Publicystyka

Czy da się przeszczepić głowę

Jeśli Jarosław Kaczyński (na zdjęciu w 2006 r.) jest niepopularny, to w elektoracie PO i SLD. Nie da się sprawić, by ten elektorat polubił jakiegokolwiek lidera PiS – uważa publicysta
Fotorzepa, Jakub Dobrzyński
Jeżeli PO chce straszyć dzieci Kaczyńskim, to PiS może równie dobrze straszyć dzieci Tuskiem. Wzajemna niechęć jest na tyle głęboka, że każdy stworzy własnego potwora – pisze publicysta
Kilkakrotnie Jarosławowi Kaczyńskiemu wróżono koniec kariery politycznej. Raz sam chciał wycofać się z polityki. Wracał jednak z coraz większym gronem zwolenników i kolejnym programem rewolucyjnych zmian. To powoduje, że budzi on skrajne emocje i mobilizuje też potężny obóz przeciwników, polaryzując scenę polityczną.
Psycholog społeczny Norbert Maliszewski przekonywał na łamach „Rzeczpospolitej” (27 listopada 2009), że Jarosław Kaczyński powinien się wycofać, gdyż jego wizerunkiem można straszyć dzieci. Zapewne dr Maliszewski sięga po sondaże, w których wyraźnie widać, że lider PiS ma więcej przeciwników niż zwolenników. To właśnie zdaniem Maliszewskiego powoduje, że PiS, które powinno mieć dzisiaj dobrą passę, ciągle cieszy się niższymi notowaniami niż PO. Maliszewski, podobnie jak znaczna część komentatorów, dostrzega silny związek pomiędzy poparciem dla lidera a poparciem dla jego partii. Teza do przyjęcia, ale równie prawdopodobna jest teza odwrotna. Nie widziałem żadnych badań, które wykluczyłyby, że poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego w sondażach jest prostym odpowiednikiem wyników PiS. Pomijam tu oczywistą kwestię, że lider jest zawsze najbardziej odpowiedzialny za ów wynik. Czy dzisiaj zmiana lidera spowodowałaby gwałtowny wzrost poparcia dla całego PiS?
[srodtytul]Rady naukowców[/srodtytul] Proponuję eksperyment: wyobraźmy sobie, że na czele PiS staje Zbigniew Ziobro. Jest on jednym z niewielu, jeżeli nie jedynym, który ma większe poparcie w tej formacji niż Jarosław Kaczyński. Prawdopodobnie rzeczywiście Prawu i Sprawiedliwości przybywa grupa kilku procent wyborców – dziś sytuujących się na prawo od PiS. Co jednak dzieje się ze środkiem tej partii? Efekt eksperymentu dzisiaj byłby taki, że zysk może być kilkuprocentowy, a strata od zera do kilkunastu procent. To tak, jakby ktoś postawił wszystkie pieniądze, by ewentualnie zyskać jedną dziesiątą więcej niż ma. Wie o tym Ziobro. Namawianie go na pucz w partii skończyło się na dywagacjach kilku znanych dziennikarzy. Kaczyński wybrał najbezpieczniejszy dla siebie wariant – uczynił Ziobrę człowiekiem ze swojego bliskiego otoczenia. Spróbujmy w takim razie wyobrazić sobie, że na czele PiS stanie Ludwik Dorn. Do partii wróci kilka procent zwolenników Polski Plus, a oderwie się skrzydło konserwatywne. Wynik jeszcze gorszy. No to może pójdźmy jeszcze dalej. Załóżmy, że na czele PiS stanie, po kolejnej politycznej przemianie, Radosław Sikorski – szczerze odda się dorzynaniu watah z PO i przeprosi się z prawicowym elektoratem. Jeżeli Kaczyński mógłby czymś naprawdę zdenerwować swoich wyborców, to chyba właśnie takim posunięciem. PiS na czele z Sikorskim, najbardziej popularnym w Polsce politykiem, nie przekroczyłby nawet dziesięciu procent. Oczywiście można zawsze zaproponować na lidera kogoś mało znanego. Zrobił to SLD i cieszy się dzisiaj wynikiem dwa razy gorszym niż w czasie najgłośniejszych afer początku obecnego wieku. Wygląda na to, że w Sojuszu słuchano uważnie rad młodych naukowców z UW. Tam rzeczywiście zamieniono znanych liderów na nowe twarze. Na pocieszenie badaczy akademickich należy dodać, że za dziesięć lat Napieralski i Olejniczak też będą bardzo znani. [srodtytul]Wizja specjalisty[/srodtytul] Założenie, że pod wpływem zmiany lidera można zmienić nie tylko wielkość formacji, ale cały bieg polskiej polityki, to punkt widzenia specjalisty od wizerunku w supermarkecie, który każe dostosować rodzaj sprzedawanych towarów do zakupionych opakowań. Bez wątpienia w pięknych opakowaniach np. sprzęt medyczny sprzeda się lepiej niż w kiepskich. Jednak mało kto przychodzi do supermarketu po sprzęt medyczny. Szukamy tam raczej bułek, mleka, papieru toaletowego itp. Jak nie znajdziemy, to pójdziemy gdzie indziej. Ostatecznie lepiej mieć to, co trzeba, nawet gorzej opakowane, niż tylko samo opakowanie. Oszustwo, miraże i „cuda” działają krótko. Czy Ronald Reagan zostałby prezydentem USA, gdyby stanął na czele Partii Demokratycznej? Zarówno Reagan, jak i demokraci poszliby wtedy na długą odstawkę. Kaczyński jest niepopularny, ale w elektoracie PO i SLD. Nie da się sprawić, by ten elektorat polubił jakiegokolwiek lidera PiS. A czy zmiana lidera PO sprawi, że elektorat PiS zagłosuje na tę partię? Jeżeli PO chce straszyć dzieci Kaczyńskim, to PiS może równie dobrze straszyć dzieci Tuskiem. Wzajemna niechęć jest na tyle głęboka, że każdy stworzy własnego potwora. Polska polityka dojrzała już na tyle, że wyborcy nie mają ochoty biegać od partii do partii. Godzą się z częściową porażką, jeżeli politycy twardo bronią ich interesów. Znaczna część Polaków, z różnych powodów, nie potrafiła zadomowić się w III Rzeczypospolitej. Dla wielu działaczy opozycji układ polityczny po Okrągłym Stole był nie do przyjęcia. Kaczyński, choć sam ten Stół współtworzył, zaproponował już po roku jego demontaż. [srodtytul]Wyborcy mało aktywni[/srodtytul] W III RP źle się czuli mieszkańcy wsi, robotnicy z dużych fabryk i patriotycznie oraz religijnie nastawiona inteligencja. III RP nie dała wielkich szans rozwoju polskiemu handlowi i małej wytwórczości. Te bardzo różne warstwy społeczne szukały swojej reprezentacji w wielu partiach, ale na pełną skalę poparły dopiero PiS. Elektorat z nich wywodzący się stanowi około 40 – 50 proc. społeczeństwa. Jest on jednak mało aktywny. Dwukrotnie dał o sobie znać w wyborach prezydenckich 2005 r. i w przegranych wyborach parlamentarnych w roku 2007. PiS otrzymało wtedy pięć milionów głosów, a i tak tylko około połowy tej społeczności poszło do urn. Poparcie dla programu PO nigdy nie było faktycznie tak duże. Wielkomiejska inteligencja, szczególnie ta pochodząca ze społecznego awansu, to góra trzy miliony osób. Sukces roku 2007 był możliwy dzięki sztucznie napędzonemu lękowi przed Polską rządzoną przez Kaczyńskich. [srodtytul]Pierwsza kadrowa[/srodtytul] O ile armia wyborców stojąca za Kaczyńskim jest bardzo określona i nie taka mała, to zarządzanie poparciem dla tej formacji już takie jasne nie jest. PiS u swojego zarania przypominało trochę Pierwszą Kadrową. Kaczyński nie szukał licznych działaczy w terenie, bojąc się po prostu napływu karierowiczów i kolejnych rozłamów. Postawił na starych wypróbowanych działaczy z PC, a sam otoczył się osobami, które znał od kilkunastu lat. Ze zdolnościami tych ludzi do kierowania dużą partią bywało różnie. Wokół silnego lidera PiS uformował się trend podobny do tego, jaki wytworzył się wokół Tuska, a wcześniej Wałęsy i Kwaśniewskiego: trend budowania dworu. Dwór spełnia polecenia i dba o swoją pozycję przy wodzu. Pozycję oczywiście najlepiej utrzymać, wskazując błędy prawdziwe lub wyimaginowane innych starających się o dostęp do ucha szefa. Z tym zjawiskiem nawet trudno walczyć, bo przylepia się do każdej władzy. Jednak wpływy dworu zwykle neutralizuje dobry sztab. To sztaby złożone ze specjalistów i osób doświadczonych w uprawianiu polityki są zdolne do zarządzania dużymi organizmami. PiS takiego sztabu do tej pory mocno brakowało. Czasem tego typu efemerydy pojawiały się przy dworze, czasem przy kierownictwie partii. Nie tworzono jednak go konsekwentnie i z rozmachem godnym dużej formacji. To właśnie, moim zdaniem, jest główną przyczyną, dla której mająca mniejszą bazę społeczną Platforma Obywatelska pokonała PiS. [srodtytul]Picie wódki nic nie zmieni[/srodtytul] Drugą istotną, ale chyba jednak przesadnie demonizowaną sprawą, są złe relacje PiS z mediami. Nie trzeba przeprowadzać badań, by przekonać się, że ilość dziennikarzy sympatyzujących z PiS jest wielokrotnie mniejsza niż tych, którzy popierają PO. Powodów tego jest wiele – wynikają głównie z układu właścicielskiego w mediach. Póki PiS nie zrobi czegoś, by dziennikarze o różnych poglądach mieli takie same szanse rozwoju, może się jedynie użalać na niesprawiedliwe traktowanie. Żadne bratanie się czy nawet wspólne picie wódki niczego tu nie zmieni. Platformie, dzięki dziennikarskiemu parasolowi, udaje się zmniejszać wagę swoich kolejnych porażek. Nawet jednak kilkakrotna przewaga PO w mediach nie da tej partii zwycięstwa, jeżeli po drugiej stronie będzie sprawna maszyna medialna. PO dysponuje ciągle dobrym opakowaniem, ale na półkach coraz bardziej pusto. Lidera rozlicza się za umiejętność zorganizowania pracy partii i skuteczne wykorzystanie błędów przeciwnika, a nie za stopień poparcia we wrogim obozie. Sposób rozumowania analityków politycznych nakazujący Kaczyńskiemu, by zyskał poparcie elektoratu Donalda Tuska lub ustąpił, świadczy o tym, że chłodna analiza naukowa ustępuje tam, gdzie pojawiają się własne poglądy. Podejrzewam też, że nierzadko głębokość tej analizy nie nadąża za rozwojem życia politycznego w Polsce. [i]Autor jest redaktorem naczelnym „Gazety Polskiej”[/i] [ramka]Pisali w „rzeczpospolitej” [srodtytul]Norbert Maliszewski[/srodtytul] Polityk, którym straszy się dzieci [i]27 listopada 2009[/i] [srodtytul]Rafał Ziemkiewicz[/srodtytul] Człowiek, który ukradł prawicę [i]28 – 29 listopada 2009[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL