fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Misja: ocalić „Grunwald” Matejki

Gestapo szukało „Bitwy pod Grunwaldem”. Za informacje na temat obrazu wyznaczono nagrodę: 2 mln marek
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Niemcy chcieli za wszelką cenę zdobyć słynny obraz. Polscy muzealnicy zrobili wszystko, by to uniemożliwić
Jest 7 września 1939 r. Na Warszawę sypią się bomby z samolotów Luftwaffe. Spod gmachu Zachęty wyrusza konna platforma z pięciometrową skrzynią. Nieliczni przechodnie, którzy mijają pojazd, przypuszczają zapewne, że przewozi potężną lufę do armaty lub czołgu.
Są w błędzie. Osoby prowadzące konwój nie są wojskowymi, tylko znanymi muzealnikami. To dyrektor administracyjny Zachęty Stanisław Radecki-Mikulicz i malarz Stanisław Ejsmond. Na platformie leży zaś zwinięta w rulon „Bitwa pod Grunwaldem” Jana Matejki.
Muzealnicy nie mają wątpliwości, że jeżeli przypominający o upokarzającej porażce sprzed pięciu wieków obraz wpadnie w ręce Niemców, to zostanie zniszczony. Postanawiają wywieźć go do Lublina.
To zadanie wyjątkowo trudne. Luftwaffe niemal całkowicie panuje nad Polską. Charakterystyczny pojazd rzuca się w oczy i jest doskonałym celem dla lotników. Muzealnicy dwukrotnie muszą zmieniać postrzelone konie. Wreszcie nad ranem
9 września docierają do Lublina. Gdy obraz zostaje przeniesiony na dziedziniec tamtejszego muzeum, rozpoczyna się niemiecki nalot na miasto.
Płoną okoliczne domy, wali się jedno ze skrzydeł muzeum. Stanisław Ejsmond ginie przywalony gruzami. Radecki-Mikulicz i intendent lubelskiego muzeum Władysław Woyda przy pomocy napotkanych kobiet próbują przenieść skrzynię do piwnicy. Ważące półtorej tony pudło ani drgnie. Muzealnicy rozbijają skrzynię siekierami i ukrywają obraz w budynku.
Przetrwał, ale Niemcy są coraz bliżej, a o obrazie wiedzą już mieszkańcy. Radecki-Mikulicz i Woyda decydują się na blef. Naprawiają skrzynię i proszą, aby polscy żołnierze wywieźli ją za miasto i wyrzucili. Lublinianie są pewni, że obraz pojechał do Rumunii. W rzeczywistości zostaje starannie ukryty.
Szybko okazało się, że szefostwo Zachęty miało słuszne obawy. Gestapo natychmiast rozpoczyna poszukiwania obrazu. Joseph Goebbels wyznacza nagrodę za informacje prowadzące do odnalezienia „Bitwy” – 2 mln marek. Śledztwo zostaje wstrzymane dopiero, gdy polskie radio w Wielkiej Brytanii nadaje fałszywą wiadomość o przybyciu obrazu na Wyspy.
W 1944 r., gdy rozpoczęła się druga, tym razem sowiecka okupacja, lublinianie postanowili ukryć obraz również przed komunistami. Na skutek donosu Sowieci wpadli jednak na trop „Bitwy” i wkrótce w blasku fleszów i kamer kroniki filmowej wydobyto obraz ze skrytki. To „dobrowolne przekazanie” go PKWN miało dowodzić rzekomego poparcia narodu polskiego dla nowych okupantów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA