Sylwetki

Prezes absolutny

Zdaniem analityków Ed Whitacre ma wszelkie atrybuty, by zmienić kulturę GM i stworzyć zupełnie nową firmę (fot: Bill Pugliano)
AFP
Ed Whitacre, p.o. prezesa General Motors nie cierpi długich posiedzeń. Mówią o nim, że jest człowiekiem czynu
Od początku wiadomo było, że on i p.o. prezesa Fritz Henderson mają zupełnie inne charaktery i trudno będzie im współpracować, niezależnie od tego, jakie Henderson miałby osiągnięcia.
– Detroit jest daleko od San Antonio w Teksasie, skąd pochodzę i gdzie mieszkam. Ale żeby zmienić firmę, warto zmienić i spojrzenie. Z San Antonio jest lepsza perspektywa – mówił w piątek Whitacre. Nie cierpi prezentacji w Power Poincie i wygania ze spotkań ludzi, którzy je przynoszą. – Chcę usłyszeć, co masz do powiedzenia, a nie zobaczyć kolejną prezentację przygotowaną przez analityków – mówi wtedy. Za nim stoją także pieniądze rządowe – 55 mld dol., jakie Departament Skarbu USA wpompował w bankruta. Zastrzegł sobie, że nikomu nie pozwoli się wtrącać do zarządzania GM. To „nikomu” dotyczy też Hendersona. Bo Whitacre uznał, że najlepiej, gdy cała władza jest skupiona w jednych rękach. Nie robi tego dla pieniędzy, bo dziś wszyscy najwyżsi funkcyjni w GM mają stałą pensję – dolara rocznie.
Whitacre ogłosił też zmiany kadrowe mające poprawić system odpowiedzialności za wyniki. Za Amerykę Płn. będzie odpowiadać Mark Reuss, za sprzedaż i marketing Susan Docherty, a szefem GM w Europie został Nick Reilly. Bob Lutz zostaje wiceszefem rady dyrektorów i będzie doradcą ds. globalnych produktów. Wysoki, przystojny, siwy, wysportowany i energiczny Teksańczyk nie wygląda na swoje 68 lat. Z tego 43 lata przepracował w firmach telekomunikacyjnych. Największe sukcesy osiągnął w AT&T, którą zmienił z rozleniwionej firmy z południa Stanów w najlepszego operatora w Ameryce Północnej. Kiedy pół roku temu obejmował stanowisko szefa rady nadzorczej GM i zarzucano mu, że przyjął stanowisko w branży, o której nie ma pojęcia, powiedział: – Biznes to biznes. Mogę się nauczyć motoryzacji. Nie jestem taki stary, mam 68. rok. A zasady prowadzenia firmy w każdej branży są takie same. Sekretarz prasowy Białego Domu bronił tej kandydatury: – Potrzebowaliśmy kogoś z poważnym doświadczeniem w biznesie, kto byłby w stanie zmienić styl zarządzania GM i nie obawiał się podejmować twardych decyzji – mówił Robert Gibbs. Zdaniem analityków Whitacre ma wszelkie atrybuty, by zmienić kulturę GM i stworzyć nową firmę. Skończył wydział inżynierii przemysłowej na teksańskim uniwersytecie. Pierwsza praca to należący do AT&T Southwestern Bell. Szybko awansował, cały czas w tej samej firmie. Mówi się, że gdyby nie Whitacre, amerykańska telekomunikacja nie byłaby dziś taką potęgą. Jim Ellis, który przepracował z nim 30 lat, mówi, że jest to człowiek z wizją i jak nikt inny potrafi zmienić firmę. – Nazywaliśmy go w AT&T Ed Twardoręki – wspomina.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL