Służba zdrowia

Szpitale odwołują operacje

Szpital im. Kopernika w Łodzi przyjął już tylu pacjentów, że wyznaczony przez NFZ limit na ten rok przekroczył aż o 3 mln zł
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Będziemy musieli odsyłać pacjentów, którzy bez zabiegu umrą – alarmują lekarze w liście do NFZ
Zapowiadana od wielu tygodni katastrofa właśnie nadeszła. Szpital w Wolsztynie (Wielkopolska) odwołał już ponad 150 zaplanowanych na koniec roku operacji chirurgicznych.
Zabiegi wstrzymała także największa poznańska lecznica, Szpital im. Józefa Strusia. – Najgorsze jest dzwonienie do pacjentów i mówienie im: "przepraszam, ale możemy pana przyjąć w styczniu" – opowiada wicedyrektor placówki Jan Sawicz.
Dyrekcja Szpitala im. Kopernika w Łodzi napisała ostry list do NFZ. Domaga się w nim od Funduszu zdefiniowania, które operacje ratują życie, a które można określić jako planowe. Różnica jest prosta: za ratujące życie Fundusz płaci, za planowe po przekroczeniu kontraktu już nie. "Proszę określić, których pacjentów mamy zdyskwalifikować?" – pyta w liście dyrektor Wojciech Szrajber. – To nie urzędnicy mają określać, czy pacjent wymaga natychmiastowej pomocy, tylko lekarz – odpowiada rzeczniczka NFZ Edyta Grabowska -Woźniak. Podział na operacje ratujące życie i planowe nie jest jednak prosty. [srodtytul]Życie w strachu [/srodtytul] W Szpitalu im. Kopernika w Łodzi na oddziale chirurgii naczyniowej kontrakt został przekroczony już o 3 mln złotych. Lech Dębek, który właśnie przeszedł tam operację tętniaka aorty piersiowej, opowiada: – Nie wiadomo było, ile czasu mogę z tym żyć. Żyłem w strachu, że każdy skok ciśnienia może spowodować śmierć. – Nie jestem w stanie ocenić, którzy pacjenci mogą poczekać na zabieg, a którzy nie – mówi Mirosław Stelągowski, ordynator chirurgii w Szpitalu im. Kopernika. – Tętniak aorty, nawet jeśli pacjent nie odczuwa bólu, może pęknąć w każdej chwili. Wtedy szans na uratowanie pacjenta już nie ma. Jeśli odeślę taką osobę, a ona umrze, nie przekonam prokuratora, że miała przejść operację planową i mogła czekać. Fundusz ripostuje, że szpitale często rozliczają zwykłe zabiegi ponad limit jako ratujące życie. – Ostatnio jedna z placówek poinformowała nas, że do zabiegów ratujących życie i zdrowie należała operacja wrastającego paznokcia – opowiada Joanna Mierzwińska, rzeczniczka dolnośląskiego NFZ. Dlatego Fundusz przeprowadzi kontrole w szpitalach, by wychwycić, które wykonane w nich zabiegi były rzeczywiście pilne, a z którymi można było poczekać do przyszłego roku. [srodtytul]Trzy lata z przepukliną [/srodtytul] Szpitale odwołują operacje, które mogą przesunąć, i przyjmują tylko tych pacjentów, których ze względu na stan zdrowia przyjąć muszą. Ale i tak gwałtownie pogarsza się ich sytuacja finansowa. – Wykonaliśmy mnóstwo zabiegów na urologii, chirurgii czy kardiochirurgii. Jeśli chodzi o zakup leków, plan został radykalnie przekroczony. Obawiamy się utraty płynności finansowej – tłumaczy Jan Sawicz, wicedyrektor Szpitala im. Strusia. – Musimy ciąć koszty – przyznaje Jerzy Miadziołko, dyrektor szpitala w Wolsztynie. – Największe przekroczenia kontraktu mamy na oddziale dziecięcym, ale tu przecież trudno ograniczać przyjęcia. Odwołujemy zabiegi. Jak ktoś czekał na operację przepukliny trzy lata, może poczekać jeszcze kilka miesięcy – tłumaczy. [srodtytul]Oddział zamknięty [/srodtytul] W ubiegłym tygodniu szpitale na Dolnym Śląsku zawarły z Narodowym Funduszem Zdrowia kontrakty na leczenie w dwóch ostatnich miesiącach roku. I choć dyrektorzy podpisali umowy, to potem oświadczyli, że zamkniętych oddziałów nie otworzą. Tłumaczyli, że przyjęli już tylu pacjentów, że mają wyczerpane limity na cały rok. – Mamy 10 milionów nadwykonań. Nie ma mowy o dodatkowych planowych przyjęciach w tym roku – mówi Jacek Domejko, dyrektor szpitala w Świdnicy. – Zamykanie oddziału jest niedopuszczalne – uważa Edyta Grabowska -Woźniak, rzecznik NFZ. – Jeśli dyrektor chce zawiesić pracę któregoś oddziału, powinien zawiadomić o tym Fundusz i wojewodę. Wtedy pacjenta powinna przyjąć inna placówka. Tłumaczy, że przyjęcia chorych na leczenie planowe powinno być równomiernie rozłożone na cały rok. – Tak jest na całym świecie – mówi. [ramka][b]Coraz mniej pieniędzy w NFZ[/b] Gdyby nie rezerwy zgromadzone w poprzednich latach w finansach Funduszu już w tym roku byłaby kilkusetmilionowa dziura – rosną wydatki NFZ (np. na leki), spadają wpływy ze składek. Dlatego Fundusz zapowiadał od początku roku, że za pacjentów przyjętych ponad limit (oprócz leczenia ratującego życie lub zdrowie) po prostu nie zapłaci. W przyszłym roku będzie jeszcze gorzej. Plan finansowy jest aż o półtora miliarda niższy niż tegoroczny. Wynika to m.in. z niższych składek za rolników (na poziomie z 2006 roku, w związku ze spadkiem cen żyta) i z wyższego bezrobocia. Przez ostatnie lata budżet NFZ z roku na rok wzrastał. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL