Kraj

Upadek legendy "Solidarności"

Jan Kułaj
Fotorzepa, Krz Krzysztof Łokaj
W Cieszacinie Wielkim na Podkarpaciu nie wierzą, że najbardziej znany mieszkaniec wsi - Jan Kułaj - jest łapówkarzem
W niedzielę 19 lipca Jana Kułaja już nie było na mszy w miejscowym kościele. Nie było też długich pogawędek o polityce, gdy po nabożeństwie rolnicy wianuszkiem otaczali Kułaja.
Tym razem wszyscy komentowali doniesienia mediów. 14 lipca CBA pod zarzutem płatnej protekcji zatrzymało dwie osoby. Wśród nich 51-letniego Jana Kułaja, pierwszego przewodniczącego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych "Solidarność", aktualnie społecznego doradcę Andrzeja Malinowskiego, prezydenta Konfederacji Pracodawców Polskich. Kułajowi grozi do ośmiu lat więzienia. Według CBA miał przyjąć 250 tys. zł od przedstawicieli firmy deweloperskiej. Drugie tyle miał dostać potem. W zamian, powołując się na znajomości u wojewody mazowieckiego Jacka Kozłowskiego, obiecywał załatwić dla firmy zgodę na zakup atrakcyjnej działki w centrum stolicy przy ul. Bagatela. Wprawdzie należy ona do Kancelarii Premiera, ale jest w dyspozycji wojewody. Obecnie nieruchomość tę użytkuje CBA.
Kilka dni temu sąd zdecydował o aresztowaniu Kułaja na trzy miesiące. Śledztwo prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Warszawie. [srodtytul]Brat łata trafia na salony[/srodtytul] - Janek nie ma duszy przestępcy – przekonuje Jarosław A. Szczepański, rzecznik prasowy chłopskich strajków w Rzeszowie w 1981 r., które wyniosły Jana Kułaja na fotel pierwszego szefa rolniczej "S". Wspomina go jako "brata łatę", który wszystkim chciał coś załatwić, ale nie wierzy, by posunął się do łapówki. Pierwszy przywódca robotniczej "S" w Rzeszowie Antoni Kopaczewski tłumaczy, że wiele przypadkowych osób trafiało do opozycji. – W mentalności chłopów jest coś takiego, że na przywódcę wybierają tego, który najgłośniej krzyczy – ocenia. Ma żal do Kułaja, że szybko uderzyła mu do głowy woda sodowa. – Jeśli młody chłopak ze wsi nagle staje się salonowcem w Warszawie, to może mu się przewrócić w głowie – stara się go usprawiedliwiać. – To dla mnie szok – podkreśla Roman Malinowski, wicepremier w latach 1980 – 1985, wieloletni szef Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. – Jeśli to prawda, to całkowicie przekreśla jego dotychczasowe dokonania. [srodtytul] Utrata wiarygodności [/srodtytul] Ale to właśnie Malinowski przyczynił się do tego, że gwiazda młodego szefa rolniczej "S", nazywanego nawet drugim Wałęsą, przygasła. 26 kwietnia 1982 r., w stanie wojennym, Kułaj wrócił z internowania, które spędził w willi w podwarszawskim Konstancinie. O jego uwolnienie zabiegał Malinowski. Zaraz po powrocie do Warszawy Kułaj spotkał się z wicepremierem. Pod jego gabinetem czekały telewizyjne kamery. Przywódca chłopskiej "S" oświadczył, że chce rozmawiać o przyszłości wsi tylko na forum ZSL. – Wielokrotnie tłumaczył mi, że został wmanewrowany w ten cały spektakl komunistycznej propagandy – opowiada Szczepański. Kułaj wycofał się z działalności opozycyjnej. W 1986 r. wstąpił do Rady Konsultacyjnej przy gen. Wojciechu Jaruzelskim, która miała ocieplić wizerunek PZPR w oczach społeczeństwa. Po latach tłumaczył "Rz", że przecież do rady należeli tacy ludzie jak mec. Władysław Siła-Nowicki, i że chciał coś zmienić na wsi. [wyimek]Janek żyje przeszłością. Potrafi mówić o niej godzinami - Roman Jagieliński, były wicepremier[/wyimek] Wiarygodność Kułaja wśród kolegów z opozycji spadła do zera. – To był czas ostracyzmu i Janka nie zapraszano nawet na rocznicowe uroczystości strajków chłopskich – opowiada Artur Balazs, jeden z byłych liderów NSZZ RI "S" i minister rolnictwa w rządach Jana Olszewskiego i Jerzego Buzka. [srodtytul]Nietrafiony biznes [/srodtytul] Kułaj na wiele lat musiał zniknąć ze sceny politycznej. Wrócił w 1998 r., kiedy wspólnie z Romanem Jagielińskim, byłym wicepremierem i ministrem rolnictwa, utworzył Partię Ludowo-Demokratyczną. – Był chyba tylko na zjeździe założycielskim, potem przestał interesować się partią – wspomina Jagieliński. Zastrzega, że nie interesował się przedsięwzięciami biznesowymi Kułaja – Interesów z nim nie robiłem, zajmowałem się polityką. Zresztą jego wcześniejsze problemy biznesowe wskazywały, że współpraca z nim na tym polu nie jest dobrym pomysłem – podkreśla. Kułaj nie miał szczęścia do biznesu. W latach 90. pomysł sprzedaży polskim rolnikom motorowerów produkowanych na Ukrainie wpędził go w poważne tarapaty. Kułaj wziął gigantyczne kredyty, a interes nie wypalił. Szybko stał się niewypłacalny i o mały włos nie stracił gospodarstwa w Cieszacinie Wielkim. Kułaj szukał też miejsca w polityce. W 2005 r. poparł w wyborach prezydenckich Jarosława Kalinowskiego (PSL), w parlamentarnych w 2007 r. był już twarzą komitetu honorowego podkarpackiej PO. Jak podała "Polityka", Jan Kułaj liczył, że zostanie doradcą rządu ds. rolnictwa. W 2008 r. zaskoczył wszystkich, kandydując w wyborach uzupełniających do Senatu na Podkarpaciu. Startował z własnego komitetu, ale z poparciem Partii Demokratycznej. [srodtytul] Zakrapiane imprezy[/srodtytul] W latach 80. Jan Kułaj zasłynął z udziału w zakrapianych alkoholem imprezach w warszawskim Domu Chłopa. Według kolegów to jeden z głównych powodów jego szybkiego upadku. – Pewnie wówczas zebrano sporo kompromitujących go materiałów, które miały służyć do szantażu – mówi jeden z opozycjonistów. Sam Kułaj w 2008 r. w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" kategorycznie zaprzeczał, jakoby kiedykolwiek był szantażowany. – Rzeczywiście, krążyły pogłoski o złym prowadzeniu się Janka. Zresztą jako wicepremier musiałem go tłumaczyć z tego, m.in. w kręgach kościelnych – mówi Roman Malinowski. Zastrzega, że sam do końca w te rewelacje nie wierzył. Jagieliński nie ma wątpliwości, że Kułaj nie dorósł do roli, jaką mu wyznaczono. – Wyrządzono mu wielką krzywdę, powierzając tak niedojrzałemu człowiekowi tak ważną funkcję – uważa. – Zresztą Janek do dziś żyje przeszłością, a nie przyszłością. Potrafi godzinami opowiadać, jak go pozbawiono funkcji szefa rolniczej "S".
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL