Literatura

Literatura to hazard

Fotorzepa
W czwartek poznamy laureata Nobla. W zakładach bukmacherskich Ladbrokes najczęściej obstawia się autora „Na ziemi Izraela” - Amosa Oza.
W przypadku jego zwycięstwa za jednego funta otrzyma się pięć. Daje to do myślenia, zważywszy na fakt, że rok temu klienci Ladbrokes typowali laureata Francuza J.M.G. Le Clezio. Teraz w czołówce znaleźli się także Assia Djebar, Joyce Carol Oates, Philip Roth i Adonis.
[srodtytul]Żelazny kandydat[/srodtytul] Amos Oz, który niedawno obchodził 70. urodziny, jest kandydatem idealnym. Pisze świetne powieści, w których przedstawia powikłane losy Żydów i portretuje współczesny Izrael. Równie cenione są jego reportaże oraz tomy esejów. Dla Akademii Szwedzkiej nie bez znaczenia może być też fakt, że od lat aktywnie działa na rzecz porozumienia izraelsko-palestyńskiego.
[wyimek]Nazwisko Amosa Oza na noblowskiej giełdzie pojawia się od lat [/wyimek] – W 2000 r. prowadziłam spotkanie promujące „To samo morze” – tom poetyckiej prozy Oza – wspomina Danuta Sękalska, tłumaczka tej książki i przyjaciółka pisarza. – Podczas tamtego wieczoru dzwoniłam do Amosa, a on przekazał serdeczne pozdrowienia dla wszystkich przyjaciół i czytelników. Pamiętam, że życzyliśmy mu, by Akademia Szwedzka wskazała właśnie na niego. Może stanie się to teraz? Rozmawiałam potem z wieloma ludźmi uwiedzionymi jego twórczością, zwłaszcza autobiograficzną prozą „Opowieść o miłości i mroku” oraz „Panterą w piwnicy”. Wszyscy liczą, że dostanie w końcu Nobla, na którego w pełni zasługuje. Ale akademicy są nieprzewidywalni. Amos Oz dystansuje się od komentowania noblowskich spekulacji. Jest na to za skromny. Jeśli w czwartek o 13 sekretarz Akademii Szwedzkiej wyczyta nazwisko Oza, pisarz dołączy do grona autorów, którzy na noblowskiej giełdzie pojawiali się przez lata, a wyróżnienia doczekali, gdy wiarę w sukces tracili już nawet ich najzagorzalsi fani. – Informacje, że Grass jest kandydatem do Nobla, pojawiały się od lat 60. – powiedział „Rz” Sławomir Błaut, tłumacz. – Akademia Szwedzka wskazała na niego w 40 lat po publikacji „Blaszanego bębenka”. [srodtytul]Po nagrodę z różą w ręku[/srodtytul] – Nigdy nie miałem wątpliwości, że autor „Kota i myszy” zasługuje na Nobla – mówi Maciej Kraiński, szef Stowarzyszenia Günthera Grassa. – Czułem, że tę nagrodę otrzyma. Pytanie brzmiało, kiedy się to wydarzy. Na decyzję akademików wpływ ma wiele okoliczności. Musiało dojść do ich szczęśliwego zbiegu. Grass zareagował na tę nagrodę w typowy dla siebie sposób: „Przez ostatnie 20 lat byłem nieustannie kandydatem do Nobla, to pozwoliło mi zachować młodość. Teraz nieuchronnie nadejdzie starość”. Nieco krócej – bo zaledwie 15 lat – czekał na swoją wielką chwilę Gabriel Garcia Marquez. W 1967 r. wydał „Sto lat samotności” – książkę, która momentalnie stała się bestsellerem. Krytycy nie mieli wątpliwości i już po pierwszej edycji okrzyknęli powieść arcydziełem. Marquez stał się jednym z najwybitniejszych i najpopularniejszych pisarzy współczesnych, ale skromnie powtarzał: „W gruncie rzeczy nie jestem ani nie będę nikim więcej niż jednym z szesnaściorga dzieci telegrafisty z Aracataki”. W 1982 r. Akademia Szwedzka spełniła życzenia licznych fanów Gabo. Na uroczystej gali pisarz wystąpił w karaibskiej białej koszuli zwanej guayaberą. W ręku trzymał żółtą różę, symbol Kolumbii. Wystąpienie Marqueza było hymnem ku czci Ameryki Łacińskiej. Amos Oz powiedział kiedyś, że chciałby zostać zapamiętany jako autor książki „To samo morze”. Od jej wydania mija właśnie dziesięć lat. Czy dla akademików to wystarczający dystans?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL