Sport

Nie stała się jasność

W meczu towarzyskim, który udawał eliminacyjny, słabi i ospali Czesi pokonali chaotycznych Polaków.
[b]Skomentuj [link=http://blog.rp.pl/blog/2009/10/11/pawel-wilkowicz-nie-stala-sie-jasnosc/]na blogu[/link][/b]
Nie był to miły widok, ale przynajmniej skończyły się w ten weekend niedopowiedzenia z ostatnich tygodni i miesięcy. Polska definitywnie pożegnała mundial w RPA, a dzień wcześniej Leo Beenhakker ogłosił że już oficjalnie i na pełny etat pracuje w Feyenoordzie. Wkrótce zapewne spadnie kolejna zasłona i Stefana Majewskiego zastąpi trener na stałe. Wszystko wskazuje, że Franciszek Smuda, bo dziś selekcjoner zagraniczny nie ma w PZPN szans. Nawet jeśli zgłosił się tak dobry kandydat jak Meksykanin Javier Aguirre. Smuda całą swoją karierą pokazał, że na kadrę zasługuje, więc nie ma co się obrażać na trenera z Polski, tylko zastanowić, co zrobić, by miał w kim wybierać przy powoływaniu kadry. Po meczu z Czechami jest oczywiste, że tu żadne błyskawiczne recepty nie pomogą. Nie wystarczyło zmienić trenera i siedmiu piłkarzy z podstawowego składu, by stała się jasność. W Pradze było znacznie lepiej niż przed miesiącem w Mariborze, ale też Czesi są dziś znacznie słabsi od Słoweńców. Pierwszy raz strzelili w tych eliminacjach dwie bramki rywalowi innemu niż San Marino. Byli razem z nami faworytami grupy, odpadli z walki o mundial tego samego wieczoru, sprawiedliwości stało się zadość.
Polacy mieli swoje szanse, może gdyby wykorzystali te z pierwszej połowy, udałoby się przynajmniej zremisować, ale i tak zostalibyśmy z tymi samymi problemami. Naiwna była wiara, że wystarczy wymienić środkowych obrońców na młodszych, żeby nagle zaczęli radzić sobie z rywalami. Albo w to, że jak będzie dwóch napastników zamiast jednego, to od razu przybędzie sytuacji do zdobycia gola. Ustawienie Polaków było odważne tylko na kartce ze składem. Na boisku wyglądało to tak, jakby Stefan Majewski przygotował swoją drużynę na mecz, do którego nie doszło: z atakującymi bez przerwy Czechami, których można będzie zaskoczyć kontrami. Ale Czesi atakowali jak Polacy, od przypadku do przypadku. Zostawiali dużo miejsca, nie grali ostro, a Polacy mimo wszystko uparli się, że piłka ich parzy i będą ją oddawać jak najszybciej. Maciej Iwański absolutnie nie przekonał, że zasłużył na miejsce w składzie bardziej od Rogera. Takich rozczarowań nowymi twarzami było więcej. Pierwszy raz od 1998 mundial odbędzie się bez Polaków. W międzyczasie trzy razy graliśmy w wielkich turniejach, nie wygrywając w nich żadnego meczu o stawkę. W sobotę w Pradze coś się w naszej piłce skończyło i porą ją urządzić po nowemu. Nie na Euro 2012. Na lata.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL