Publicystyka

Nie wolno zachęcać do przestępstwa

Gromosław Czempiński
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Zatrzymywanie podejrzanych w blasku reflektorów i w obecności kamer telewizyjnych bardziej pasuje do zwalczania bandyckich grup przestępczych niż do spraw korupcyjnych – uważa były szef UOP
[b]Przeczytaj inną opinię w tej sprawie: [link=http://www.rp.pl/artykul/9133,377642_Bez_dziedzictwa_starych_ukladow_.html]Andrzej Zybertowicz "Bez dziedzictwa starych układów"[/link][/b]
Kiedy jakiś czas temu miałem do czynienia z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, jego funkcjonariusze zrobili na mnie dobre wrażenie. Tym niemniej dostrzegam kilka problemów w funkcjonowaniu tej służby. Już na samym początku CBA było w trudnej sytuacji, ponieważ opozycja parlamentarna podnosiła wątpliwości, czy zasadne jest powoływanie kolejnej służby specjalnej, skoro sprawami korupcji zajmuje się między innymi policja, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralne Biuro Śledcze. To spowodowało, że – naturalna dla nowo powstających tego typu organizacji – presja na osiąganie wyników była jeszcze większa.
[srodtytul]Spalony agent[/srodtytul] Powstaje także pytanie o dobór kadr do CBA. Mariusz Kamiński, organizując biuro, miał zapewne dostęp do najlepszych ludzi z różnych służb, ale nie wiadomo, czy dobierał profesjonalistów, czy też decydował klucz polityczny. A właśnie kadry są kluczem do sukcesu służb specjalnych. Niedoświadczeni funkcjonariusze albo źle wyszkoleni nie będą w stanie osiągnąć odpowiednich rezultatów. Co mi się w działalności CBA najbardziej nie podobało? Medialne aresztowania. Zatrzymywanie podejrzanych w blasku reflektorów i w obecności kamer telewizyjnych bardziej pasuje do zwalczania bandyckich grup przestępczych niż do spraw korupcyjnych. Ciekawy był pomysł z agentami infiltrującymi środowiska potencjalnie narażone na zjawisko korupcji. To jedna z metod szeroko stosowana przez służby specjalne w pracy operacyjnej. Powstaje jednak problem właściwego stosowania tej metody, a konkretnie kwestia, czy koszt tych operacji był odpowiedni do zakładanego celu. Chodzi o to, aby forma nie przerosła treści. Z doniesień medialnych wynika, że jeden z agentów, posługujący się nazwiskiem "Tomasz Małecki", poruszał się drogimi samochodami, kosztownie się ubierał, oraz prowadził wystawny tryb życia, obdarowywał drogimi prezentami. Dziwi mnie to. Taki sposób eksponowania agenta mógł być nieskuteczny, ponieważ jeśli w jakimś środowisku pojawia się nieznana nikomu postać prowadząca wystawny tryb życia, budzi to od razu podejrzenia. Choć akurat w przypadku agenta "Tomka", który rozpracowywał kobiety, mogło się to udać, bowiem są one z natury mniej dociekliwe. Budzi też wątpliwości sposób wycofania agenta po zamknięciu sprawy. Powinno być to wymyślone w taki sposób, aby go nie "spalić". Tymczasem media rozpisują się na temat agenta "Tomka". Ludzie ze środowisk, które starał się infiltrować, wiedzą teraz, że służby stosują tego typu metody operacyjne, więc będą ostrożniejsi. Obawiam się, że ten sposób pracy operacyjnej został nadmiernie wyeksploatowany – aczkolwiek bez wątpienia dzięki temu CBA wiele się nauczyło. Mój niepokój budzą też informacje prasowe, że w trakcie prowadzenia operacji zachęcano do popełnienia przestępstwa. Jeśli to się potwierdzi, oceniam to jako niewybaczalny błąd, ponieważ służby specjalne w Polsce nie mają prawa zachęcać do działań przestępczych. Możliwa jest jedynie prowokacja wobec osób, o których wiadomo, że planują bądź już popełniły przestępstwo. [srodtytul]Zła współpraca z premierem [/srodtytul] Jedną ze stosowanych przez funkcjonariuszy CBA metod operacyjnych były podsłuchy. Bywają one doskonałym źródłem informacji, ale nie można podsłuchiwać kogoś bez jakichkolwiek podstaw na przykład przez rok, licząc na to, że się na coś trafi. Jestem pełen podziwu, że funkcjonariusze biura odważyli się podsłuchiwać najważniejsze osoby w państwie, ale mam nadzieję, że przemawiały za tym przekonujące okoliczności i że nad tą operacją silny nadzór sprawował szef służby. W przeciwnym razie funkcjonariusze mogą posunąć się za daleko w przekonaniu, że im wolno wszystko. Natomiast zdecydowanie źle oceniam sposób współpracy Mariusza Kamińskiego z premierem Donaldem Tuskiem. Szef służby specjalnej jest urzędnikiem i jego – oraz funkcjonariuszy – zadaniem jest ochrona rządu i polityków m.in. przed "złymi" kontaktami. Niepokojące są także wycieki informacji do mediów. To jednak może świadczyć nie tyle o braku profesjonalizmu, ale – wręcz przeciwnie – o pewnym wyrachowaniu tej służby. Takie metody są czasem stosowane do celów politycznych – nie tylko po to, aby wzbudzić ferment publiczny, ale także na przykład po to, by rozbroić jakąś gorącą sprawę. Dzięki temu może ona "wypalić się" na przykład długo przed wyborami i przestaje być groźna. Jednak to, że w Polsce nigdy nie udało się wykryć źródeł kolejnych przecieków, bardzo źle świadczy o naszym państwie. [i] not. marf [/i] [ramka][b]Gromosław Czempiński[/b] był oficerem służb specjalnych PRL, a po 1989 r. m.in. szefem Urzędu Ochrony Państwa[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL