fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Aplikacje/egzaminy

Za trudny konkurs na aplikację ogólną

Najczęściej kandydaci narzekali na zadanie z prawa karnego. Niewielu opuściło salę przed wyznaczonym czasem
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Zbyt skomplikowane kazusy i mało czasu na ich rozwiązanie – to opinia większości zdających. Wyniki egzaminu będą znane dopiero za dwa tygodnie
W sobotę rano w salach krakowskich targów w II etapie konkursu na aplikację ogólną spotkało się 953 kandydatów z całej Polski.
– Od dwóch lat pracuję jako asystent sędziego i miałem trudności z rozwiązaniem kazusów – mówi „Rz” Paweł z Opola.
– Wbrew temu, co zapowiadano, pytania nie były jednoznaczne – dodaje Michał z Wrocławia.
– Kazusy nie mogły być banalne, bo z ponad 900 osób musimy wybrać 300 najlepszych kandydatów – twierdzi sędzia Waldemar Żurek, sekretarz komisji konkursowej.
[srodtytul]Z praktyką było gorzej[/srodtytul]
Tylko nieliczni zdający opuszczali salę przed wyznaczoną godziną. Nawet ci, którzy nie narzekali na brak czasu, przyznawali, że mieli kłopoty z rozwiązaniem wszystkich kazusów. – Jeden z nich dotyczył ustawy o pomocy społecznej, a tej nie było w pierwotnym wykazie wymaganego materiału – mówi Michał z Wałbrzycha. Podobnie było z ordynacją wyborczą, która długo widniała na stronie krakowskiej szkoły jako materiał obowiązkowy, a kilka tygodni temu z niego zniknęła.
Paweł z Zabrza przyznaje, że dwa kazusy nie sprawiły mu większych trudności, ale trzeci, dotyczący gwarancji procesowych, był dla niego zbyt skomplikowany.
Najczęściej kandydaci narzekali na zadanie z prawa karnego. – Zajmuję się ubezpieczeniami, prawo karne pamiętam jedynie ze studiów – przyznaje Katarzyna z Krakowa, która w tym roku ukończyła prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jej koleżanka dodaje, że sytuacja opisana w przykładzie dla wielu była dwuznaczna i można ją było rozwiązać na dwa sposoby.
Zdający narzekali na zbyt krótki czas. – Kiedy po godzinie poinformowano, że zostało 60 minut, kończyłam pierwszy kazus – opowiada Magda z Łodzi. W efekcie ostatniego zadania nie rozwiązała w całości.
Wśród zdających było wielu asystentów sędziego. – Po co wam egzamin na aplikację ogólną, skoro już nimi jesteście? – pytam.
– Bo to dla nas jedyna droga do zawodu sędziego – odpowiada Joanna z Gdańska. Większość nie ukrywała, że będzie też zdawać egzamin na aplikację radcowską.
[srodtytul]Komisja zadowolona[/srodtytul]
– Egzamin przebiegał bez zakłóceń – mówi „Rz” sędzia Waldemar Żurek. Nikt ze zdających nie został wykluczony. Jak przyznaje, jedyne, na co mogli narzekać kandydaci, to kolejka, w której musieli odstać, oddając prace. Ale ta, jego zdaniem, była nieunikniona, bo większość wykorzystała czas maksymalnie.
Nie zgadza się też z zarzutem, że pytania były tym razem zbyt trudne. – Rozwiązywanie kazusów ma wykazać umiejętność stosowania prawa. Nawet jeśli jakiegoś aktu nie było w obowiązującym wykazie, to zdający miał go na biurku i mógł swobodnie z niego korzystać – podkreśla.
Teraz komisję konkursową czeka ciężka praca. Wyniki za dwa tygodnie. Każdą z 953 prac musi ocenić dwóch jej członków. W II etapie konkursu można uzyskać maksymalnie 75 punktów. Z punktacji wystawionej przez obu sprawdzających będzie wyciągnięta średnia. Zostanie ona dodana do wyniku z testu i w ten sposób powstanie rezultat z całego konkursu. Najlepszych 300 kandydatów zostanie przyjętych na aplikację ogólną.
Nabór na aplikację ogólną odbywał się w tym roku po raz pierwszy. Najlepsi będą mieli szansę na kontynuowanie nauki na aplikacjach sędziowskiej i prokuratorskiej.
[b][link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2009/08/31/za-trudny-konkurs-na-aplikacje-ogolna/]Skomentuj artykuł[/link][/b]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA