Wiadomości

Ten spisek będzie miał bardzo poważne konsekwencje

Myron Ebell
cei.org
Z Myronem Ebellem, dyrektorem ds. Energii i Globalnego Ocieplenia w waszyngtońskim Competitive Enterprise Institute rozmawia Jacek Przybylski
[b]Rz: Czy ujawnione przez hakerów e-maile brytyjskich i amerykańskich naukowców zajmujących się kwestią globalnego ocieplenia, to dowód na to, że tak nagłaśniana walka ze zmianami klimatu to humbug?[/b]
[b]Myron Ebell: [/b]Po pierwsze, nie mamy pewności, że to haker wykradł te dane. To możliwe, ale prawdopodobne jest też, że informatorem była osoba pracująca w brytyjskim instytucie. Po drugie, musimy zdawać sobie sprawę, z jak poważną sprawą mamy do czynienia. Instytut Klimatyczny, z którego pochodzą e-maile i dokumenty, to jedna z najbardziej prestiżowych tego rodzaju instytucji na świecie. Ośrodek badań założony prawie 50 lat temu przez wybitnego profesora Huberta Lamba – jednego z twórców współczesnej nauki o zmianach klimatu – obecnie w bardzo dużym stopniu finansowany jest przez brytyjski rząd. Dla osób zajmujących się tą dziedziną to odpowiednik Harvarda czy Cambridge. W Internecie ujawnionych zostało około trzech tysięcy dokumentów i tysiąc e-maili. Trzeba czasu, by się z tymi materiałami zapoznać. Już teraz jest jednak jasne, że pewna liczba znanych naukowców, którzy propagowali alarmistyczne podejście do kwestii zmian klimatycznych, zawiązała spisek. Polegał on na tuszowaniu danych naukowych i wprowadzaniu do nich poprawek, dzięki którym mogli osiągać swoje polityczne cele. Oczerniali swoich przeciwników i odrzucali dowody, które nie zgadzały się z ich tezą. Próbowali doprowadzić do wyrzucenia z pracy redaktora pisma tylko dlatego, że dopuszczał do druku autorów, którzy się z nimi nie zgadzali. Upewniali się, że recenzje prac ich przeciwników są pisane przez odpowiednie osoby, dzięki czemu mieli gwarancje, iż będą one negatywne i poglądy ich oponentów nie będą mogły ujrzeć światła dziennego. To skandal na wielką skalę. Tu nie chodzi o grupę naukowców, którzy dzielą się prywatnymi poglądami. Wiele wskazuje na to, że to kryminalny spisek, który miał na celu popełnienie oszustwa.
[b]Osoby, których e-maile upubliczniono, tłumaczą, że są one celowo źle odczytywane. Że gdy pisali o „sztuczce”, która miała ukryć niekorzystne dane dotyczące zmian temperatury, nie mieli na myśli niczego złego, używali po prostu naukowego slangu. Podkreślają, że wiele zdań zostało wyrwanych z kontekstu. Przekonuje pana taka argumentacja?[/b] Absolutnie nie. Byłbym skłonny w to uwierzyć, gdyby chodziło o jeden, dwa, nawet kilka e-maili. Ale w tym przypadku w dziesiątkach listów można znaleźć fragmenty mogące świadczyć, że chodziło o spisek. Widziałem kilku z tych naukowców w akcji i wcale nie jestem zaskoczony, że zamieszani w to są Michael Mann, Kevin Trenberth, Gavin Schmidt. Dla każdego, kto obserwował, jak publicznie propagowali swoje poglądy, było jasne, że nie robią tego w całkowicie uczciwy sposób. [b]Kevin Trenberth przekonywał mnie właśnie, że ta sprawa ma kontekst polityczny i została zorganizowana przez lobbystów przemysłu i różnych grup interesu, by zdyskredytować osoby walczące z globalnym ociepleniem.[/b] Jeśli ktoś by pana przyłapał, tak jak przyłapano Kevina Trenbertha, to też mówiłby pan, że to wcale nie jest to, na co wygląda. Jestem przekonany, że w jego sprawie zostanie wszczęte śledztwo przez Departament Sprawiedliwości i amerykański Kongres. Jest więc oczywiste, że będzie teraz mówił, że to polityczna wendeta. Cała ta sprawa to coś o wiele głębszego niż tylko zrujnowane kariery kilku naukowców, od dyrektora brytyjskiego instytutu poczynając. O niektórych od dawna było wiadomo, że to oszuści, w przypadku innych nie było takich podejrzeń. Nie chodzi o jakichś tam naukowców. To autorzy najważniejszych opracowań, które doprowadziły do uznania, że trzeba ratować świat przed globalnym ociepleniem. Kevin Trenberth był głównym autorem jednego z rozdziałów trzeciego raportu dotyczącego zmian klimatu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) i – jeśli dobrze pamiętam – współautorem czwartego raportu. Rodzi się więc pytanie, czy teorie, które legły u podstaw oenzetowskiego programu, protokołu z Kioto czy alarmistycznych apeli związanych z ociepleniem klimatu, mają jakąkolwiek naukową wartość. [b]Jak rozumiem, raporty tych naukowców miały ogromny wpływ na politykę ONZ i wielu rządów. Wkrótce w Kopenhadze szefowie państw i rządów zaczną debatować, jak ratować świat przed wywołanymi przez człowieka zmianami klimatu i ile pieniędzy na to przeznaczyć. Czy ten skandal wpłynie na ich decyzje?[/b] Już wcześniej było wiadomo, że w Kopenhadze nie zapadną żadne kluczowe decyzje i nie uda się podpisać nowego międzynarodowego traktatu. Tak czy owak, szczyt zakończy się fiaskiem. Ale spodziewam się, że ten skandal będzie miał bardzo poważne konsekwencje, zwłaszcza po tym, jak niektóre z tych osób zaczną zeznawać pod przysięgą. Jestem przekonany, iż ta sprawa podważy przekonanie ludzi o tym, że globalne ocieplenie jest problemem. W Stanach Zjednoczonych już teraz wiele osób sprzeciwia się ustawom wprowadzającym limity emisji gazów cieplarnianych. Jest ich również wiele w Wielkiej Brytanii, choć trudno im dojść do głosu, bo główne partie stoją po stronie osób ostrzegających przed globalnym ociepleniem. Jeszcze kilka lat temu sporo ludzi było przekonanych, że powinno się szybko przyjąć prawo ograniczające emisje zanieczyszczeń. Ale gdy zaczęli bliżej się sprawie przyglądać, wielu zmieniło zdanie. I ostatnio wiele osób z ogromną podejrzliwością odnosi się do teorii globalnego ocieplenia. Moim zdaniem, ten skandal pokazuje, że wielu z nich ma rację. W takiej sytuacji nie powinniśmy forsować ustaw, które wywracają gospodarki do góry nogami. Musimy najpierw się dowiedzieć, jakie są fakty, co naprawdę mówi o tym wszystkim nauka. A nie działać na podstawie tego, co próbuje nam wcisnąć grupa spiskowców. [b]Wielu polityków bardzo zaangażowało się w walkę z ociepleniem klimatu. Były wiceprezydent USA Al Gore dostał za nią Nobla. Sądzi pan, że będą się starali dociec, jaka jest prawda?[/b] Nie wiem, co zrobią. Ale moim zdaniem jest to tak wielki skandal, że nie da się go po prostu nie zauważyć i polityczny establishment w końcu będzie musiał poważnie podejść do tej sprawy. Mam świadomość tego, że wiele osób zainwestowało bardzo dużo w sprawę globalnego ocieplenia i cały ten alarmistyczny ton. Czasem politycy zmieniają jednak zdanie w zależności od tego, z której strony wieje wiatr. Sądzę, że taka afera jak ta, z jaką mamy teraz do czynienia, skłoni przynajmniej niektórych do zmiany opinii. Zwłaszcza gdy zobaczą, że opinia publiczna nie pozwoli przejść nad tym skandalem do porządku dziennego. [b] A jednak Andrew C. Revkin zauważył na łamach „New York Timesa”, że dowody wskazujące na rosnący udział człowieka w globalnym ociepleniu są tak szeroko akceptowane, że ujawnione materiały nie wpłyną na dyskusję o tym problemie.[/b] Mnie się wydaje, że wiele organizacji walczących z ociepleniem klimatu, które grają teraz na apokaliptyczną nutę i przekonują, że nadchodzi koniec świata, może się szybko rozpaść. Oczywiście teraz mnóstwo ludzi wierzy w globalne ocieplenie i sądzi, że jest mnóstwo dowodów na jego istnienie. Ale jeśli osobom, które tych rzekomych dowodów dostarczały, zostanie udowodnione oszustwo i naginanie danych naukowych, by pasowały do ich przekonań politycznych – a przecież właśnie do tego przyznają się w ujawnionych e-mailach – to opinia publiczna szybko się zorientuje, jaka jest prawda. [i] —rozmawiał w Waszyngtonie Jacek Przybylski[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL