Mniejszości

Jerzy Buzek ze Śmiłowic

fot. Magdalena Jodłowska
Rzeczpospolita
Śmiłowice – mała wioska na północy Czech. Powierzchnia ledwie 7 kilometrów kwadratowych. Niecałe 600 mieszkańców, z czego – według spisu powszechnego z 2001 roku – 26 procent to Polacy. Właśnie tu 3 lipca 1940 roku urodził się Jerzy Buzek, szef Parlamentu Europejskiego
W Śmiłowicach Buzek spędził zaledwie kilka pierwszych lat życia, bo tuż po wojnie jego rodzina przeniosła się do Chorzowa. Rodzinna wioska znalazła się wtedy po drugiej stronie granicy – w Czechosłowacji. Ale były premier podkreśla, że dobrze zna Zaolzie.
– Nigdy nie ukrywał, że stamtąd pochodzi. Nigdy się tego nie wstydził. Wręcz przeciwnie. Mówił o tym otwarcie. I zawsze podkreślał, że jego ojciec był działaczem polskim na Zaolziu – mówi „Rz” Ryszard Czarnecki, dziś europoseł PiS, przed laty – w rządzie Jerzego Buzka – szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Ale gdy w 1997 roku rozpatrywano kandydaturę Buzka na premiera RP, mało kto o tym wiedział. – Dopiero wtedy członkowie AWS zorientowali się, że jest protestantem i urodził się na Zaolziu. To wywołało pewną konsternację wśród niektórych z nich. Na szczęście ich głosy nie przeważyły – mówi „Rz” Janusz Onyszkiewicz, dziś wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych w PE, za rządów Buzka – minister obrony.
Jerzy Buzek wypłynął wtedy na wody wielkiej polityki. Profesor nauk technicznych wcześniej pracował w Instytucie Inżynierii Chemicznej Polskiej Akademii Nauk w Gliwicach, uczył też studentów na Politechnice Śląskiej i Opolskiej. Działał w „Solidarności”. Pomagał AWS tworzyć program gospodarczy. W 1997 roku z ramienia AWS wystartował w wyborach parlamentarnych. I dostał się do Sejmu, choć w Gliwicach głosowało na niego 1488 osób. Od tamtej pory jego kariera potoczyła się lawinowo. Przez cztery lata premier. Potem eurodeputowany z listy PO (prawie 174 tys. głosów, najlepszy wynik w kraju). Po czterech latach znów europoseł, ale już niemal 394 tys. głosów (najlepiej w kraju). Wreszcie od 14 lipca 2009 roku przewodniczący PE. – Dobrze się czuje w tej roli. Pasuje mu to stanowisko. Jednocześnie nie uderzyła mu woda sodowa do głowy. Nie ma poczucia, że świat się zaczyna i kończy na Buzku. Stosunek do ludzi ma taki sam jak zwykle – mówi Czarnecki, który z Buzkiem zna się od wielu lat. Nowy szef PE wpada na przykład do polskiej restauracji obok gmachu parlamentu. Tuż przed północą. Na żurek. Gdy został przewodniczącym PE, przypomniały sobie o nim Śmiłowice. I z okazji 550. rocznicy swojego istnienia nadały Buzkowi honorowe obywatelstwo. Ten ich nie zawiódł i osobiście przyjechał do rodzinnej miejscowości. – Często jest pan gościem u swych krewnych i znajomych w Cieszyńskiem, dzisiaj mamy zaszczyt przywitać pana w naszej wiosce przy tak uroczystej okazji i przekazać drobny upominek, który będzie na niełatwej drodze politycznej na szczycie Unii Europejskiej przypominać panu miejsce urodzenia wśród pagórków beskidzkich, pod Jaworowym, Ropiczką i Godulą – mówił wójt Gustaw Chwistek. Na co Jerzy Buzek od razu zareagował ze śmiechem: – Ale ja się urodziłem pod Kopanicą, a ta tutaj nie została wymieniona. To cecha, którą lubią u niego wszyscy znajomi. – Błyskotliwy. Bardzo dowcipny. Ma znakomite poczucie humoru sytuacyjnego. Zaskakuje puentami – mówi Czarnecki. Ale w Śmiłowicach nie obyło się bez skandalu, gdyż niektórzy radni nie chcieli Polaka jako honorowego obywatela. Podczas uroczystości nie było polskiej flagi. Jak pisała gazeta „Głos Ludu”, którą wydają Polacy mieszkający w Republice Czeskiej, zabrakło jej podczas pokazów spadochronowych, jeden ze spadochroniarzy wylądował z trzema flagami – unijną, czeską i gminy Śmiłowice. Buzek się nie poskarżył. Nigdy się nie angażował w problemy Czechów i Polaków. Janusz Onyszkiewicz pamięta rządową debatę o podziale administracyjnym kraju. – Zastanawialiśmy się, gdzie ma być cały region Bielska-Białej ze Śląskiem Cieszyńskim. Czy w Małopolsce? On w tej dyskusji w ogóle nie brał udziału. Być może nie chciał być posądzony o stronniczość – wspomina. Ostatnio jednak Buzek powiedział „Głosowi Ludu”: „Trzeba bronić tożsamości narodowej Polaków na Zaolziu, która jest czasem podważana przez Czechów, którzy przybyli na te tereny i nie mają pojęcia o ich historii. I często pytają, dlaczego mają być na Zaolziu dwujęzyczne nazwy”. Zapowiedział też, że teraz będzie często przyjeżdżał do Śmiłowic. I zdradził, że bywa tam, choć mało kto o tym wie. „Zwykle nie przyznaję się do tego ani tego nie ogłaszam, tylko podjeżdżam pod dom, w którym się urodziłem lub zatrzymuję się na skrzyżowaniu, gdzie zawsze była i nadal jest restauracja i coś tam małego zjem. Teraz, kiedy jestem obywatelem honorowym, to już nie wypada przyjeżdżać tak incognito. Podejdę więc do pana wójta, ogłoszę się” – powiedział.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL