Służby mundurowe

IPN: Kwaśniewski był TW Alkiem

Aleksander Kwaśniewski został zarejestrowany jako TW w 1983 r. – pisze Piotr Gontarczyk. Według niego teczki polityka zostały zniszczone najprawdopodobniej we wrześniu 1989 r. Na zdjęciu Aleksander Kwaśniewski, szef Komitetu Młodzieży i Kultury Fizycznej, w 1988 r. podczas spotkania z olimpijczykami po zakończeniu igrzysk w Seulu. Brali w nim też udział m.in. szef Rady Państwa PRL Wojciech Jaruzelski i premier PRL Mieczysław Rakowski
PAP
Historyk Piotr Gontarczyk podaje nowe okoliczności, które potwierdzają rejestrację polityka przez służby PRL
Aleksander Kwaśniewski został zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o pseudonimie Alek, a dokumenty, w których mogły być dowody, że donosił, zostały zniszczone – to główne tezy pracy dr. Piotra Gontarczyka „Aleksander Kwaśniewski w dokumentach Służby Bezpieczeństwa”.
Została ona opublikowana w najnowszym wydaniu periodyku IPN „Aparat represji” i wczoraj pojawiła się w sprzedaży. [srodtytul]Wiecznie młody przywódca[/srodtytul]
Jednak emocje wzbudzała od kilku miesięcy, odkąd zapowiedział ją prezes IPN Janusz Kurtyka. W marcu w wywiadzie dla dziennika „Polska” stwierdził: – Pan Kwaśniewski był komunistycznym aparatczykiem, wiecznie młodym przywódcą przybudówki partii, przed 1990 r. gwarantującej Sowietom przynależność Polski do ich imperium zewnętrznego. W latach 1983 – 1989 był rejestrowany przez bezpiekę jako TW „Alek” przez Departamenty II i III MSW. Takie są historyczne fakty. Kwaśniewski zaprzeczał. – Wiem, kim był „Alek”. To nie ja. Jestem dumny z tego, co robiłem jako minister w rządzie PRL – mówił w RMF FM. – Niech IPN opisze, co jest w dokumentach, i wyjdzie z tego, że to zupełnie inna osoba. [srodtytul]Sąd nie miał wszystkich dowodów[/srodtytul] Co ustalił Gontarczyk, historyk, p.o. zastępcy szefa Biura Lustracyjnego IPN? Na początku swojej pracy zwraca uwagę, że już w 2000 r. sąd lustracyjny orzekł, iż Kwaśniewski był zarejestrowany jako TW „Alek”. „Z dziennika rejestracyjnego wynika, że w 1982 roku pod pozycją 72.204 dokonano „zabezpieczenia operacyjnego” (jedna z kategorii rejestracji nieoznaczająca świadomej i tajnej współpracy – red.), a w 1983 roku zmieniono kwalifikację, przyjmując, że to tajny współpracownik o pseudonimie Alek. Sąd doszedł do wniosku, że zarówno zabezpieczenie, jak i zmiana kwalifikacji dotyczą osoby pana Aleksandra Kwaśniewskiego” – przytacza treść orzeczenia sądu Gontarczyk. W tym samym procesie sąd stwierdził natomiast, że nie ma wystarczających dowodów w sprawie domniemanej współpracy Kwaśniewskiego z SB. Gontarczyk twierdzi jednak, że sąd nie znał wszystkich dowodów, zaufał zeznaniom funkcjonariuszy SB, którzy kłamali, oraz że pominął opinię biegłego z UOP Antoniego Zielińskiego specjalizującego się w badaniu akt SB, świadczącą na niekorzyść Kwaśniewskiego. Część dokumentów związanych z tą sprawą w 2000 r. była w ogóle nieznana. Chodzi głównie o te, które obalają tezę, jakoby zabronione było werbowanie członków PZPR na tajnych współpracowników. „Zakaz z zarządzenia ministra spraw wewnętrznych z 1 lutego 1970 r. w jednostkach zajmujących się rozpracowaniem środowisk dziennikarskich nie był respektowany. Wręcz nakazywano tu dokonywanie pozyskań bez względu na to, czy ktoś jest członkiem PZPR czy nie” – pisze Gontarczyk. Kwaśniewski, który był członkiem PZPR, miał zostać pozyskany do współpracy jako dziennikarz. W stanie wojennym pracował m.in. jako redaktor naczelny pisma „itd”. Na liście Macierewicza, czyli w spisie tajnych współpracowników SB zasiadających w parlamencie, nazwiska Kwaśniewskiego nie było, choć w 1992 r. lider lewicy był posłem. Gontarczyk tłumaczy, że polityka nie wymieniono na liście, bo nie figurował ani w kartotekach operacyjnych, ani systemach komputerowych SB. Jednak z tej ewidencji stosunkowo łatwo było usunąć dane. Kartę wystarczyło wyjąć z szuflady kartoteki, a zapis komputerowy skasować. [srodtytul]„Senior” i „Teleecho”[/srodtytul] Na ślad kontaktów Kwaśniewskiego natrafił podczas procesu lustracyjnego rzecznik interesu publicznego (dziś ta instytucja już nie istnieje) w tzw. dziennikach koordynacyjnych. Funkcjonariusze służb zapisywali w nich tzw. zainteresowania operacyjne, by uniknąć np. sytuacji, w której jedną osobę werbowało dwóch oficerów, nie wiedząc o sobie wzajemnie. Dzienniki koordynacyjne były o wiele trudniejsze do fałszowania, bo informacje zapisywano na papierze w kolejnych rubrykach, a ich usunięcie wymagałoby wycięcia ich żyletką lub nożyczkami, co zostawiałoby ślady. W dziennikach koordynacyjnych nazwisko Kwaśniewskiego pojawia się dwa razy: 27 czerwca 1985 r. i 19 sierpnia 1986 r. To właśnie dzięki tym zapisom udało się ustalić numer 72.204, pod jakim został zarejestrowany w dzienniku rejestracyjnym SB (rejestrowano w nim zarówno kandydatów na współpracowników, jak i osoby rozpracowywane). W przypadku Kwaśniewskiego chodzi o rejestrację najpierw jako zabezpieczenie (co było często wstępem do werbunku), a potem jako tajnego współpracownika. Jako zabezpieczenie został zarejestrowany 23 czerwca 1982 r. w ramach sprawy o kryptonimie „Senior” dotyczącej rozpracowania Młodzieżowej Agencji Wydawniczej, gdzie wówczas pracował. 29 czerwca 1983 r. został przerejestrowany na TW. To wtedy pojawił się pseudonim Alek. Informacje te były znane podczas procesu lustracyjnego w 2000 r. Ale Gontarczyk opisuje kolejny dokument świadczący o rejestracji Kwaśniewskiego jako TW w sprawie niezwiązanej ze środowiskami, w których się wtedy obracał. W 1983 r. SB usiłowała odnaleźć osoby, które w Warszawie na południowym Ursynowie zakłócały sygnał telewizyjny tak, że na ekranach telewizorów pojawiało się logo „Solidarności”. W tym celu sporządzono listę wszystkich tajnych współpracowników, którzy mieszkali w pobliżu i mogliby pomóc w schwytaniu tych osób. Akcja miała kryptonim „Teleecho”. W dokumentach znajduje się adnotacja zawierająca numer rejestracyjny 72.204 oraz nazwisko domniemanego oficera prowadzącego kpt. Wytrwała (bez jego imienia Zygmunt). Gontarczyk stwierdził, że ten zapis kolejny raz potwierdza, że TW „Alkiem” był właśnie Kwaśniewski, bo w tym czasie mieszkał pod wskazanym w dokumentacji SB adresem na ulicy Polinezyjskiej. [srodtytul]Pomyłka SB? [/srodtytul] Koronnym dowodem świadczącym o tym, że Kwaśniewski nie był TW „Alkiem”, miał być fakt, że ten pseudonim znajduje się w spisie agentury rozpracowującej „Życie Warszawy”, gdzie Kwaśniewski nigdy nie pracował. „Alek nr rej. 72204, źródło uplasowane w kierownictwie redakcji, źródło piszące, na kontakcie kpt. Wytrwała” – brzmi zapis w aktach SB. Jak to tłumaczy Gontarczyk? „Najbardziej prawdopodobna wydaje się hipoteza, że autorzy owej notatki źle zrozumieli informacje przekazane przez kpt. Wytrwała lub swoich przełożonych albo sami opisali sprawę w mylący sposób” – pisze. Zwraca uwagę, że w aktach SB figuruje co prawda jeszcze jeden agent o pseudonimie „Alek”, jednak nie działał on w środowiskach dziennikarskich i miał inny numer rejestracyjny. W dokumentach przechowywanych w IPN nie odnaleziono ani jednego donosu pochodzącego od TW „Alka”. Według Gontarczyka teczka personalna i teczka pracy Aleksandra Kwaśniewskiego zostały zniszczone najprawdopodobniej we wrześniu 1989 r. Nie zachowały się też akta spraw obiektowych (czyli takich, które dotyczyły środowisk lub instytucji), w których mogły być przechowywane takie donosy. Przy okazji publikacji Gontarczyk rozprawia się z plotkami na temat Kwaśniewskiego. Ujawnia, że jego ojciec nigdy nie był funkcjonariuszem UB. Ustalił też, że Aleksander Kwaśniewski nie brał udziału w weryfikacji dziennikarzy w stanie wojennym, a wręcz przeciwnie – „zachowywał się przyzwoicie”. Jak Kwaśniewski komentuje pracę Gontarczyka? – To kolejna publikacja, która niczego nie wnosi – stwierdził w rozmowie z „Wydarzeniami” Polsatu. – Ja wiem, że żadnym agentem nie byłem, pan Gontarczyk pewnie do końca swojego życia będzie uważał odwrotnie. Proszony przez Monikę Olejnik w TVN 24 o komentarz premier Donald Tusk odparł: – Nie oceniam publikacji, zanim ich nie przeczytam. Szef rządu zapowiedział jednak, że trzeba jak najszybciej zacząć prace nad zmianą ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej i oddać go w ręce „historykom względnie neutralnym politycznie”, a nie „gończym”. Wiceprzewodnicząca SLD Katarzyna Piekarska uważa, że to kolejna publikacja IPN, która zamiast wyjaśniać historię, fałszuje ją. – Był wyrok sądu lustracyjnego w tej sprawie i zostało jednoznacznie stwierdzone, że Aleksander Kwaśniewski żadnym TW „Alkiem” nie był – mówi „Rz”. Dlatego jej zdaniem IPN dłużej w takiej formie istnieć nie może: – SLD już dawno złożyło projekt zmian w tej sprawie. Innego zdania jest poseł PO Antoni Mężydło: – Taka praca IPN była potrzebna. Historyk IPN wyraźnie napisał, jakie są fakty, czyli że Kwaśniewski został zarejestrowany jako TW „Alek”, ale zwrócił też uwagę na wiele wątpliwości w tej sprawie. Nie wiem więc, dlaczego SLD tak się tą sprawą denerwuje i zarzuca IPN fałszowanie historii. [ramka][srodtytul]prof. Tomasz Gąsowski, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego[/srodtytul] Nie wiem, dlaczego Instytut Pamięci Narodowej miałby się nie zajmować przeszłością Aleksandra Kwaśniewskiego i wątpliwościami, które jej dotyczą. Jego przypadek jest nietypowy. I tym bardziej zasługuje na dokładne opisanie. Z jednej strony mamy bowiem potwierdzony, między innymi w wyroku sądu lustracyjnego, fakt rejestracji Aleksandra Kwaśniewskiego jako TW „Alek”. Z drugiej – są poważne braki w archiwach i nie ma możliwości ostatecznego potwierdzenia takiej współpracy, tego, jak ona przebiegała. Główne wątpliwości dotyczą tego, czy na takiej podstawie możemy mówić, że Aleksander Kwaśniewski był współpracownikiem SB. Sąd lustracyjny, kierując się zasadą domniemania niewinności, musiał oczywiście orzec, że Kwaśniewski nie był kłamcą lustracyjnym. Praca naukowa, a taką jest publikacja IPN, rządzi się jednak innymi prawami i pozwala formułować różne tezy i hipotezy. Tym bardziej że od 2000 roku, kiedy zapadł wyrok sądu, pojawiły się nowe informacje. Może nie potwierdzają one ostatecznie współpracy Kwaśniewskiego ze Służbą Bezpieczeństwa, ale pokazują, że sam fakt rejestracji miał miejsce. Dlatego historycy powinni móc dalej badać tę sprawę, a przede wszystkim o niej dyskutować. Na pewno nie mogą ulegać presji ze strony polityków, którzy chcieliby zamknąć usta IPN, żeby nie zajmował się takimi tematami. [i]js[/i][/ramka] [ramka][srodtytul]prof. Andrzej Friszke, historyk z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk[/srodtytul] Uważam, że w sprawach lustracyjnych albo się ma dowody na to, że ktoś współpracował ze służbami PRL, albo się ich nie posiada. W przypadku pana prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego mamy ewidentnie do czynienia z tą drugą sytuacją. Dlatego jeśli ktoś dziś mówi, że Kwaśniewski był agentem czy współpracownikiem SB, popełnia nadużycie. Do tej pory nie przedstawiono żadnych dowodów, że taka współpraca miała miejsce. Z tego, co się orientuję, żadnych takich dowodów nie ma również w najnowszej publikacji IPN na temat byłego prezydenta. Są tylko rozmaite interpretacje. A to jest zdecydowanie zbyt mało, by mówić o faktach. Sama rejestracja w dzienniku rejestracyjnym, a w przypadku Kwaśniewskiego głównie o tym się mówi, nie jest żadnym dowodem współpracy. Może to być najwyżej przesłanką do dalszego badania przez historyków materiałów dotyczących byłego prezydenta, ale nie uprawnia do żadnych kategorycznych stwierdzeń. Moim zdaniem, żeby można było o kimś powiedzieć, że był tajnym współpracownikiem służb PRL, musi istnieć chociaż jedno doniesienie złożone przez taką osobę. Jeśli w archiwach IPN nie ma ani jednego donosu, to absolutnie nie możemy mówić o fakcie współpracy. A w przypadku Aleksandra Kwaśniewskiego nie ma ani jego teczki personalnej, ani zobowiązania do współpracy, ani żadnego donosu. [i]js[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL