Sztuka

Artysta który utuczył Barbie

Zbigniew Libera; Wystwa w Zachęcie
Fotorzepa, dp Dominik Pisarek
W warszawskiej Zachęcie pierwsza polska retrospektywa Zbigniewa Libery na jego 50. urodziny
[b]Zobacz więcej [link=http://www.rp.pl/galeria/9149,10,399421.html]zdjęć z wystawy[/link][/b]
[b][link=http://www.rzeczpospolita.pl/pliki/kultura/libera/libera1.swf]Zobacz wirtualny spacer po wystawie (na całym ekranie)[/link][/b]
[i]Fot. Waldemar Kompała[/i] [b] [i]Sterowanie panoramą: klawisz Shift - zbliżanie, klawisz Ctrl - oddalanie, klawisz myszy - przesuwanie i obracanie; żeby przejść do następnego pomieszczenia trzeba kliknąć dwa razy w przejście i chwilę poczekać[/i][/b] [b][link=http://www.rp.pl/temat/367044.html]Zobacz inne wirtualne spacery[/link][/b] Artysta wizualny, fotograf, aktor, model, człowiek pióra, pedagog. Od dwóch lat mieszka w czeskiej Pradze (z Mariolą Przyjemską, też artystką); przedtem próbował zadomowić się w greckich Salonikach. Pochodzi z Pabianic, studiował w Toruniu, wychował się na łódzkim Strychu (miejsce azyl dla bojkotujących artystów), zaistniał wśród kontestatorskiej awangardy lat 80. (krąg Kultury Zrzuty). Nie można przywiązać się do niczego, co wymyślił. Od 30 lat działa w opozycji do… samego siebie. Wystawa w Zachęcie najlepszym tego dowodem. "Prace 1982 – 2008" są tak różne, jakby pochodziły od różnych autorów. Jedno je łączy: ironia. Kiedy oglądam obiekty sygnowane przez Z. L., mam wrażenie, że sprawia mu satysfakcję konfundowanie odbiorcy. Obóz śmierci z klocków lego obraża niegdysiejszych więźniów Auschwitz czy zmusza do refleksji nad współczesną popkulturą, dla której nie ma żadnego tabu? Maszyneria zatytułowana "Rozciągacz członka" (z instrukcją obsługi) to soft porno czy kpina z dzisiejszej kultury seksu? A jak skomentować piramidę wybudowaną z czopków "Placebo" lub serię owłosionych lalek bobasków, zatytułowaną "Możesz ogolić dziecko"? Libera ma słabość do kultowych zabawek. Zabawia się z nimi po swojemu, jakoś tak sadystycznie. Wysmukłą Barbie utuczył i nazwał "Ciotką Kena". Inny zestaw blond piękności nazwał "Lalka, którą uwielbiasz rozbierać". Nie tylko z ciuchów, także ze skóry. W tym przypadku artysta wypatroszył brzuszki plastikowych dziewczynek. Pokazał ich wątpia z anatomiczną wiernością. Makabra z przymrużeniem oka. Uświadamia, że nie mamy zahamowań, obnażając się wzajemnie i wcale nie intymnie, lecz w przytomności świadków. Wypada dodać, że jadowite poczucie humoru Zbyszka Libery nie wzięło się z powietrza. W stanie wojennym ponad rok przesiedział za niewinność. Z kryminalistami. Dowodem obciążającym okazały się także… wizytówki, na których przedstawiał się jako gastryk, matoł, erotoman, epigon. Ubeków te słowa obrażały. Osadzony artysta zaczął się jąkać, co, paradoksalnie, okazało się korzystne. Wyszedł na mocy amnestii z okazji papieskiej wizyty. Czy można się dziwić, że artysta nie ma zaufania do bliźnich? Wyjątek stanowiła nieżyjąca od dawna babka. Ćwierć wieku temu poświęcił jej wideo "Obrzędy intymne". Wybuchła dyskusja: czy zachował się nieetycznie, upubliczniając chorobę? Przyznaję, mam problem z akceptacją filmu o zabiegach higienicznych wokół głuchoniemej, sparaliżowanej babki: to dokument zbyt wprost, bez podtekstu. Nawet gdy rzecz uznać za uniwersalną przypowieść o ludzkim losie. No, ale autor miał wtedy zaledwie 25 lat. Za to cykl "Pozytywy" (2003) ma ponadindywidualne przesłanie. To wielkoformatowe zdjęcia zainscenizowane na modłę "kultowych" prasowych fotek. Dramatycznych, patetycznych. Libera cynicznie przerobił je na nice. Oto Che na marach. O dziwo, żyje! Podpiera się na łokciu, żeby pociągnąć sztacha. Inny kadr: "Mieszkańcy". Ujęcie do złudzenia przypominające wyzwolenie jeńców hitlerowskiego obozu – z tym że przed obiektywem artysty pozują zadowoleni, syci i wypoczęci uczestnicy pleneru artystycznego. "Obozowy" klimat został uzyskany minimalistycznymi środkami – ktoś nosi piżamę, inny owinął się kołdrą, a pierwszy plan przecinają rozciągnięte horyzontalnie sznurki. Libera uświadamia, jak łatwo jest manipulować odbiorcami wychowanymi na mass mediach. Nie wierzą oczom, lecz propagandzie. Miło wpuszczać ich w maliny. [i]Wystawa czynna do 7 lutego 2010 r[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL