroix
Rzeczpospolita
Wobec podróbek mam mieszane uczucia. Złoszczę się, kiedy widzę prymitywne kopie - mówi Martin Bachmann, prezes manufaktury Maurice Lacroix w rozmowie z "Rz"
[b]Jak wygląda dzisiaj najmodniejszy zegarek?[/b]
Martin Bachmann: Zależy od stylu osoby. Jednak najchętniej kupowane są skomplikowane sztuki wyposażone w mechaniczną pamięć. To innowacja, która ma zwolenników gotowych w nią zainwestować. Są też ludzie traktujący zegarki jako inwestycję na pokolenia. [b]Ma pan na ręce zegarek z mechanizmem na wierzchu. Czy taki zostawi pan w rodzinie? [/b]
To najnowszy model naszej firmy, nazwany Masterpiece Squelette. Rzeczywiście widać wnętrze. Można też go odwrócić i obserwować, jak porusza się mechanizm. Jest taki jak nasza firma. Nie mamy nic do ukrycia... Będę dumny, przekazując go w rodzinie. [b]Czy tegoroczne Boże Narodzenie będzie dobre dla zegarmistrzów?[/b] Nie ma co się oszukiwać, z powodu kryzysu ucierpieli wszyscy. Ale doświadczenie uczy, że jeśli kłopoty trwają dłużej, ludzie się buntują. Często wtedy sobie mówią: niech się dzieje, co chce. Jest Boże Narodzenie i zamierzam rodzinie sprawić przyjemność. To trochę myślenie w stylu Scarlett O’Hary, ale mam nadzieję... [b]Co jest magicznego w mechanicznych zegarkach? [/b] Dzisiaj zegarek mechaniczny sam się nakręca pod wpływem ruchów ręki. Właściciel oddaje mu swoją energię. Zegarek odwdzięcza się, pokazując czas. Kiedy staje, znaczy, że właściciel nic nie robił cały dzień. Jest więc w nim coś osobistego – na początku świadomie, potem już odruchowo codziennie nakręcamy zegarek. Trwa to 10 – 15 sekund, ale powstaje więź. W zegarku mechanicznym nie trzeba nic wymieniać. Jest na zawsze. W przypadku zegarka kwarcowego liczy się, jak wygląda. Nikt nie myśli, jak działa w środku. [b]Ile sztuk takiego samego modelu produkuje Maurice Lacroix?[/b] Mój Masterpiece Squelette jest z limitowanej serii – został wyprodukowany w 250 egzemplarzach na cały świat. Inne nasze modele liczą nawet po kilka tysięcy sztuk. Mamy też kolekcjonerów. Pewien Tajwańczyk zgromadził już 27 naszych modeli. [b]Jak reaguje mężczyzna, który ma zegarek z superlimitowanej serii i spotyka rozmówcę z takim samym? Czy tak, jak kobiety w identycznej kreacji...[/b] Kobiety mają dużo możliwości wyrażenia swojej osobowości – ubraniem, makijażem, biżuterią. Mężczyźni mają ich znacznie mniej. Panowie po takim odkryciu zwykle zaczynają rozmowę, a ponieważ zegarek jest również znakiem statusu, znikają między nimi bariery. [b]Pana manufaktura istnieje od 34 lat. Czy bycie firmą szwajcarską nie dało wam w prezencie tradycji?[/b] Siedziba Maurice Lacroix nie znajduje się w dolinie pod Genewą, gdzie jest centrum szwajcarskiego zegarmistrzostwa, ale pod Zurychem. Daje nam to wiele swobody, nie zamyka, jak to bywa, we własnej tradycji. A ze szwajcarskim zegarkiem jest tak jak z belgijską czekoladą. Ale... zapomniałbym o szwajcarskiej, równie sławnej. [b]Czy wasze zegarki są już na chińskich bazarach? Trudno skopiować tę przezroczystą konstrukcję?[/b] Proste modele niestety już tam są. Znaleźliśmy je też w Rosji. Dlatego opłacalna jest produkcja zegarków skomplikowanych. Wobec podróbek mam mieszane uczucia. Złoszczę się, kiedy widzę prymitywne kopie. Z drugiej strony to także rodzaj uznania, tylko naprawdę wartościowe przedmioty są podrabiane. Kupujący podróbki nigdy nie będą naszymi klientami, nie są zainteresowani oryginałami. Wszystkie nasze zegarki są opatentowane, ale walka z podróbkami jest bardzo trudna. Wielkie marki ściągają z rynku po kilka tysięcy sztuk skopiowanych wyrobów, rozrzucają je na drodze, przejeżdża po nich walec. Nie ukrywam, lubię ten widok. Ale nie pozwala to na rozprawienie się z problemem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL