Film

Długie włosy wyszły z mody

"Hair" Formana to dziś tylko efektownie zrealizowany musical
VIVARTO
"Hair" wraca na polskie ekrany. 30 lat po premierze film ogląda się bez emocji
Kiedy w 1980 roku dotarł do nas nowy film Miloša Formana, zachwycaliśmy się nie tylko błyskotliwą ekranizacją musicalu. Bohaterowie "Hair", tak mocno osadzonego w amerykańskich realiach z lat wojny w Wietnamie, byli zadziwiająco nam bliscy. Udowadniali, że warto się buntować, nawet jeśli przyjdzie zapłacić najwyższą cenę za obronę własnych przekonań.
Przenosząc na ekran musical Galta MacDermonta, Miloš Forman dokonał w nim istotnych zmian. Zgodnie z hollywoodzkimi regułami wygładził akcję, bo "Hair" w oryginale był zbiorem luźno ze sobą powiązanych scenek, widowiskiem wywodzącym się z dokonań teatru awangardowego. Na ekranie oglądamy opowieść o tym, jak Claude Bukowski, syn farmera z Oklahomy, przeżywa pierwszą miłość do Sheili. A przede wszystkim – staje przed dylematem, czy zgłosić się do punktu rekrutacyjnego i wyruszyć na wojnę w Wietnamie. Claude nie zwykł się buntować, jego nowi przyjaciele, poznani w Nowym Jorku, próbują go do tego skłonić, bo politycy nie powinni decydować o naszym losie. Nie należy też poddawać się mieszczańskim wzorom, którym hołdują rodzice Sheili.
Można więc powiedzieć, że po odrzuceniu znakomitych piosenek oraz efektownych scen tanecznych opracowanych przez słynną choreografkę amerykańską Twylę Tharp, pozostaje sentymentalna opowiastka. A jednak Miloš Forman potrafił nadać jej walor uniwersalny. "Hair" bliski jest jego znakomitemu filmowi "Lot nad kukułczym gniazdem", bo w obu czeski reżyser dotyka problemu granic wolności jednostki. W ojczyźnie Formana i u nas zmagaliśmy się z nim przez całe dziesięciolecia. Przystępując pod koniec lat 70. do prac nad ekranizacją tego musicalu, Froman zdawał też sobie sprawę, że atmosfera towarzysząca utworowi od prapremiery na Broadwayu w 1968 r. mocno zwietrzała. Galt MacDermont jako pierwszy udowodnił, że musical może opowiadać o palących sprawach współczesnych. "Hair" szokował, bo otwarcie mówił o narkotykach, kpił z polityków i ludzi materialnego sukcesu, lansował nonkonformizm i swobodę obyczajową. Zyskawszy jednak oszałamiające powodzenie na scenach wielu krajów, "Hair" został wprzęgnięty w machinę showbiznesu i po dziesięciu latach podarte dżinsy, kolorowe koraliki i długie włosy stały się tylko scenicznym strojem. A buntownicze hasła sprowadzono do roli efektownego towaru oferowanego mieszczańskiej widowni teatrów musicalowych. Dzięki Milošowi Formanowi "Hair" odzyskał dawne wartości. Czy jednak dziś są one dla nas tak samo ważne? I przeciw komu właściwie mamy się buntować? Czy możemy też podzielać naiwne przekonania bohaterów "Hair", którzy wierzyli, że nadchodzi era Wodnika, mająca obalić wszelkie kategorie społeczne, rasy, religie? (Dlatego właśnie musical rozpoczyna się przebojem "Aquarius".) Wspominam dawne emocje, jakie towarzyszyły mi przy oglądaniu "Hair", i nie sądzę, by w podobny sposób odbierali dziś film Formana młodzi ludzie. Może jednak się mylę? Może młodzieńczy bunt nie przemija?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL