Komentarze

Rząd czy nierząd?

Pół biedy (w każdym razie przywykliśmy już do tego), gdy rząd nie wie, czego chce: prywatyzować KGHM czy nie prywatyzować? Podnosić składkę zdrowotną czy nie podnosić? Forsować ustawę w sprawie opcji walutowych czy nie forsować? Spieszyć się do eurolandu czy się nie spieszyć? Itp., itd.
Znacznie gorzej, gdy nie tylko kompletnie nie wiadomo, czego rząd chce (i czego nie chce), ale na domiar złego nie bardzo wiadomo, kto rządzi w rządzie, nie licząc oczywiście premiera Donalda Tuska, który niejeden raz dał dowód swej wszechwładzy. Ostatnio wówczas, gdy tuż przed sejmowym głosowaniem wymusił na posłach Platformy Obywatelskiej wprowadzenie do projektu ustawy medialnej takiej zmiany (wykreślenia minimalnej wysokości subwencji dla mediów publicznych), że w posadach zatrzęsła się koalicja rządząca, a sama ustawa zapewne z tego powodu wyląduje w koszu.
W każdym razie wydarzenia ostatnich dni znów czarno na białym pokazują, że nie wystarczy znać Konstytucję RP i ustawę o Radzie Ministrów, by wiedzieć, kto rządzi rządem, czyli – w jakimś stopniu – kto rządzi Polską. Aby posiąść tę tajemną wiedzę, niezbędne jest na przykład regularne śledzenie przebiegu wojen podjazdowych między ministrami, a zwłaszcza ich wyników. Na przykład, gdy niedawno minister spraw wewnętrznych i administracji (i zarazem wicepremier) Grzegorz Schetyna bezceremonialnie odwołał uroczyście zapowiedzianą dzień wcześniej przez ministra skarbu państwa Aleksandra Grada prywatyzację KGHM, stało się jasne, że legendarnie wielkie wpływy wiceszefa rządu rzeczywiście rozciągają się daleko poza resorty siłowe.
Natomiast z rezultatu wcześniejszego starcia Aleksandra Grada z szefem resortu finansów Jackiem Rostowskim – o metodę egzekwowania dywidendy z zysku za ubiegły rok od PKO BP – wynika, że minister skarbu znacznie lepiej niż z szefem MSWiA radzi sobie z ministrem finansów. W ten sposób można byłoby analizować pozycję ministra po ministrze. Jak się wydaje, istotniejsze byłoby jednak ustalenie, co może konstytucyjny minister Rzeczypospolitej Polskiej. To, na co – zgodnie z konstytucją – zezwala mu prawo i premier? Czy też jednak to, na co jednocześnie zgadza się pozakonstytucyjny superminister Grzegorz Schetyna. Tak czy owak, brak czytelnych reguł faktycznie rządzących rządem na pewno nie ułatwia ustalania, co rząd zamierza robić (a czego nie), i później trzymania się tych ustaleń. A taki rząd to nie rząd. To nierząd. [ramka][link=http://blog.rp.pl/gabryel/2009/07/24/rzad-czy-nierzad/]Skomentuj[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL