Sylwetki

Warto zamówić gaz w Gazpromie

PARKIET
Z Michałem Szubskim, prezesem Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, rozmawia Agnieszka Łakoma
[b]Rz: W ubiegłym tygodniu poinformowaliśmy, że Komisja Nadzoru Finansowego, prokuratura i Centralne Biuro Śledcze badają sprawę wycieku poufnych informacji z Pana spółki. Informacje te dotarły do osób, które mogły je wykorzystać w celach zarobkowych. Jak to możliwe, że z PGNiG wydostały się tak ważne informacje jak dane finansowe?[/b]
[b]Michał Szubski:[/b] Po publikacji w „Rzeczpospolitej” rozmawialiśmy z prokuraturą okręgową, która jest bardzo ostrożna w diagnozie. Wolałbym więc nie wydawać wyroków. Jestem w stanie dopuścić myśl, że ktoś przez nieostrożność czy naiwność udzielił części informacji. Nie wyobrażam jednak sobie, że ktoś z premedytacją przekazał pełne dane. Trzeba poczekać do zakończenia postępowania. Żałuję, że KNF nie poinformowała nas o jego rozpoczęciu, byśmy mogli zareagować bez szkody dla jego przebiegu, ale dla dobra spółki. Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z zabiegami PR. Mam nadzieję, że nieprowadzonymi przez osoby związane z KNF. [b]Czy czuje się pan odpowiedzialny za tę sytuację? Niektórzy prawnicy uważają, że może być to jedna z większych afer dotyczących wykorzystania informacji poufnej na polskiej giełdzie.[/b]
Nie uchylam się od odpowiedzialności, ale poczekajmy na ostateczne wyjaśnienia. Jednak bez względu na przyczyny ta sytuacja jest punktem zwrotnym. Już rok temu potraktowaliśmy sprawę bardzo poważnie. Jak sądzę – taka sytuacja się nie powtórzy, w każdym razie od roku system działa sprawnie. [b]Miesiąc temu podpisaliście kontrakt z Katarem, to ciągle wywołuje wiele emocji. Co pan sądzi o sugestiach, że PGNiG przepłaci za gaz skroplony?[/b] Jestem tym bardzo zdziwiony. Rozmowy na temat kontraktu na dostawy LNG rozpoczęto w 2007 r. Już nasi poprzednicy po przeanalizowaniu ofert mówili, że ta z Kataru jest najkorzystniejsza. Oczywiście jest za wcześnie, by dokładnie określić ceny. Formuła, według której będą one wyliczane, jest podobna do tych, jakie obowiązują na światowych rynkach. Gaz skroplony ze względu na swoją specyfikę – czyli konieczność skroplenia, transportu statkami i regazyfikacji – faktycznie nie jest tani. Ale w ciągu ostatnich lat jego ceny spadają. Trzeba brać pod uwagę fakt, że mamy po raz pierwszy wieloletni kontrakt na znaczące dostawy, czyli 1,5 mld m sześc. rocznie. Możemy też zawierać umowy krótkoterminowe, bo terminal ma odbierać ok. 3 mld m sześc. gazu. A w dostawach spotowych gaz bywa tańszy od tego w wieloletnich umowach. Wystarczy spojrzeć na obecną sytuację na rynku – gdybyśmy tylko mieli możliwość sprowadzenia gazu, czyli drogę dostaw, moglibyśmy kupić go wyjątkowo tanio, bo latem zawsze ceny spadają. Ale my takiej drogi, czyli połączeń z systemami gazociągów w Europie – oprócz jednego w Lasowie – nie mamy. Musimy więc płacić więcej za gaz zamówiony na wiele lat. Dostawy spotowe LNG są tańsze, ale to cena za statek, a nie za 20 lat pewnych, stabilnych dostaw, w których mieszczą się i koszty wybudowania infrastruktury u producenta. [b]Co się stanie, jeśli Gaz System nie będzie mógł oddać do użytku terminalu na czas, czyli do połowy 2014 r.? Kto zapłaci za zamówiony gaz?[/b] Nie wierzę, że znajdziemy się w takiej sytuacji. Gdyby jednak coś się wydarzyło, to PGNiG i Gaz System będą musiały podzielić się kosztami wynikającymi z faktu, że terminalu nie ma, a zamówiliśmy gaz. Wszyscy mają świadomość, że terminal musi powstać. To nie jest szczególnie trudna inwestycja, innym firmom się one udają. Jedyny problem to fakt, że budujemy terminal po raz pierwszy. Najbardziej się obawiam przeszkód admini- stracyjnych, problemów formalnoprawnych, które mogą powodować urzędnicy. Liczę jednak na to, że wszyscy rozumieją, iż to teraz najważniejsza realizowana w kraju inwestycja. [b]Zanim pojawi się gaz z Kataru, musimy się porozumieć z Rosjanami co do warunków umowy. Czy sądząc po przebiegu negocjacji, do września zdołamy je zakończyć?[/b] Przed zimą powinniśmy zamknąć te negocjacje, by nie mieć problemów z dostawami. Praktycznie od 2003 roku borykamy się z niedoborem gazu z importu. Poruszamy się na rynku trochę niepewnie, szukając dodatkowych dostaw i pośredników. W efekcie nie zawsze trafiamy na wiarygodne firmy, np. Sincler w ogóle nie rozpoczął dostaw, potem EuralTransGaz zniknął z powodu jakichś dziwnych powiązań. Mimo to w 2006 roku podpisano kolejny kontrakt krótko- terminowy z RosUkrEnergo, które od początku tego roku nie jest w stanie dostarczyć nam paliwa, bo go nie ma. Trudno więc domknąć bilans gazu. Dlatego najlepszym wyjściem jest jego zakup bezpośrednio u producenta. Warto zamówić gaz w Gazpromie w zamian za pewność, że popłynie – jeśli nie przez Białoruś, to przez Ukrainę. Wątpię, by rosyjski koncern pozwolił sobie kiedykolwiek na konflikt jednocześnie z obydwoma tymi krajami. Skoro Niemcy, Francuzi, Włosi nie mają problemu z tym, że kupują gaz rosyjski, to dlaczego my mamy działać inaczej. [wyimek]Wątpię, by Gazprom pozwolił sobie kiedykolwiek na konflikt jednocześnie z Ukrainą i Białorusią. Skoro Niemcy, Francuzi, Włosi nie mają problemu z tym, że kupują gaz rosyjski, to dlaczego my mamy postępować inaczej?[/wyimek] [b]Czy zwiększenie zakupów z Rosji i wydłużenie terminu obowiązywania umowy o 12 lat, do 2035 r., to dobry pomysł?[/b] Tak. A ci, którzy tę koncepcję teraz krytykują najbardziej, niech przypomną sobie, ile trzeba było zapłacić jesienią 2006 r. za zgodę Gazpromu na zawarcie kontraktu z RosUkrEnergo, którego na dodatek firma ta nie dotrzymała. PGNiG zgodził się wtedy na zamianę formuły cenowej w wieloletniej umowie, jaką ma z Gazpromem, a to oznaczało podwyżkę o 10 proc. Nie chcemy być za rok, dwa czy pięć lat w takiej samej sytuacji. [b]Nikt nie podważa korzyści z umowy z producentem gazu. Pozostają jednak obawy, czy nie zamówimy za dużo paliwa. A skoro tak, to co z nim zrobimy bez prawa do reeksportu.[/b] Możemy eksportować krajowy gaz. Rocznie wydobywamy ponad 4 mld m sześc. A zarzuty wobec nas, że chcemy się „przekontraktować” u Rosjan, są po prostu absurdalne. [b]Ale wtedy zapłacimy u nas w kraju wyższe rachunki.[/b] Trudno powiedzieć, ile w 2015 r. gaz będzie kosztował. Dlatego uważamy, że lepiej borykać się z nadmiarem gazu niż z jego brakiem, tak jak to było w pierwszym półroczu tego roku. Dla gospodarki deficyt jest groźniejszy. Łatwiej poszukać odbiorców na przykład na miliard m sześc. gazu niż dostawcy takiej ilości przed zimą. [b]Czy PGNiG ma prognozy popytu wskazujące, że trzeba wydłużyć umowę do 2035 r. i sprowadzać ok. 10 mld m. sześc. gazu rocznie?[/b] Nie mogę mówić o konkretnych danych. Ale faktycznie poruszamy się w tych granicach. Jeśli zwiększymy import z Rosji o 2 mld m sześc. rocznie, to i tak po 2015 r., czyli oddaniu terminalu LNG, udział tego paliwa w całym naszym bilansie będzie mniejszy niż obecnie. To daje nam bezpieczeństwo zaopatrzenia. Stąd tak istotna jest odpowiedź na pytanie: czy będzie przyzwolenie na rozwój gazownictwa w kraju? Chodzi o elektroenergetykę opartą na gazie i to, by koledzy z górnictwa nie traktowali nas jak potencjalnej konkurencji, którą trzeba blokować. Wtedy popyt na gaz osiągnie poziom 20 mld m sześc. rocznie, a to maksymalna chłonność polskiego rynku. [ramka][b]CV[/b] Michał Szubski (l. 40) kieruje PGNiG od marca 2008 r. Wygrał konkurs na prezesa zorganizowany przez radę nadzorczą, ale za pełną aprobatą ministra skarbu – głównego właściciela PGNiG. Z firmą związany jest od 15 lat. W latach 90. pracował tam m.in. jako dyrektor biura prezydialnego i prawnego spółki. W 2000 r. przeszedł do zarządu Mazowieckiego Zakładu Gazowniczego, a po jego przekształceniu w mazowiecką spółkę został prezesem. Z wykształcenia jest prawnikiem, absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL