Muzyka

Jackson ożywa na scenie

Michael Jackson na próbach w Staples Center śpiewał, tryskał pomysłami, wydawał polecenia
Sony Pictures
W filmie „This Is It" znów jest promieniejącym chłopakiem. Zawodowcem, który chce zadziwić świat
Tylko przez dwa tygodnie można oglądać dokument z ostatnich dni życia króla popu. Już po kilkunastu minutach filmu wiadomo, że Jackson nie stracił ani artystycznej intuicji, ani zdolności trzeźwego myślenia. Muzyka go odmładza, rozpala.
Zdjęcia, które zmontował Kenny Ortega, reżyser planowanych na lipiec koncertów, powstawały od marca do czerwca tego roku. Nawet jeśli wybrał te kadry, na których Jackson był w najlepszej formie, stanowią one mocny dowód jego witalności. [srodtytul]Bez snu, bez jedzenia [/srodtytul]
Jackson nie przypomina nafaszerowanej tabletkami marionetki wożonej w piżamie na wózku inwalidzkim. Na scenie Staples Center w Los Angeles, gdzie przygotowywał się do występów, stał podekscytowany, silny i sprawny mężczyzna. Mało tego – zachwycał muzykalnością, świetnie śpiewał, trzymał rękę na pulsie, decydował. Ortega martwił się o zdrowie Jacksona, bo piosenkarz był tak podniecony swym powrotem, że nie sypiał, dzwonił po nocach z pomysłami, zapominał o jedzeniu. Zatrudniono więc osobę, która pilnowała, by regularnie przyjmował posiłki. [srodtytul] Lekkość i energia [/srodtytul] Na ekranie jest właśnie taki: pracuje w skupieniu, jak profesjonalista, ale radość i emocje go ponoszą. "I Will Be There" szykuje w duecie z chórzystką – stoją na skraju sceny i ćwiczą finałową wokalizę. Jackson miał się oszczędzać, ale śpiewa pełnym głosem. Podobnie na próbie wokalnej do "Human Nature". Dosłownie chwyta dźwięki, jest precyzyjny, a muzyka go unosi – zaczyna się wygłupiać, żartować. On się nie myli, a gdy komuś zdarzy się kiks, uspokaja: – Po to właśnie ćwiczymy. Różnica wieku między nim a młodziutkimi tancerzami jest niewidoczna. W wyniku operacji twarz i ciało Jacksona wydają się nierealne, ale on wciąż emanuje chłopięcością. Pozostał smukły, gibki, elastyczny. W "The Way You Make Me Feel" goni zgrabną dziewczynę jak w słynnym teledysku. Potem staje na czele gangu chłopaków – w ich tańcu jest seksapil, energia. Choreografię do dynamicznego "Jam" powtarza bez wysiłku, z pewnością fachowca, który pamięta wszystkie gesty, ma je pod skórą, ale wie, że praktyka prowadzi do perfekcji. W pierwszej części filmu zdjęcia są dynamicznie zmontowane, nie dają więc wiarygodnego obrazu możliwości Jacksona. Ale już pokazana bez cięć "Billie Jean" nie pozwala wątpić. Na wokalistę patrzy tylko kilkanaście osób. Muszą mieć wrażenie, że czas się zatrzymał – Jackson jest taki jak w rewolucyjnym wideoklipie z 1983 r. Król popu wiruje i odrzuca w tył długą koszulę. Ortega stworzył szkic, który pozwala wyobrazić sobie skalę planowanego widowiska. Na scenie staje gigantyczny robot człowiek złożony z kilkunastu ekranów. Z jego wnętrza wyłania się Jackson i zaczyna show od "Wanna Be Startin" Something". W "Jam" za jego plecami windy wyrzucają w powietrze tancerzy. W "They Don't Really Care about Us" poruszają się w czarnych zbrojach – z Jacksonem jest ich 11, ale komputery powielają ich sylwetki ponad tysiąc razy. – Mają się ciągnąć aż po horyzont – instruuje reżysera odprężony Jackson, żując gumę. "Smooth Criminal" ma być jak filmowy trik, w którym gwiazdor przenika ekran. Ubrany w biały garnitur rozkochuje w sobie Ritę Hayworth i ucieka przed zazdrosnym Humphreyem Bogartem uzbrojonym w karabin. Czarno-biały wideoklip został już zmontowany, podobnie jak trójwymiarowy film do "Thrillera" – charakteryzacja i rozmach jak w Hollywood. [srodtytul]Wielka ucieczka [/srodtytul] Scenografia studia telewizyjnego cofa widzów do lat 70. W czasie próby do "Shake Your Body" Jackson 5 Michael wyjmuje z ucha słuchawkę i mówi do ekipy: – Przepraszam, wiem, że chcecie dobrze, ale czuję, jakby ktoś wciskał mi do ucha pięść. Całe życie śpiewałem bez odsłuchu. Trudno się przyzwyczaić – wyjaśnia grzecznie. Ortega jest równie uprzejmy, zwraca się do niego "Michael, sir". Jackson zachowuje się wobec muzyków i tancerzy skromnie, ale doskonale wie, czego chce. – Tu musi być prościej, omiń tę nutę – instruuje dyrektora muzycznego. – To jest twój czas, popisz się! – zachęca młodą gitarzystkę. Utwory zna na wylot, nie można go oszukać. Wszyscy pracują dla niego, nie odwrotnie. To inni martwią się, proszą, by trzymał się barierki, pił dużo wody. A on dobrze się bawi, chce więcej. Zebranym w kręgu współpracownikom przypomina, że muszą dać z siebie wszystko, bo publiczność "chce wielkiej ucieczki". Mówi: – Nie bójcie się, poradzimy sobie. Jest gotowy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL