Muzyka

Brzmienia dla opornych

Wśród festiwalowych gwiazd są m.in. The Herbaliser oraz Karl Bartos, jeden z członków klasycznego składu zespołu Kraftwerk
Materiały Promocyjne
Jesteście państwo zagubieni w natłoku festiwali, które prasa przedstawia jako imprezy na światowym poziomie, a wy nie znacie ani jednej z rzekomych gwiazd? Zirytowani namnożonymi nagle, tajemniczymi nazwami gatunków i tym, że nie sposób przyporządkować ich intuicyjnie do znanych wam dźwięków?
Rozpoczynający się w piątek, umiejscowiony w praskim koneserze Free Form Festival może być kołem ratunkowym rzuconym nieumiejącym pływać w morzu nowej muzyki.
Nie trzeba od razu pchać się na głębiny. Karl Bartos, jeden z członków klasycznego składu zespołu Kraftwerk, to propozycja bezpieczna, ze wszech miar przyjemna i atrakcyjna. A to dlatego, że cieszy nie tylko oko, ale i ucho. U Bartosa muzyka jest sprzężona z obrazem tak silnie, iż tradycyjnych krążków po prostu nie nagrywa. Ale kiedy jeszcze je tworzył, jego dźwięki pozwalały wczuć się w dawne czasy. Bas i perkusja brzmiały bardzo znajomo, twardo i prosto, jak na Niemców przystało, aranżacje zaś nabierały popowego rozmachu.
Elektroniczne piosenki, które można nucić? Czemu nie. U Tommy’ego Sparksa właściwie nie ma innych. Nic, tylko siąść, podchwytywać nawiązania do klasyków lat 80., skakać do tanecznych rytmów i nie doszukiwać się podstępu. Dzięki przypiętej Sparksowi alternatywnej łatce nikt nie powie, że to w złym guście. Widzom wybacza się nawet brokat, nazbyt rozpiętą koszulę czy szpilki. Moda na disco nie chce przeminąć. Grupa Pony Pony Run Run pozwoli natomiast miękko wejść w świat dźwięków indie. To również na czasie. Wystudiowana wokalna nonszalancja, mnóstwo świetnych pomysłów realizacyjnych, niesamowicie nośne melodie. Ot, leciutkie granie zaszczepione Duran Duran i A-ha, bliskie czasem temu, co wyczyniało u nas Lady Pank z Rafałem Paczkowskim za konsoletą. Dziś mówi się na to dancepunk. A że punk miał być rewoltą? Proszę niczemu się nie dziwić, bo na Free Form Festival udało się nawet oswoić hip-hop. The Herbaliser, niegdyś duszny, klaustrofobiczny, niemal triphopowy, dziś rzuca w publiczność całą masę funkowych bomb. Po tym, co pokazał na krążku „Same As It Never Was”, po prostu nie ma prawa się nie podobać. Rozerwie wszystkich. Po wyciszenie i refleksje odsyłam więc raczej do rozmytych, muzycznych pejzaży The Orb. Oczywiście osoby głodne przygód znajdą podczas FFF wody niebezpieczne. Początkującym trudno polecić na przykład płynięcie z nowymi nurtami electro wraz z Birdy Nam Nam. Podskórny niepokój, kaskada cyfrowych zgrzytów, żywe instrumenty brzmiące, jakby nagrywano je w czasie prób w barach, skrecze – to wszystko już na własną odpowiedzialność. [ramka][b]Liczby mówią o gwiazdach free form festival 2 [/b] Festiwale nigdy nie są pozycją dla osób chodzących wcześnie spać. I tym razem nie będzie lekko. W piątek o drugiej w nocy na gości czeka 3D Disco, w sobotę DJ Food. Z jednej strony audiowizualny popis, który sprawdził się w wypadku Calvina Harrissa i Festiwalu Glastonbury, z drugiej nowojazzowe konstatacje prosto od wytwórni Ninja Tune. Nie warto mrużyć oczu. [b]23[/b] Tyle lat miał Karl Bartos, gdy został perkusistą Kraftwerku. Współtworzył albumy tak legendarne, jak “Trans-Europe Express”, “The Man Machine” i “Computer World”. Nie trzeba dodawać, że to fundamenty współczesnej muzyki elektronicznej. Słynnych utworów na nich zawartych na koncercie Bartosa oczywiście nie zabraknie. [b]29[/b] To pozycja, którą w 1991 r. udało się osiągnąć na brytyjskiej liście przebojów debiutanckiemu krążkowi The Orb pt. “The Orb’s Adventures Beyond the Ultraworld”. Biorąc pod uwagę psychodeliczny, progresywny charakter wydawnictwa – bardzo wysoka. Swoją drogą jego brytyjska wersja de luxe trwa 108 minut. Ciekawe, ile z niej panowie dla nas zagrają. [b]50[/b] Wymieńmy jeszcze parę spośród 50 gwiazd poprzednich edycji FFF. Zagrali Telepopmusik, Hooverphonic, Coldcut, Jimi Tenor, Chicks On Speed, Mouse On Mars, Hexstatic czy Parov Stelar. Każda z tych ksywek dobrze brzmiałaby w kontekście najważniejszych polskich festiwali, w tym Open’era. [b]70[/b] Stoner rock z lat 70., to – obok psychodelii poprzedniej dekady i disco dziesięciolecia następnego – główne inspiracje Duńczyków z WhoMadeWho. Czy swym “mutant sound” porwą warszawiaków? Skoro udało im się z 20-tysięcznym tłumem na festiwalu w Benicassim, należy być dobrej myśli. [b]1997[/b] Taki tytuł nosi utwór z debiutanckiego krążka tria Pony Pony Run Run. Jeden z 11, przebojowy jak wszystkie inne. Zaśpiewany znakomitym angielskim, lekki, ale nie prymitywny. Wprost się nie chce wierzyć, że mówimy o francuskiej grupie. W takiej sytuacji może liczyć na polską gościnność. [b] 128 000[/b] Taką liczbę widzów na portalu Youtube.com przyciągnął Tommy Sparks swym teledyskiem do utworu “She’s Got Me Dancing”. Wygląda jak bardzo zły, stary serial science fiction. W swym rekonstruowaniu kiczu lat 80. Sparks jest bowiem biegły jak mało kto. I słychać to już w nagraniach. [i]Free Form Festival, Centrum Kultury Koneser, Warszawa, ul. Ząbkowska 27/31, bilety jednodniowe: 80 – 100 zł, karnet dwudniowy: 160 zł, rezerwacja: tel. 0602 704 671, piątek (16.10) – sobota (17.10), godz. 20 [/i] [ramka][b]przed nami m.in.:[/b] Piątek, 16 października Scena Grolsch: 20.00 Tommy Sparks 22.30 The Herbaliser 00.45 Whomadewho 02.00 3D Disco Scena Klubowa: 21.15 Pony Pony Run Run 23.30 Vive La Fete 01.45 Luomo  Sobota, 17 października  Scena Grolsch: 20.00 Little Dragon 22.00 Karl Bartos 01.00 The Orb Scena Klubowa: 21.15 Girls In Hawaii 23.45 Birdy Nam Nam 02.00 Dj Food & Dk  Pełen program: [link=http://www.freeformfestival.pl]www.freeformfestival.pl[/link][/ramka] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL