Świat

Turcja i Armenia otworzą granice?

AFP
Dyplomacja. Szefowie MSZ zwaśnionych krajów podpisują historyczne porozumienie. Czy zapomną o przeszłości?
Uroczystość odbędzie się w sobotę w Szwajcarii. Do Zurychu przyjedzie amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton. Mają być też obecni szef unijnej dyplomacji Javier Solana oraz szefowie MSZ Rosji i Francji Siergiej Ławrow i Bernard Kouchner. – To porozumienie zakończy wiek wzajemnej wrogości – zapowiada turecki rząd.
Oba kraje nie utrzymują stosunków dyplomatycznych z powodu wojny Armenii i Azerbejdżanu o Górski Karabach. Na znak solidarności z muzułmanami Azerami w 1993 roku Turcja zamknęła granicę z Armenią. W piątek wydawało się, że jest szansa na jakieś porozumienie ormiańsko–azerskie, ale rozmowy prezydentów obu krajów podczas szczytu WNP w Kiszyniowie zakończyły się bez efektu. W tle trwa spór o ocenę rzezi Ormian dokonanej przez Turków w 1915 roku. Zginęło wtedy 1,5 miliona ludzi. Porozumienie było możliwe dzięki „futbolowej dyplomacji”, rozpoczętej przez prezydenta Turcji Abdullaha Güla, który w 2008 r. przybył na mecz piłki nożnej do Erewanu. Czy zaleczy rany? – Przeciętny Ormianin czy Turek popiera je z pragmatycznych powodów. Ormianie jeżdżą do Turcji, ale przez Gruzję. Pracują tam, zakładają biznesy. Dla przygranicznych miejscowości otwarcie granicy oznaczałoby rozwój gospodarczy – mówi „Rz” Krzysztof Strachota, szef działu Kaukazu i Azji Środkowej w Ośrodku Studiów Wschodnich. Jednak z politycznego punktu widzenia sprawa wygląda zupełnie inaczej. – To ważny krok naprzód i dobry początek. Ale przyszłość jest wielką niewiadomą. Porozumienie musi zaakceptować turecki parlament, a wielu posłów jest mu przeciwnych. Żądają, by Armenia najpierw zakończyła spór z Azerbejdżanem, naszym sojusznikiem. Naród też jest podzielony – mówi „Rz” Seyfi Tashan, szef Instytutu Spraw Zagranicznych w Ankarze.
Także w Armenii nie brak przeciwników ugody. Szef opozycyjnej frakcji Dziedzictwo w armeńskim parlamencie mówił „Rz”, że broni ona tureckich interesów. – Mimo zapewnień, że porozumienie jest bezwarunkowe, wiemy o tureckim aneksie, który mówi, iż diaspora ormiańska musi zrezygnować z żądań, by świat uznał rzeź Ormian za ludobójstwo – twierdzi Stepan Safarjan. Według Strachoty Turcja nie chce się zgodzić na przyznanie, że doszło do ludobójstwa, bo się boi, że otworzy to drogę do roszczeń odszkodowawczych. Jego zdaniem prezydent Armenii Serż Sarkisjan prowadzi niebezpieczną grę. Przypomina, że w 1998 roku został obalony prezydent Lewon Ter-Petrosjan, który chciał uregulować sprawę Górskiego Karabachu. Nie brak też optymistów. – Wierzę w dobre stosunki między obu krajami, pod warunkiem że Turcja i Armenia uregulują ważne kwestie gospodarcze i historyczne – mówi „Rz” politolog z Erewanu Artusz Mkrtczian. Na oba kraje naciskały UE i USA. – Ale nie chodzi o członkostwo w UE, bo nie ma na to szans, w najbliższej przyszłości. Turcja ma inny cel – chce być potęgą w regionie, nie chce problemów z sąsiadami – mówi Seyfi Tashan.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL