fbTrack

Polityka

Kto pisze to, co mówią politycy

Fotorzepa
Kulisy głośnych mów. Lech Kaczyński sam je sobie przygotowuje. Autorów przemówień Donalda Tuska jest zwykle trzech
W Polsce zachodzi intrygująca prawidłowość: im bardziej prawicowy polityk, tym mniejszą rolę w pisaniu jego wystąpień odgrywają specjaliści. Lech Kaczyński sam przygotowuje swoje wystąpienia i najczęściej mówi je z głowy. Nie znosi ich czytać. Autorów przemówień premiera jest zazwyczaj trzech: Rafał Grupiński, Igor Ostachowicz i Donald Tusk. Najbardziej rozbudowany zespół do pisania przemówień miał prezydent Kwaśniewski.
[srodtytul]Piszące duchy[/srodtytul] Kiedyś takich ludzi nazywało się ghostwriterami, czyli piszącymi duchami. Dzisiaj mówi się o nich speechwriterzy. To pierwsze określenie lepiej oddawało istotę funkcji. Dobry speechwriter musi wczuć się w polityka, w jego stylistykę, mieć „na niego” dobry słuch. – Musi być ścisła więź przywódcy z piszącym dla niego – uważa Joanna Gepfert, specjalistka od PR. 
„Piszący mowy” to w krajach zachodnich zawód jak każdy inny. Od umiejętności i szczęścia zależy, czy jest to profesja przynosząca profity. Dziś najbardziej znanym speechwriterem jest 28- -latek Jon Favreau, który napisał inauguracyjną mowę dla Baracka Obamy. U nas przygotowujący przemówienia dla najważniejszych polityków pełni często inne funkcje: bliskiego doradcy, kluczowego piarowca, a nawet ministra. Najlepiej tę zasadę widać w otoczeniu premiera Tuska. – Ostachowicz wymyśla, co z punktu widzenia PR powinno się znaleźć w przemówieniu, później pisze Grupiński, a premierowi zdarza się, wygłaszając mowę, zmieniać jej tekst – opowiada jeden ze współpracowników. – Ostachowicz tekstu nie pisze, nie bardzo potrafi. Kiedyś dużą rolę w przygotowywaniu wystąpień Tuska odgrywał socjolog Paweł Śpiewak. Razem długo się naradzali (Śpiewak przed ostatnimi wyborami zrezygnował z polityki). Osobą mało znaną, a mającą spory wpływ na ostateczny kształt tego, co mówi i pisze Tusk, jest jego gdański przyjaciel Wojciech Duda, naczelny liberalnego „Przeglądu Politycznego”. Spotykają się już nie tylko w Gdańsku – Duda został doradcą szefa rządu. – Duda, Władysław Bartoszewski, szef IPN Janusz Kurtyka, Radosław Sikorski to osoby, z którymi premier rozmawiał, przygotowując się do wystąpienia na 1 września. Chciał się zderzyć z różnymi punktami widzenia. Z notatek z tego spotkania Grupiński ułożył tezy, premier je przerobił i wygłosił przemówienie z pamięci – ujawnia jeden z piarowców. Współpracownicy Tuska zapewniają, że jedynym całkowicie napisanym, a potem odczytanym tekstem było exposé premiera. To akurat nie dziwi, bo trudno mówić z głowy kilka godzin. Ale nawet gdy exposé trwa znacznie krócej, jest napisane i odczytane przez szefa rządu. Do wyjątków należy exposé Jarosława Kaczyńskiego. – Premier wcześniej przygotował sobie tylko notatki, przemawiał bez kartek – wspomina Jan Dziedziczak, rzecznik rządu PiS. [srodtytul]Zabójcze promptery[/srodtytul] Przy wygłaszaniu orędzia najważniejsze osoby w państwie korzystają z teleprompterów. Tekst, wcześniej przygotowany, czytają z ekranu niewidocznego dla widza. O tym, jak ta metoda może być mało przyjazna politykowi, przekonał się choćby prezydent Kaczyński. Mówiąc najdelikatniej, orędzie to nie jego dyscyplina. Przemawiać z kartki, nawet gdy to kartka elektroniczna, nie lubi i nie potrafi. Tym bardziej że do pisania aktywnie włączają się wtedy piarowcy Michał Kamiński i Adam Bielan. I to już nie jest jego tekst. [wyimek]Kiedyś dużą rolę w przygotowywaniu wystąpień Donalda Tuska odgrywał socjolog Paweł Śpiewak [/wyimek] – Moim zdaniem Lech Kaczyński jest autorem swoich przemówień – mówi Małgorzata Bochenek, minister w Kancelarii Prezydenta, podkreślając słowo „moim”. Tę jej opinię potwierdzają jednak inni. Jak powstaje prezydenckie przemówienie? Prezydent myśli na głos, w towarzystwie swoich współpracowników. Ktoś te myśli spisuje, ale jest to rola raczej sekretarki niż speechwritera. Wcześniej prosi o materiały, historie jakiejś sprawy, fakty z nią związane itp. – taki szkielet informacji. Dostaje je przede wszystkim z analitycznej komórki podległej minister Bochenek, ale też z innych biur. [srodtytul]Pamięć Suchockiej[/srodtytul] Oczywiście, skłonność polityków do samodzielnego pisania własnych przemówień znacznie się zmniejsza w odniesieniu do spotkań mniej ważnych, rutynowych. Przywódcy państwa takich wystąpień mają po kilkadziesiąt w miesiącu. Te drobne wystąpienia piszą im więc inni – pracownicy biur prasowych, urzędnicy zajmujący się na co dzień daną problematyką.  Niektórzy tych wystąpień przed wygłoszeniem w ogóle nie czytają. Tak robił na przykład Aleksander Kwaśniewski i w dużym stopniu Hanna Suchocka. Oboje bardzo się złościli, gdy współpracownicy nie dali im przemówień na piśmie.  – Hanna Suchocka miała świetną pamięć, raz rzuciła okiem na tekst i go zapamiętywała – opowiada Gepfert, pracująca i w rządzie Suchockiej, i Buzka. Suchocka w przypadku ważnych przemówień nanosiła na marginesie swoje poprawki, podobnie przy użyciu pióra pracował Kwaśniewski. U prezydenta Kwaśniewskiego działało rozbudowane biuro ds. wystąpień. Ten zespół, przy pomocy doradców z prezydenckiej kancelarii, przygotowywał przemówienia, wystąpienia, oświadczenia, listy. Głównym speechwriterem był Jacek Kluczkowski. Gdy został ambasadorem na Ukrainie, pióro przejął po nim Stanisław Ćwik. – To był bodaj rok 1999. Prezydent miał w Gdańsku przywitać Jana Pawła II. Kluczkowski wielokrotnie chodził do prezydenta, uzgadniając kolejne wersje przemówienia. W noc poprzedzającą powitanie papieża Kwaśniewski kompletnie je przerobił – opowiada Mirosław Głogowski, dziennikarz pracujący również dla Kwaśniewskiego. Jego zdaniem tajemnica dobrze napisanego wystąpienia opiera się na kilku zasadach. Jedną z ciekawszych jest wsad erudycyjny: – Dobrze jest w przemówieniu zacytować jakiegoś męża stanu albo przytoczyć historyczną anegdotę.  Specjalistą od takiego erudycyjnego wsadu u Kwaśniewskiego był młody filozof Jakub Kloc-Konkołowicz. [srodtytul]Ołówek generała[/srodtytul] Gen. Wojciech Jaruzelski do poprawiania tekstów swych wystąpień używał zaostrzonego ołówka, przywiązywał ogromną wagę do interpunkcji, a żadnych potocznych słów zrozumiałych dla każdego ciecia w przemówieniu być nie mogło – opowiada Krzysztof Janik współpracujący wtedy z generałem. – U Jaruzelskiego pisanie przemówień to był cały rytuał – ujawnia. Wieloetapowy. Najpierw odpowiedni pod względem merytorycznym wydział Komitetu Centralnego PZPR przygotowywał pierwszą wersję. Potem zajmowała się nią „silna grupa”, którą tworzyli młodzi partyjni działacze z Bogusławem Kokoszką na czele. Jak opowiada Janik, w początkowych latach, gdy Jaruzelski był I sekretarzem, pilnowali, czy w przemówieniu nie ma myśli zbyt daleko idących, a w późniejszym okresie, czy nie jest w nim za dużo betonu. Następnie tekst brał Wiesław Górnicki, główny speechwriter generała. Do współpracy zapraszał różne osoby, ich myśli notowała sekretarka. Górnicki uwzględniał je bądź nie. Wreszcie przychodziła kolej na dobrze zaostrzony ołówek generała. [srodtytul]Talenty Millera[/srodtytul] Politycy do poprawiania tekstów używają nie tylko pióra czy dobrze zaostrzonego ołówka, ale i innych rekwizytów, jak nożyczki i klej. Najbliższa doradczyni premiera Jerzego Buzka Teresa Kamińska właśnie w ten sposób pracowała nad przygotowanym wystąpieniem swojego szefa. Podobną metodę stosował Leszek Miller. Tekst przygotowany przez polityków SLD, m.in. Andrzeja Czyża, Lecha Nikolskiego, Janika, brał do domu i się nad nim pastwił. Słynne powiedzenia typu „mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, tylko po tym, jak kończy” czy „mężne serce w kształtnej piersi” (o Aleksandrze Jakubowskiej) były jednak autorstwa Jana Bisztygi, doradcy Millera, a wcześniej pułkownika wywiadu PRL i rzecznika KC. Tak przynajmniej twierdzą politycy SLD, być może zazdrośni o niespodziewane dla nich językowe talenty Millera. Polityczni przywódcy – bez względu na to, czy korzystają z usług speechwriterów czy nie, czy czytają przed wygłoszeniem wcześniej przygotowane przemówienie, czy też nie – idąc na spotkanie, pytają towarzyszących im współpracowników: – Co mam teraz powiedzieć? – Wbrew pozorom to bardzo mądre pytanie – uważa Głogowski.  Odkryłam tylko dwa wyjątki od tej reguły. To Jan Rokita i Jarosław Kaczyński. Z ich ust nikt takiego pytania nie usłyszał. [ramka][srodtytul]Praca dla geniusza, która może przyprawić o atak serca[/srodtytul] W USA prezydencki speechwriter jest jedną z najważniejszych postaci w Białym Domu. Często sam staje się bohaterem mediów. Tak było w przypadku 28-letniego Jona Favreau, który przygotowuje mowy Baracka Obamy. Jest najmłodszym w historii szefem ośmiu pisarzy przemówień w Białym Domu. Uchodzący za geniusza Favreau współtworzył wszystkie najważniejsze przemówienia obecnego prezydenta, w tym jego mowę inauguracyjną. – On nie tyle pisze przemówienia, ile czyta w myślach – mówi o swoim podwładnym Obama. Przemówienia prezydenta George’a W. Busha pisał Michael Gerson, ortodoksyjny chrześcijanin, który często używał w nich biblijnych porównań i odniesień, co podobało się konserwatywnemu elektoratowi. W 2005 r. tygodnik „Time” nazwał go nawet jednym z 25 najbardziej wpływowych ewangelików w USA. O tym, jak stresująca to praca, świadczy fakt, że Gerson w wieku 40 lat przeżył atak serca. Po odejściu z Białego Domu zajął się pracą dziennikarską, współpracował m.in. z „Newsweekiem” i „Washington Post”. [i]—js[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL