Publicystyka

Polska przecięta na pół

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Afera hazardowa stanowi cezurę w dziejach PO. Zamyka etap jej harmonijnego rozwoju, jaki nastąpił po 2007 roku. Niesłychanie sprawna w dziedzinie public relations partia okazała się wewnętrznie krucha i niestabilna
Spece od public relations Platformy Obywatelskiej mogą gratulować sobie przejścia przez kolejną próbę ogniową. Choć sztab kryzysowy Donalda Tuska został zdezorganizowany zesłaniem paru asów do Sejmu, to zdołano rozładować kryzys afery hazardowej. Ku uldze lidera PO w sondażach Platforma straciła niewiele procent poparcia.
To osiągniecie jest jak najbardziej godne uwiecznienia w podręcznikach piarowskiej czarnej magii, ale przy ocenie stanu polskiej demokracji jest raczej wskaźnikiem jej wynaturzenia. Nie ma bowiem nic gorszego jak demokracja bezalternatywna. Wbija rządzących w arogancję, radykalizuje opozycję i zamienia wyborców w dwa nienawidzące się obozy. Dominacja sondażowa Platformy to dowód, jak silna jest polaryzacja polityczna Polaków. Polaryzacja, która nie czyni naszej demokracji lepszą.
Skłonność polskich elit do akceptowania dominacji obozu „ludzi rozumnych” i akceptacji dla marginalizacji „radykalnej dziczy” ma swoje początki w roku 1989. Wtedy to obóz okrągłostołowy uznał, że transformację przeprowadzić mogą tylko politycy późniejszej Unii Wolności w partnerskim sojuszu ze środowiskiem postkomunistycznych reformatorów. Dlatego krótkie rządy Jana Olszewskiego w 1992 roku w atmosferze histerii wykreowano na zagrożenie dla demokracji. Środowisko Unii Wolności uznało w latach 90., że rola lidera polskiej polityki po prostu mu się należy. Za tę pychę unici zostali przez opatrzność boleśnie ukarani. Pamiętali o tym w 2001 roku uciekinierzy z UW, współtwórcy Platformy Obywatelskiej, liberałowie pod wodzą Donalda Tuska – nie zamierzali powtórzyć błędu partii Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka. Uznali, że należy równocześnie zabiegać o status ulubieńca Europy, czytelników „Gazety Wyborczej”, ale i zwykłych Polaków. I że możliwe to będzie tylko dzięki nowoczesnemu PR. Przy wsparciu dużej części elit Platforma odgrzała gorące podziały z roku 1992 na obóz ładu liberalnego i antysystemowej prawicy. Dzięki temu mogła swoich zwolenników zamienić w swego rodzaju zakon obrońców Polski przed „kaczyzmem”. Operacja ta powiodła się dzięki licznym błędom braci Kaczyńskich, ale też za przyczyną bezprecedensowej nagonki, jaką rozpętano po wygranych przez PiS wyborach i jaka podtrzymywana jest do dziś. Dzięki tej atmosferze wyborcy, którzy rozczarowują się dziś Platformą, nie przerzucają swoich sympatii na opozycję, ale raczej dołączają do grupy niegłosujących. I nie zmienia tego fakt, że rząd PO od dwóch lat nie potrafi pokazać przekonujących dowodów na łamanie demokracji przez rząd Jarosława Kaczyńskiego. Zbrodnie PiS funkcjonują dziś więc nie w sferze faktów, ale w sferze wiary. Są częścią składową nawet już nie poglądów wielu wyborców, ale ich tożsamości. A tożsamość to coś więcej niż polityczny wybór. Nie da się jej łatwo zmienić. Agresywna ofensywa przeciw PiS wytworzyła z kolei grupę żelaznych wyborców partii Jarosława Kaczyńskiego – solidaryzującą się z atakowanymi politykami, a więc nieskłonną do rozliczania swojej ulubionej partii z błędów. Siła strategii Platformy jest ogromna. Można było jednak podejrzewać, że PO – podobnie jak inne partie rządzące, na których politykach ciążyły poważne podejrzenia – z czasem rozczaruje wyborców. Na razie jednak partia Tuska wychodzi z kolejnego kryzysu w miarę bez szwanku. Mimo tego nadal twierdzę, że afera hazardowa stanowi cezurę w dziejach Platformy. Zamyka etap jej w miarę harmonijnego rozwoju, jaki nastąpił po 2007 roku. Ta niesłychanie sprawna w dziedzinie public relations partia, jest – jak się okazało – wewnętrznie zaskakująco krucha i niestabilna. Na każdym politycznym zakręcie wypadają z tej partii na pobocze kolejne wyraziste postaci. Jan Rokita trafnie wskazuje, że Donald Tusk stosuje politykę modliszki – pożera ludzi, którzy pomogli mu w marszu na polityczne szczyty. Dziś sam Tusk staje się jedynym atutem Platformy Obywatelskiej. Ta partia bez Donalda Tuska nie dałaby sobie rady, tymczasem on sam nie jest już skazany na stawianie wyłącznie na PO przed wyborami prezydenckimi. Jeszcze jedna kwestia ma wpływ na niedawne wydarzenia na polskiej scenie politycznej. To syndrom komisji Rywina. Politycy – mimo porażek, jakie poniosły inne komisje śledcze – żyją w lęku, że podczas sejmowych przesłuchań można się skompromitować i polecieć w sondażach na łeb na szyję. Tak jak kiedyś SLD. Stąd obawy posłów PO związane z nową komisją – choćby opór przed dopuszczeniem do konfrontacji premier – szef CBA. Bo efekt takiego spotkania mógłby być silniejszy niż piarowskie sztuczki. Jeśli coś dziś ratuje Platformę, to nieumiejętność wykreowania nowego wizerunku przez PiS. A także podobne kłopoty Sojuszu Lewicy Demokratycznej Grzegorza Napieralskiego czy Polski Plus Kazimierza Ujazdowskiego – inicjatyw, którymi kierują politycy znacznie młodsi od Jarosława Kaczyńskiego.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL