fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Czy stadiony piłkarskie stają się miejscami zalegalizowanej przemocy

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Sportowa arena nie może być traktowana jako miejsce eksterytorialne, w którym prawo karne nie obowiązuje – twierdzą Jarosław Iwanicki i Marcin Czaprowski, prawnicy z Allen & Overy
Była 25. minuta spotkania belgijskiej Jupiter Ligi – między Anderlechtem Bruksela a Standardem Liege, kiedy Axel Witsel zaatakował nogę polskiego obrońcy Marcina Wasilewskiego, powodując podwójne otwarte złamanie.
Taka sytuacja nie jest w sporcie niczym nowym. Prawie w każdym meczu piłkarskim dochodzi do ostrych starć między piłkarzami obu drużyn, z których niejedno kończy się kontuzją. Jednak takie przypadki, jak ten Marcina Wasilewskiego, każą zadać sobie pytanie, czy sportowe okoliczności usprawiedliwiają brutalne zachowania ich uczestników.
W zeszłym roku piłkarskim światem wstrząsnęła kontuzja młodego Chorwata Eduardo da Silvy, który w wyniku wślizgu obrońcy drużyny Birmingham City doznał otwartego złamania kostki. Już wówczas zastanawiano się, w jaki sposób potępić takich boiskowych brutali, jak zawodnik drużyny z Birmingham.
[srodtytul]Polski wkład[/srodtytul]
Polska judykatura już raz stanęła przed tak postawionym pytaniem. W 1937 r. w trakcie piłkarskiego meczu między Makabi Kosowo a Rezerwą Śniatynia doszło do niefortunnego zdarzenia. Zawodnik drużyny gospodarzy (oskarżony) kopnął przez nieostrożność w podudzie zawodnika drużyny przeciwnej, powodując złamanie jego prawej nogi.
W efekcie zawodnik Sza K. został oskarżony o czyn określony w art. 236 § 2 ówcześnie obowiązującego kodeksu karnego, tzn. o uszkodzenie ciała naruszające czynność narządu ciała co najmniej na dni 20, i w konsekwencji został uznany za winnego zarzucanego mu czynu. Mimo iż Sąd Najwyższy w związku z wniesioną kasacją skazujący wyrok uchylił, to pozostawił nam jednak pewną wykładnię instytucji nazywanej obecnie kontratypem ryzyka sportowego, która pozostaje aktualna do dziś.
Doktryna prawa karnego przyjmuje, iż odpowiedzialność karna za czyny popełnione przez sportowca, które powodują skutki penalizowane przez prawo karne (np. uszkodzenie ciała), jest wyłączona właśnie na podstawie kontratypu ryzyka sportowego. Innymi słowy kontratyp ryzyka sportowego to okoliczność sportowa, która wyłącza bezprawność czynu sportowca, mimo iż dany czyn pozostaje z formalnego punktu widzenia przestępstwem i byłby ścigany, gdyby został popełniony nie w trakcie zawodów sportowych.
[b]Zdaniem SN, wyrażonym w opisanym wyroku (II K 2010/37), uczestnik zawodów sportowych stosujący się do obowiązujących reguł gry, nieprzekraczający wyraźnych lub wynikających z zasad gry zakazów i kierujący się w swym działaniu tylko celami sportowymi, działa prawnie.[/b] Jednak każde odstępstwo od tych warunków odbiera takiemu działaniu cechę prawności i stwarza podstawę do ewentualnego zastosowania represji karnej, zależnej od rodzaju winy i od zamierzonych lub wynikłych szkodliwych następstw czynu.
Tym samym, według SN, aby można było mówić o kontratypie ryzyka sportowego, konieczne jest spełnienie dwóch warunków kumulatywnie: zachowanie sportowca musi się mieścić w regułach danej dyscypliny i musi być podjęte wyłącznie w celu sportowym. Wobec wciąż rosnącej liczby nowych dyscyplin przesłanki te należałoby rozszerzyć o legalność danej dyscypliny, gdyż byłoby nielogiczne, aby prawo sankcjonowało zachowania, których dopuszczono się np. podczas nielegalnych walk.
Pomijając trzecią przesłankę: legalności dyscypliny, która wydaje się dosyć jasna, warto rozważyć szerzej dwie pozostałe, których jedynie kumulatywne wystąpienie spowoduje brak bezprawności czynu sprawcy.
[srodtytul]W celu sportowym[/srodtytul]
Zdefiniowanie celu sportowego jest nader skomplikowanym zagadnieniem, gdyż cel ten można rozumieć na dwa sposoby.
Zgodnie z podejściem sensu stricte z celem sportowym mamy do czynienia jedynie wtedy, gdy zawodnik swoim zachowaniem dąży do celu, który zgodnie z regułami danej dyscypliny zapewni mu zwycięstwo nad przeciwnikiem. W wypadku piłki nożnej będzie to strzelenie gola, w szermierce trafienie przeciwnika, a w bejsbolu jak najdalsze wybicie piłki. Jednak cel sportowy można rozumieć również szerzej: jako ogólne współzawodnictwo, sportową walkę.
Niezależnie od przyjętego poglądu oba niosą ze sobą ryzyko. Pogląd szerszy wydaje się na tyle szeroki i tak niedzisiejszy, że jego określenie może być niemożliwie do skonkretyzowania. Z kolei ujęcie wąskie jest o tyle fałszywe, iż nie wszystkie zachowania sportowe muszą bezpośrednio służyć osiągnięciu ostatecznego celu, np. wślizg obrońcy blokujący podanie z głębi pola.
Warto wspomnieć, iż wyżej wymieniona przesłanka jest wprost zapisana w kubańskim kodeksie ochrony społecznej z 1936 roku oraz w ekwadorskim kodeksie karnym z 1946 r.
[srodtytul]W ramach reguł[/srodtytul]
Drugi wymóg kontratypu ryzyka sportowego wydaje się również nie do końca jasny. Powstaje zasadnicze pytanie, co konstytuuje zasady i reguły danej dyscypliny. Czy za takie reguły należy uznać jedynie te spisane i oficjalnie przyjęte przez federacje, jak np. regulamin FIBA (Międzynarodowa Federacja Koszykówki Amatorskiej), który za faul uznaje blokowanie, trzymanie, szarżowanie itd. Czy też pod pojęciem reguł powinny się kryć również reguły niepisane i zwyczajowe, jak np. przeskoczenie nad interweniującym bramkarzem czy też niecelowanie piłką w miotacza drużyny broniącej.
W praktyce powinno się opowiedzieć za rozumieniem szerszym, które wydaje się nie tylko bardziej racjonalne, ale i utrzymane w duchu fair play.
Reasumując: gdy zachowanie sportowca nie spełnia jednego z wyżej wymienionych warunków, to sportowiec taki działa bezprawnie. A zatem sprawca-sportowiec powinien odpowiadać na takich samych zasadach jak każdy inny przestępca.
[srodtytul]Fair play[/srodtytul]
Z orzeczenia SN można wysnuć filozofię, którą kierowali się orzekający w tej sprawie sędziowie i którą bardzo trafnie podsumował profesor Marian Filar. Fakt, że 22 mężczyzn (lub kobiet) ubiera się w sportowe uniformy i na nowoczesnym stadionie w obecności kilkudziesięciu tysięcy widzów próbuje wepchnąć skórzany worek do bramki przeciwnika, nie może zwalniać z obowiązku przestrzegania podstawowych zasad współżycia społecznego, rozumianych w sporcie jako to, co tak często nazywa się fair play. Sportowa arena nie może być traktowana jako miejsce eksterytorialne, w którym prawo karne nie obowiązuje, a sport nie może być usprawiedliwieniem dla zwykłej brutalności. Przyjęcie poglądu przeciwnego może spowodować, iż boiskowi brutale czy chuligani poczują się po prostu bezkarni, a to może w konsekwencji prowadzić do takich tragedii, jak ta w Brukseli.
Z drugiej strony nie można również doprowadzić do sytuacji, w której sportowcy będą unikać twardych zagrań w obawie, że – tak jak kazusowy Sza K. – zostaną postawieni przed wymiarem sprawiedliwości. Prawo sportowe musi zachować swoistą autonomię i zadaniem ustawodawcy jest takie jego ukształtowanie, aby sport nie tracił swego ducha i atrakcyjności, a zarazem aby nie był miejscem zalegalizowanej przemocy.
Może warto w związku z tym, co się stało w Brukseli, powrócić do idei przepisu, którą lat temu kilka zaprezentował profesor Filar, i de lege ferenda wnosić o wprowadzenie do kodeksów karnych państw Unii Europejskiej następującej normy:
„Sportowiec zawodowy, który naruszając umyślnie zasady bezpieczeństwa w sferze uprawianej przezeń dyscypliny sportowej, powoduje u innej osoby uszkodzenie ciała, podlega karze”.
Oczywiście sam przepis nie spowoduje, iż boiskowy chuligan dwa razy rozważy, czy dany wślizg ma na celu odebranie piłki czy tylko „dokopanie” przeciwnikowi, ale może ograniczy w jakiś sposób sportowy bandytyzm.
Jako prawnicy chcielibyśmy, aby prawo nie musiało ingerować w sferę życia tak piękną, jak sport, ale jako kibice piłkarscy mamy nadzieję, że tego typu zachowania nie będą się zdarzać. A panu Marcinowi życzymy z całego serca jak najszybszego powrotu do zdrowia. Kadra czeka!
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA