Film

500 dni miłości ****

Chłopak bez pamięci zadurza się w dziewczynie, ale ona traktuje ich znajomość jedynie jako niezobowiązujący romans
CINEPIX – IMPERIAL
Debiutancki film Marca Webba przewrotnie wykorzystuje schemat komedii miłosnej
Tom (Gordon-Levitt) jest wrażliwcem, który zamiast spełniać się w zawodzie architekta, pisze teksty do okolicznościowych kartek z życzeniami. Summer (Deschanel) zostaje asystentką jego szefa. Tak się poznają.
W typowej love story obserwowalibyśmy kiełkowanie uczucia, które – mimo licznych przeszkód – doprowadziłoby zakochanych do ołtarza. Jednak Webb zmienia reguły gry. Owszem, chłopak bez pamięci zadurza się w dziewczynie, ale ona traktuje ich znajomość jedynie jako niezobowiązujący romans. Oryginalność pomysłu polega na tym, że korzystając z ogranych motywów, kwestionuje się stereotypy na temat miłości i związków, którymi karmi nas popkultura.
Tytułowe 500 dni oglądamy z punktu widzenia Toma, ale fabuła nie przebiega linearnie. Akcja skacze między teraźniejszością a przeszłością. Słodycz filmu płynnie miesza się z goryczą. Uczucia bohaterów zdają się falować. Z jednej strony jest jak w życiu, z drugiej reżyser sygnalizuje, że lubi bawić się kinem. Gdy Tomowi towarzyszy euforia po pierwszej wspólnej nocy, opowieść jest zwiewna jak wodewil. Za chwilę czar miłości pryska, a rozmemłany emocjonalnie chłopak przywodzi na myśl arlekina, który za smutnym uśmiechem skrywa pretensję do świata i żal. Nakładając na siebie obrazy z dwóch płaszczyzn czasowych, Webb pokazuje, jak trudno Tomowi wyzwolić się z romantycznych wyobrażeń. Związki wygasają – przekonuje reżyser – a dozgonne uczucie to mit. Jednak nie odbiera widzom nadziei. Można trafić na właściwą osobę. Tyle że o tym często decyduje przypadek, a nie przeznaczenie. Ta refleksja wydaje się odkryciem na tle banałów, które zwykle prawią nam komedie romantyczne. [i]USA 2009, reż. Marc Webb, wyk. Zooey Deschanel, Joseph Gordon-Levitt, Geoffrey Arend [/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL