Media

Zatkać nosy

Paweł Bravo
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
"Nie wiem, kto tę akcję przeprowadził, ale rzeczywiście uważam, że była to prowokacja wymierzona w Donalda Tuska, w celu osłabienia jego szans w wyborach prezydenckich. To chyba oczywiste dla dużej części opinii publicznej w Polsce" – ogłasza w „Polsce“ Jarosław Gowin.
[b][link=http://blog.rp.pl/pawelbravo/2009/10/03/zatkac-nosy/]skomentuj na blogu[/link] [/b]
Nad stanem tejże opinii, która być może ma to wszystko w nosie, pochyla się kilka stron dalej Piotr Zaremba. Wstęp jego tekstu zatytułowanego „Prosty test na demokrację“ zapowiada wyliczenie pięciu powodów, dla których Tuskowi może się udać wyciszyć aferę hazardową. Tak naprawdę ten zazwyczaj ważący słowa autor strzela prosto z mostu o wiele dalej. Wymieńmy te pięć powodów, dla których z Rysia nie będzie drugiego Rywina i garść uwag Zaremby, które wykraczają poza tak zakreślone ramy:
1. wszyscy kochamy premiera. „Nie wiem, na ile jest to produkt świadomej gry PR-owców (…) a ile zbieg okoliczności i wynik społecznych, niewygórowanych potrzeb“. I jeszcze o tym samej w końcówce tekstu: „zgodnie ze swoistym cyklem koniunkturalnym, po czasie obywatelskiego ożywienia w latach 2003-5 nadchodzi czas zobojętnienia jeśli nie cynizmu“ 2. za rogiem czają się Kaczory. „Czy w obecnej Polsce byłoby możliwe zdemaskowanie nadużyć ludzi władzy, gdyby nie istniała antykorupcyjna służba kontrolowana przez opozycję?“. 3. SLD był wymarzoną ofiarą. „W 2003 r. napisałem na łamach Newsweeka, że mamy do czynienia z rządami nad Polską czegoś w rodzaju mafii (…) Z dzisiejszej perspektywy ta konkluzja jawi się jako nader drastyczna. Nie dlatego, aby zarzuty wobec różnych fragmentów postkomunistycznego obozu się wtedy nie potwierdziły. Dlatego, że tracą one z wolna na wyjątkowości (…) Dzięki stenogramom CBA oglądamy styk świata polityki z… no właśnie, czy tylko światem biznesu?“. 4. Tusk nie powtórzy błędów Millera. :“Tusk wie, czego nie wiedział jeszcze Miller, że polska demokracja to ustrój, w którym władzy można bardzo dużo. Przede wszystkim iść w zaparte. Sprzyja temu atmosfera partyjnej polaryzacji (…) Wyjaśnianie czegokolwiek serio możliwe jest wówczas, gdy między rządzącymi i opozycją istnieje choćby cień dorozumianego porozumienia co do wspólnego dobra. On istniał wbrew pozorom także w czasach afery Rywina (...) Atmosfera działa więc na korzyść rozmydlenia sprawy, zagubienia jej w jałowych sporach między ‘Pisowskim CBA‘ a ‘platformerską prokuraturą‘ “. I punkt piąty: „Atmosfera nie sprzyja, chociaż…“ Pod koniec tekstu Zaremba waha się przez moment i asekuracyjnie dodaje – „a może się mylę?“, na pociechę wskazując, że nawet pro-Tuskowe TVN relacjonuje rzetelnie aferę. Ale dalej prowadzi swoje myśli do logicznego końca. Zakłada, że jeśli sondaże nie pokażą spadku pozycji Tuska, ten nie zrobi nic. „Można do niego apelować, ale chyba niewiele to będzie miało sensu. Takie są żelazne prawa obecnej polityki. Platformie, trawestując słowa Ewy Milewicz, będzie wolno coraz więcej“. „Dla mnie to najważniejszy od lat test na oblicze, na charakter polskiej demokracji. Nie chcę zatykać nosa głosując…“. No cóż, niezależnie od niewykluczonych przecież spektakularnych zaskoczeń, które burzą konstrukcje analityków, to już tyle co Zaremba napisał wystarczy, aby mieć pewność, że zatka nos w następnych wyborach. A ja wraz z nim, o ile nie wrzucę pustej kartki. Udział w wyborach, ale z nieważnym głosem jawi mi się dziś ostatnią możliwością pokazania za jednym zamachem, że ciągle mnie obchodzi to, w czyich rękach jest państwo ale wszystkie te ręce śmierdzą tak samo. Rafał Zasuń w „Wyborczej“ w komentarzu „Drzewiecki musi odejść“ wylicza dziwne zbiegi okoliczności i zdumiewające posunięcia ministra, po czym chowa się za parawan Cycerona. Otóż gdy sądził on pewnego urzędnika tłumaczącego, iż nie wiedział, że popełnia przestępstwo, orzekł: „Można założyć, że rzeczywiście tak myślał. Ale oznacza to, że był zbyt głupi, aby sprawować urząd“. Bez erudycji, za to do rymu mówi mniej więcej to samo Paweł Śpiewak w wywiadzie w „Polsce“: „do polityki trafiają osoby ambitne, ale nie wiem, czy wybitne“. I o Chlebowskim: „czy można go nazwać elitą? Czego?“. Prowadzący ten wywiad próbuje połączyć pobłażliwość dla Chlebowskiego z pytaniem na ile należenie do elicty stanowi podstawę dla innej wyrozumiałości, jaką wielu okazuje Romanowi Polańskiemu. Śpiewak odpiera tę próbę, uzasadniając swoją niechęć do karania reżysera innymi argumentami niż to, że jest „wielki“. O tej sprawie, w sumie ważniejszej życiowo niż Zdzisie-Rysie, traktuje rozmowa z antropologiem Wojciechem Bursztą w „Wyborczej“. Mówi on ciekawe, niejednoznaczne rzeczy o kontrrewolucji obyczajowej, jaka trwała w latach 70. w Ameryce (co znaczy, że Polański musiał mieć świadomość, że stąpa po cienkim lodzie),, wskazuje na okazję do terapeutycznej „wiwisekcji nas samych“. I jako badacz mitu dodaje: „Zawsze tego typu postaci i wydarzenia obrastały w legendy. Dzisiaj tak tego nie nazywamy, ale taka opowieść się na naszych oczach buduje. To jest opowieść o winie i odkupieniu. Być może tym odkupieniem będzie śmierć w więzieniu, ale my przecież lubimy takie sekwencje.“ Znajdziemy w gazetach jeszcze jedną śmierć, tym razem prawdziwą, jeszcze bardziej oddalającą nas od nachalności politycznych zdarzeń. Marka Edelmana żegnają wszystkie dzienniki łącznie z Faktem. Ale większym hołdem od naprędce zmontowanych wspomnień jest [link=http://wyborcza.pl/5,75402,6518949,Marek_Edelman.html?i=10]jedno zdjęcie[/link] na drugiej stronie „Wyborczej“, widzimy Edelmana z 1945 lub 46 roku śpiewającego na pogrzebie przyjaciela w Łodzi. Jest w tym kadrze jakaś niedzisiejsza siła w fizjonomiach, jakby pełniejsze człowieczeństwo rysów, które tak często widać na zdjęciach robionych ludziom tuż po wojnie. Może to naiwność z mojej strony, ale często przy takich zdjęciach myślę o tym, że ci ludzie byli z innej ulepieni gliny. Z czego ulepieni są ludzie przeważnie zaludniający polityczne działy współczesnych gazet? Państwo wybaczą, ale na to nie znajdę bezpiecznego cytatu u Cycerona.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL