Notowania

Amerykańskie akcje przewartościowane o 40 proc.

AFP
Działania stymulacyjne Waszyngtonu napompowały kolejną bańkę na rynku akcji - twierdzi ekonomista Andrew Smithers
- Gdy tylko amerykański bank centralny przerwie program „ilościowego luzowania” polityki pieniężnej, nowojorską giełdę czeka załamanie nawet o 40 proc. – twierdzi ekonomista Andrew Smithers, który przewidział krach na giełdzie w 2000 r.
Jak przekonuje w opublikowanym w poniedziałek wywiadzie dla agencji Bloomberga, spośród najważniejszych giełd świata tylko w Japonii można dziś znaleźć akcje o atrakcyjnej wycenie. 72-letni dziś Smithers w marcu 2000 r. wydał (wraz z Stephenem Wrightem) książkę „Wycenianie Wall Street”, w której przekonywał, że należy unikać inwestycji w akcje. Niedługo po tym rozpoczęła się w USA bessa, a indeks szerokiego rynku S&P 500 zanurkował w ciągu 2,5 roku o 49 proc.
Na przełomie wieków Smithers opierał swoje prognozy na tzw. wskaźniku q Tobina, od nazwiska laureata nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii z 1981 r. Jamesa Tobina. Jest to miernik przewartościowania lub niedowartościowania akcji, porównujący kapitalizację danej spółki z wartością rynkową jej aktywów netto, czyli kosztami odtworzenia jej majątku. Tym razem ekonomista, który prowadzi w Londynie spółkę analityczną Smithers & Co., oprócz wskaźnika q bierze pod uwagę także wskaźnik cena/zysk skorygowany o czynniki cykliczne (tzw. CAPE). Na tej podstawie twierdzi, że akcje objęte indeksem S&P 500 przewartościowane są o 40 proc. Według Smithersa, rynki są obecnie uzależnione od prowadzonego przez Fed oraz inne banki centralne programu zasilania gospodarki w gotówkę poprzez skup szerokiej gamy aktywów, określanego jako „ilościowe luzowanie” polityki pieniężnej. – Ilościowe luzowanie polityki pieniężnej nadmuchało kolejną bańkę – przekonuje. – Ale banki centralne prędzej czy później muszą przerwać te działania, a gdy tylko to nastąpi, rynki czeka załamanie – dodaje. - Jest bardo prawdopodobne, że Japonia to jedyny ważny rynek na świecie, który nie jest poważnie przewartościowany - twierdzi Smithers, który sam przestał inwestować w akcje w latach 90. i tylko na krótko wrócił do tego w dołku minionej bessy. Atrakcyjność japońskich spółek wynika z faktu, że ich marże zysku powinny się poprawić w związku ze spadkiem ich aktywności inwestycyjnej, który obniża koszty deprecjacji – argumentuje ekonomista. Czynnik ten występuje wprawdzie na całym świecie, ale w Japonii ma on większe znaczenie, bowiem koszty deprecjacji pochłaniają tam większą niż gdzie indzie część dochodów spółek.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL