Architektura

Wieczne miasto i XXI wiek

Fragment Auditorium Parco della Musica w Rzymie, proj. Renzo Piano
Corbis
Czy muzeum MAXXI, które Zaha Hadid postawiła w Rzymie, to pomnik jej własnej pychy czy futurystyczne dzieło?
W miesiąc po hucznym otwarciu monumentalnego Muzeum MAXXI w Rzymie pod adresem projektantki Zahy Hadid, ikony współczesnej architektury, zaczynają się pojawiać zarzuty o gigantomanię, arogancję i zlekceważenie urbanistycznego kontekstu miasta, które samo w sobie jest ogromnym, żywym muzeum architektury. Polemikom architektów i urbanistów towarzyszą obok zachwytów nieprzebierające w słowach wpisy w Internecie: „obrzydliwość”, „pomnik zarozumialstwa”, „betonowe horrendum”.
[srodtytul]Padli plackiem[/srodtytul] W połowie listopada na otwarcie MAXXI do Rzymu przybyli z całego świata luminarze współczesnej sztuki i padli plackiem. Guru amerykańskiej krytyki Nicolai Ouroussoff napisał w „New York Times”: „MAXXI jak uderzeniem pioruna przywraca Rzym współczesności. Zmysłowe kształty budynku wydają się absorbować energię tego miasta do swego wnętrza, co sprawia, że wszystko wokół wygląda bardzo skromnie. Gdy zbliżamy się do muzeum, ta energia rośnie również w nas”.
Nie mniej natchnione recenzje pojawiły się we włoskiej prasie. Na przykład w „La Repubblica” laurka pióra Laury Larcan: Mleczna biel ściany jak wysoka fala biegnie na przemian potęgą muru i przejrzystością szkła. Schody pędzą do góry, wyznaczając krwiobieg istoty bardziej pozaziemskiej niż podobnej do człowieka. Ulotny sufit pojawia się i znika jakbyśmy byli w teatrze. Z zewnątrz potęga futurystycznego statku kosmitów od razu przyciąga wzrok. Jeszcze więcej metafizyki i grafomanii pisanej niedostępnym profanom żargonem pojawiło się w literaturze fachowej. Nie kryły szczęścia feministki, że koncept najwspanialszej budowli nowoczesnej architektury urodził się w głowie kobiety. MAXXI to Narodowe Muzeum Sztuki i Architektury XXI wieku. 11 lat temu konkurs na projekt ogłoszony przez włoskie ministerstwo kultury i rzymski senat wygrała bardzo modna już wówczas, urodzona w Iraku Zaha Hadid. Włoskie władze uznały, że Rzym zachwycający od pokoleń dziełami genialnych artystów od starożytności po barok, powinien stać się również celem peregrynacji miłośników sztuki najnowszej. MAXXI miało przyćmić muzeum Guggenheima w Bilbao. I tak nieopodal konsularnej Via Flaminia po sześciu latach budowy na 30 tys. metrów kwadratowych stanęła budowla za 150 mln euro. Z pewnością jest pomnikiem zwycięstwa człowieka nad włoską biurokracją (wstępne koszty przekroczono o niemal połowę, ale termin zaledwie o rok). Po początkowych jękach zachwytu zaczynają się jednak pojawiać zarzuty, że MAXXI jest również pomnikiem, który postawiła sobie Hadid, nie licząc się z nikim i z niczym. [srodtytul]Celebrowanie skorupy[/srodtytul] Jeden z najwybitniejszych włoskich architektów, rzymianin Paolo Portoghesi (m.in. Wielki Meczet w Rzymie), w wywiadzie dla „Corriere della Sera” 3 grudnia zarzuca cmokierom snobizm, bezkrytyczne hołdowanie modzie i paraliżujący strach przed potężnym lobby „postępowych” artystycznych salonów. Podkreśla, że wielkie przestrzenie wewnątrz MAXXI i chaos przenikających się poziomów skazują zwiedzającego na poczucie totalnego zagubienia, włóczęgę bez celu i kresu. Podobnie jak urbanista Nikos Salingaros w „Libero” i Stefano Casciani w grudniowym wydaniu fachowego miesięcznika „Domus”, Porthogesi twierdzi, że Hadid haniebnie zlekceważyła mających wystawiać w MAXXI artystów, bo wnętrze przytłacza gigantomanią, więc podjąć tak wymuszone wyzwanie będą mogły tylko dzieła i instalacje porażające porównywalnym ogromem. Wszyscy trzej się obawiają, że artyści będą zmuszeni tworzyć „pod wnętrze”, bo inaczej ich dzieła przegrają z dziełem Hadid. Jak ujął to jeden z internautów na forum: „Cokolwiek tam wystawić, będzie wyglądało jak prezentacja akwarelek w Kaplicy Sykstyńskiej”. Słowem Hadid nie wzięła pod uwagę, że MAXXI ma służyć innym artystom, a nie tylko rozdętemu ego jej, jej akolitów i ambicjom władz. Wymowna była ceremonia otwarcia, która sprowadziła się do celebrowania skorupy. Wewnątrz była tylko grupa tancerzy. Drugie otwarcie – ekspozycji sztuki, będzie w marcu. Sama skorupa też się powoli przestaje podobać. Chwalona za opływowe kształty ścian, wyrafinowane, sinusoidalne linie dachu, przez który wpada światło, odzwierciedlające łuk, którym nieopodal biegnie Tybr, wiele traci przy pieszej wizji lokalnej. Tych delicji po prostu nie widać. Nie przypadkiem większość imponujących zdjęć MAXXI to ujęcia z lotu ptaka lub z dachów pobliskich budynków. Trudno pozbyć się podejrzeń, że Hadid raczej myślała o bryle oglądanej z góry, o makiecie, niż o zwiedzających „na piechotę”. [srodtytul]Czapa na filarkach[/srodtytul] Człowiek wpada nagle na wielką ścianę gładzonego betonu i odnosi wrażenie, że na filigranowych filarkach i przeszklonym wejściu spoczęła ciężka betonowa czapa. Vittorio Gregotti, wybitny włoski architekt, napisał, że projekty Hadid to ilustracje, bo nie są rzeźbą, architekturą ani malarstwem. Zarzucił jej, że zupełnie zlekceważyła architektoniczny kontekst Rzymu, co jest dalszym ciągiem wiecznej dyskusji o tym, jak i co budować w wiecznym mieście. Internauci porównują MAXXI do statku kosmicznego, który przybył z obcej cywilizacji. Nawet zawzięci krytycy oddanego w 2003 r. Auditorium Parco della Musica według projektu Renzo Piano przyznają, że w porównaniu z MAXXI ten pobliski kompleks sal koncertowych cienką, charakterystyczną cegłą, kolumnami, amfiteatrem nawiązuje do starożytnych budowli, a kolorem do odcieni ochry na fasadach rzymskich kamienic. W dyskusjach przywoływane też jako negatywne przykłady dzieła gwiazdy architektury – „opakowanie” Ara Pacis, Ołtarza Pokoju cesarza Augusta projektu Amerykanina Richarda Meiera, a ukończone w 2006 r. Zdaniem krytyków to nieudana, świętokradcza interwencja, tym brutalniejsza, że dokonana w samym sercu starożytnego Rzymu. Obawiają się, że za kilkadziesiąt lat i dzieło Meiera, i MAXXI będą wstydliwym pomnikiem szaleństwa i megalomanii. Złośliwcy na włoskich forach pokpiwają, że w marcu szaleństwo Hadid całkowicie przyćmią sprowadzone tam dzieła nowoczesnej sztuki, której twórcy i miłośnicy już dawno zamknęli się w kręgu elitarnego towarzystwa wzajemnej adoracji i „szaremu człowiekowi” niewiele mają do powiedzenia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL