Sport

Legenda Mont Ventoux

Zwycięzca tegorocznego TdF Alberto Contador
AFP
Alberto Contador jest bardzo bliski drugiego w karierze zwycięstwa w Tour de France. Ma 4.11 min przewagi nad najgroźniejszym rywalem Andym Schleckiem.
Liderowi może popsuć szyki tylko jakaś niespodziewana katastrofa w trakcie sobotniego etapu z finiszową wspinaczką na legendarną Mont Ventoux.
26-letni Hiszpan nie ma sobie równych w górach, ale jakiekolwiek byłyby jego zalety i przewagi na starcie w Montelimar, powinien podejść z należytą pokorą do ostatniej na trasie wielkiej góry, która wielu kolarzom dała sławę, ale też pokonała już niejednego mistrza. Mont Ventoux to czwarta i ostatnia w wyścigu premia górska najwyższej kategorii i trzeci podjazd na metę. Na wysokość 1912 m n.p.m. trzeba się wspinać przez 21,1 km przy średnim przewyższeniu 7,6 procent. Pierwszy raz w historii Tour de France najwyższej trudności górski etap tylko o 24 godziny poprzedza finisz w Paryżu. To zapewnia dodatkowe emocje, zwłaszcza w rywalizacji o miejsce na podium w klasyfikacji generalnej. Trzeciego Lance’a Armstronga od siódmego Vincenzo Nibalego dzielą tylko minuta i 54 sekundy.
Kto wygrywa na Mont Ventoux, przechodzi do legendy kolarstwa, bo nie jest to zwyczajna góra. Nawet najwyższe szczyty w Alpach czy Pirenejach są przez kolarzy traktowane po prostu jako miejsca do przejechania. Inaczej z tą anomalią geograficzną Prowansji. Łysa kopuła wygasłego wulkanu, bez roślinności w górnych partiach, uznana przez UNESCO za rezerwat biosfery, odstrasza samym pustynnym wyglądem. Od pierwszego pojawienia się na trasie Wielkiej Pętli w 1951 roku Łysa Góra, zwana też Olbrzymem Prowansji i Górą Wiatrów jest zmorą kolarzy. W trakcie etapu przeciwnikiem są dla nich upał i wiejące tu bez przerwy, często zmieniające kierunek porywiste wiatry. Mont Ventoux to diabeł zła, prawdziwy moloch prześladujący kolarzy. Ona nigdy nie przebacza słabym, zawsze każe sobie płacić niesłuszną daninę cierpień tak scharakteryzował to miejsce Roland Barthes w eseju Tour de France jako epopeja. Sporo miejsca w legendzie tej góry zajmuje Brytyjczyk Tom Simpson, jej tragiczna ofiara. Kolarski mistrz świata z 1965 roku złożył tu daninę swego życia 13 lipca 1967 roku, na 13. etapie Tour de France. Osunął się z roweru na pięć kilometrów przed szczytem. Nie wytrzymał ogromnego upału i zmęczenia. W jego organizmie źle zadziałała kombinacja amfetaminy i alkoholu. W kieszeni koszulki znaleziono tubki z amfetaminą, autopsja potwierdziła zażycie tego zabronionego środka dopingowego. W trakcie etapu Simpson wstąpił do baru w Bedoin, 22 km przed szczytem, i ugasił pragnienie pastisem rozcieńczonym wodą. Zmarł o 17.40. W 1955 roku w 35-stopniowym upale stracił tu przytomność Jean Mallejac. W 1970 r., w pełni rozwoju swojej kariery, osłabł na podjeździe sam Eddy Merckx. Nie pokazujcie matkom synów, którzy wjechali na tę góręto jedno z powiedzeń tworzących legendę Mont Ventoux Zwyciężali tu tak znani kolarze, jak: Charly Gaul (1958), Raymond Poulidor (1965), Eddy Merckx (1970), Bernard Thevenet (1972), Marco Pantani (2000), któremu nieoczekiwanie pozwolił tu wygrać Lance Armstrong, gdy we dwójkę zdobywali szczyt, a ostatnio Richard Virenque (2002). Bardzo dobre dziewiąte miejsce zajął wówczas Dariusz Baranowski, tracąc nieco ponad cztery minuty do Virenque’a. Przez prawie 200 km polski kolarz z grupy Banesto jechał w 11-osobowej grupie czołowej. Potem dyktował tempo czołówki, która na podjeździe pod Mont Ventoux stopniała do pięciu kolarzy. – Nie lubię jechać czyimś rytmem. Chciałem narzucić swoje tempo. Nawet mocniejsze. Ale gdy tylko wyszedłem na czoło, mój dyrektor sportowy cały czas podpowiadał, żebym jechał wolniej, żebym się oszczędzał - mówił Baranowski wysłannikowi „Rz” po zakończeniu etapu. - Gdy zjechałem do wozu technicznego na konsultację, wypadłem z rytmu i właśnie wtedy zostałem z tyłu. Lepiej się czułem, gdy jechałem pierwszy. Gdy doścignął mnie Armstrong (ukończył etap na trzecim miejscu przyp. m.c.), trzymałem mu koło, i myślę, że za nim dojechałbym na metę, ale dyrektor kazał mi czekać na Francisco Mancebo, który był niedaleko i miał szanse na dobrą pozycję w klasyfikacji generalnej. Poczekałem, trochę mu pomogłem, ale wyprzedziło mnie jeszcze kilku kolarzy. Cóż, na pewno jestem zadowolony z dzisiejszego etapu, ale wiem, że mogło być lepiej. Lepiej w polską legendę Mont Ventoux, ale już w innym wyścigu Dauphine Libere wpisał się tylko Sylwester Szmyd. W 2007 roku jako zawodnik Lampre był drugi, przegrywając tylko z Francuzem Christophe’em Moreau. W tym roku w barwach Liquigasu wygrał przed Hiszpanem Alejandro Valverde, aktualnym liderem światowego rankingu UCI. Trafił do panteonu. [ramka][srodtytul] Relacje z Tour de France w Eurosporcie [/srodtytul] [b]sobota:[/b] 13.30 (XX etap, Montelimar - Mont Ventoux); [b] niedziela:[/b] 13.30 (XXI - ostatni etap, Montereau-Fault-Yonne - Paryż) [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL