Media

Ostateczny koniec „Trybuny”?

Rzeczpospolita
Dziennik polskiej lewicy zniknął z rynku dwa miesiące przed 20. rocznicą istnienia
Od soboty gazety nie ma już w kioskach. Wydawca tytułu zawiesił gazetę bez uprzedzenia w miniony piątek tuż przed zamknięciem wydania. Redaktor naczelny nie miał więc szans poinformować kilkunastu tysięcy czytelników o decyzji wydawcy. W poniedziałek w redakcji rozdzwoniły się telefony z pytaniami o los tytułu. 18 piszących dziennikarzy i garstka pracowników sekretariatu poszła na zaległe urlopy.
Czy „Trybuna” – która powstała na gruzach „Trybuny Ludu”, oficjalnego organu PZPR i największego tytułu wspierającego system komunistyczny – ostatecznie zniknie z rynku? – Mam nadzieję, że nie – odpowiada Wiesław Dębski, obecny redaktor naczelny dziennika. – Nasz wydawca prowadzi rozmowy z potencjalnymi inwestorami, które mają się zakończyć w połowie stycznia 2010 roku. Liczę na to, że będą pomyślne i tytuł wróci na rynek.
Do piątku Dębski był przekonany, że kryzys, który dotarł do Polski, nie dotknie „Trybuny”. Dlaczego? – Bo praktycznie nie mamy reklam, więc ich spadek, który tak dotknął innych tytułów, nas nie obszedł – wyjaśnia. – Niestety okazało się, że w kryzysie wierzyciele są mniej skłonni do prolongaty długów. Pierwszy krok do odzyskania swoich pieniędzy zrobiły Zakłady Graficzne Dom Słowa Polskiego, które obok ZUS są największym wierzycielem tytułu. W lipcu tego roku wystąpiły do sądu o ogłoszenie upadłości spółki Ad Novum, wydawcy gazety. – Ten ruch nas pogrążył, bo uaktywnili się również pozostali wierzyciele i z dnia na dzień zostaliśmy bez pieniędzy – zdradza Dębski. „Trybuna” nigdy nie była dużym graczem na rynku wydawniczym. Najlepiej miała się w drugiej połowie lat 90., gdy redaktorem naczelnym był Janusz Rolicki. Rozchodziło się wówczas około 60 tys. egzemplarzy i gazeta na siebie zarabiała. Wtedy też była najbardziej drapieżna. To za czasów Rolickiego został opublikowany słynny tekst Zbigniewa Wiszniewskiego, który nazwał papieża Jana Pawła II „prostackim wikarym z Niegowici”. Gazeta wyliczała też za rządów Jerzego Buzka, ilu bezdomnych zmarło w zimie z powodu trzaskających mrozów. W rezultacie rząd utworzył stały fundusz wynoszący 5 mln złotych na noclegownie dla bezdomnych. Lata dwutysięczne okazały się dla „Trybuny” równią pochyłą. – Dług wobec drukarni ciążył na nas od połowy lat 90. i powoli ciągnął nas w dół – nie ukrywa Dębski. Politycy SLD nie kryją żalu z powodu upadku „Trybuny”. – To smutne wydarzenie – przyznaje Krzysztof Janik, były lider SLD. – Kupowałem codziennie sześć tytułów, od „Trybuny” po „Nasz Dziennik”. Będzie mi w tym zestawie brakowało lewicowej gazety. Grzegorz Napieralski, przewodniczący SLD, wierzy, że problemy dziennika są przejściowe i potrwają najwyżej kilka dni. – Zrobimy wszystko, by pomóc „Trybunie” – zapowiada. – Wiem, że dziś zbiera się grupa osób życzliwych temu tytułowi, które będą radziły nad planem naprawczym. Marek Siwiec, założyciel „Trybuny” i jego pierwszy naczelny, uważa jednak, że to będzie bardzo trudne. – Nie sądzę, by gazecie w jej obecnej formule można było pomóc – przyznaje.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL