Sport

Idzie Grześ przez wieś

Rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski i Marta Alf, która pełniła do niedawna funkcję rzecznika reprezentacji, stracili pracę. Zwolnienia podpisał prezes Grzegorz Lato, ale wręczał je pracownik związku. PZPN podziękował też za współpracę firmie Polish Sport Promotion (PSP) Tomasza Rachwała, która najpierw przygotowywała Grzegorza Latę do funkcji prezesa, a potem zajmowała się m.in. organizacją pracy dziennikarzy przy okazji meczów kadry.
Dobra to była współpraca. Kuba Kwiatkowski pracował od kwietnia, ale i wcześniej miał kontakt z mediami, więc bardzo dobrze rozumiał nasze potrzeby. Zawsze kulturalny, taktowny, służący pomocą, reprezentował dobrze związek, nie tracąc własnego rozumu. Marta Alf też bardzo się nam zasłużyła. Miałem wrażenie, że czasami jest buforem między nami a Leo Beenhakkerem, poirytowanym naszymi pytaniami, które ona tłumaczyła. I czasami też dzięki jej sposobowi bycia trudny w kontaktach trener wyraźnie miękł, chociaż starał się do tego nie przyznawać.
Krótko mówiąc, w ostatnich miesiącach dziennikarze piszący o związku i kadrze mieli wreszcie normalne warunki pracy, ponieważ Marta Alf, Kuba Kwiatkowski i pracownicy PSP to byli jedni z nielicznych profesjonalistów w PZPN. Nie wiem, dlaczego wszystkie te osoby zostały zwolnione, ale mogę przypuszczać, że powodem była właśnie jakość pracy, zbyt dobra na tle zmurszałego związku. Decyzje o zwolnieniu podpisał prezes, ale zrobił to ewidentnie podpuszczony przez różnego rodzaju cwaniaczków, których kręci się wokół niego wielu. Każdy ma swój interes. Jednym zależało na zwolnieniu Beenhakkera (w czym on sam zresztą znacznie wrogom pomógł), innym, a może tym samym, na pozbyciu się ludzi, którzy kojarzyli się z holenderskim trenerem. Słyszałem nawet opinie, że Alf i Kwiatkowski byli zbyt uprzejmi i łagodni dla dziennikarzy, a przecież wiadomo, że z nami po dobroci nie wolno. Z punktu widzenia wielu działaczy związkowych dobry dziennikarz to nie jest dziennikarz rzetelny, tylko taki, który pisze po ich myśli.
Trudno powiedzieć, kto rządzi w PZPN. W czasach prezesury Michała Listkiewicza rządził on sam i wtedy związek mówił jednym głosem, co zresztą często poddawano krytyce. Grzegorz Lato wybrał bardziej demokratyczny sposób sprawowania władzy, polegający na przyjmowaniu punktu widzenia tych, którzy mają więcej do powiedzenia niż on sam: kilku najbliższych współpracowników i osób z firm, które łączy z PZPN interes (przy okazji często prywatny). W ten sposób Grzegorz Lato nie zbuduje autorytetu, więc w sumie dobrze zrobił, zwalniając rzeczników i firmę PSP, ponieważ tak naprawdę niczego się od nich nie nauczył.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL