Wiadomości

Zapraszamy wszystkich

Tomas Pacesas, ur. 11 listopada 1971 roku. Były reprezentant Litwy (brązowy medal na igrzyskach olimpijskich w Atlancie 1996). Jako zawodnik zdobył mistrzostwo Rosji (Ural Great Perm, 2001) i sześciokrotnie mistrzostwo Polski (Idea Śląsk Wrocław, 2002, Anwil Włocławek, 2003, Prokom Trefl Sopot, 2004 – 2007). Jako trener dwa razy sięgał po złote medale z Prokomem Treflem i Asseco Prokomem Sopot (2008 i 2009)
Fotorzepa, Przemek Wierzchowski
Rozmowa z Tomasem Pacesasem, trenerem koszykarzy Asseco Prokomu Gdynia
[b]W środę meczem z EWE Baskets Oldenburg rozpoczynacie kolejny sezon Euroligi. Jak po trzech meczach w ekstraklasie ocenia pan przygotowanie zespołu do tych prestiżowych rozgrywek?[/b]
– Trudno oceniać naszą formę na podstawie ostatnich spotkań ligowych. Bardziej miarodajny może być towarzyski mecz z CSKA Moskwa w Gdyni na początku października. Z wymagającym rywalem zagraliśmy bardzo dobrze i ambitnie, przegrywając minimalnie 63:64. Myślę, że w takiej dyspozycji jak w tamtym spotkaniu możemy liczyć na zwycięstwo w środę. Chociaż Oldenburg nieprzypadkowo zdobył mistrzostwo Niemiec. Grał starym, dobrze się znającym składem, uzupełnionym tylko o kilku graczy. Naprawdę będą mocni. W dodatku konfrontację w Gdyni traktują specjalnie, przełożyli dwa ligowe spotkania na wcześniejsze terminy i od czwartku przygotowują się do meczu z nami. Musimy być w 100 procentach gotowi. My też przesunęliśmy swój mecz w ekstraklasie, za co dziękuję Polonii 2011. Na pewno przydał nam się dodatkowy czas na trening. Wynik będzie zależał do dyspozycji dnia jednego i drugiego zespołu. Każdy szczegół ma znaczenie. Nie mogę jednak niczego obiecać. Żaden trener ani prezes nie może zagwarantować, co będzie się działo na boisku. [b]W waszym zespole też nie było wielu zmian. Najistotniejsze to zaangażowanie Jana-Hendrika Jagli i Pape Sowa w miejsce Filipa Dylewicza i Patricka Burke’a. Drużyna jest teraz lepsza od poprzedniej?[/b]
– Staramy się, żeby była lepsza. Dla każdego gracza szukamy odpowiedniego miejsca w zespole. Liczę na nowych zawodników, wracającego do Asseco Sowa i zupełnie nowego Jaglę. Obydwaj są ambitni, podchodzą do gry z charakterem. Potrzebują tylko czasu, by poznać zagrywki, odpowiednio reagować na parkiecie. Myślę, że będą wzmocnieniem drużyny. [b] Atutem Asseco Prokomu jest stały, w niewielkim tylko stopniu zmieniony, skład. Doświadczenia z poprzedniego sezonu powinny procentować.[/b] – Bardzo ważne, że został trzon drużyny. Zawodnicy czują się teraz komfortowo, bo znają się znacznie lepiej niż 12 miesięcy temu. Jest chemia w drużynie i to powinno zaowocować lepszą grą. Tak zakładam, ale sport zawsze jest nieprzewidywalny. Pracujemy solidnie. Gracze podpisują kontrakty nie tylko dla pieniędzy, ale i żeby grać. Staram się często zmieniać zawodników na parkiecie, każdego wprowadzić do zespołu. I Łukasza Seweryna, i Mateusza Kostrzewskiego, który otrzymuje szansę dłuższej gry. [b]Latem klub przeprowadził się z Sopotu do Gdyni. Poprawiło się pod względem organizacyjnym?[/b] – Budżet jest troszeczkę wyższy, bo dokładają się do niego władze Gdyni. Mamy do dyspozycji nową, większą halę. Na pewno na tym korzystamy. [b] W Sopocie nie pozostała pustka. Szybko powstał nowy stary klub – Trefl. Czy rywalizacja z lokalnym rywalem wyzwala dodatkowe emocje?[/b] – Dochodzą mnie słuchy, że Sopot idzie z nami na wojnę. Mamy przed sobą dużo ważnych meczów w tym sezonie i dużo do udowodnienia, ale nie musimy nikogo przekonywać, kto jest mistrzem i spadkobiercą tradycji. Taki spór nic nie daje. Nasz klub Asseco Prokom Gdynia nie ma umowy na uczestnictwo w rozgrywkach z Euroligą. Gra w niej jako mistrz Polski. To logiczny i najprostszy argument. Jeśli ktoś mówi, że jedno czy drugie mistrzostwo należy się Treflowi Sopot, to tak jakby dzieci jednego ojca przypisywać wybiórczo innemu. Pan Kazimierz Wierzbicki sprzedał swoje udziały w Asseco Prokomie, założył nowy klub. Nasz zespół grał przedtem w Sopocie i nikt temu nie przeczy. Ale teraz – jak w handlu: sprzedałem samochód i on nie jest już mój. Koniec. Jeździłem mistrzowskim autem, zdobywałem złote medale sześć razy, ale teraz ktoś inny zasiada za jego kierownicą. Nie warto już w to wnikać. Mamy wszyscy bardzo wiele do zrobienia. Kibice sami zdecydują, gdzie chcą chodzić na mecze i komu kibicować. Myślę, że w Gdyni nie będzie ich mniej. Musimy teraz zapełnić nie 1,5 tysiąca, a 5 tysięcy miejsc na widowni. Zapraszamy wszystkich. [b]Przeciwko Polonii 2011 czołowy zawodnik Asseco Prokomu Qyntel Woods grał tylko 11,5 minuty na początku spotkania...[/b] – W takich meczach staram się podtrzymywać formę każdego z graczy i odpowiednio gospodarować czasem ich gry. Wcześniej, w Stalowej Woli, celem było odblokowanie Davida Logana, który nie był z nami przez dwa miesiące ze względu na grę w reprezentacji Polski. Konieczne było, żeby poczuł się prawdziwym liderem drużyny, brał więcej ciężaru gry na siebie i odbudował skuteczność rzutową. Dlatego David gra długo i czuje się teraz coraz lepiej, co pokazał w Warszawie. Z kolei obawiamy się też, żeby jakaś nieoczekiwana kontuzja nie wykluczyła z gry naszych zawodników. Dlatego nie ma potrzeby, by przesadnie eksploatować Woodsa, Daniela Ewinga czy innych. Chcę też dawać szansę dłuższej gry Polakom. [b]Czy Logan się zmienił po przygodzie z kadrą narodową w mistrzostwach Europy?[/b] – Tak. W pierwszym ligowym meczu zdobył tylko 7 punktów. Musieliśmy zmienić jego nastawienie, ale w Warszawie już było dobrze – 29 punktów i rekord sezonu. Poważnie mówiąc: nic się nie zmieniło. David to prosty, nieskomplikowany człowiek. Nie myśli: „ja, lider kadry – należy mi się szacunek”. Tu jest inny zespół, inna praca. Nie tylko on jest liderem, ale także Daniel Ewing czy Qyntel Woods. Wiadomo, że tę rolę musimy dzielić między kilku. Tylko w gronie dobrych zawodników możemy coś osiągnąć jako zespół i każdy musi to zrozumieć. Jednego lidera łatwo rywalom upilnować i wygrać mecz. Z kilkoma, wspieranymi dodatkowo przez bardzo wartościowych zawodników, takich jak Ronnie Burrell, Jagla czy coraz lepszy Tyrone Brazelton, już nie pójdzie tak łatwo. [b]Czego oczekujecie po siódmym kolejnym sezonie w Eurolidze?[/b] – Celem jest awans do fazy Top 16. Przed rokiem w pierwszym etapie rozgrywek mieliśmy w grupie trzech liderów – Panathinaikos, MDP Sienę i Barcelonę. Teraz stawka jest bardziej wyrównana i silniejsza. Armani wzmocniło skład, a przecież nie była to słaba drużyna. Bardzo dobry zespół mają Chimki Moskwa. O mistrzu Euroligi Panathinaikosie czy Realu Madryt nawet nie ma co mówić.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL