Komentarze

Liga Mistrzów, niedoczekanie nasze

Gorsze od powtarzających się co roku klęsk polskich klubów w europejskich pucharach są tylko echa tych klęsk.
Te korowody nerwowych ruchów, zapowiedzi czystek w drużynie, wytykanie błędów przez tych, którzy wiedzą lepiej. Po upokorzeniu piłkarzy Wisły Kraków w Estonii niektórzy też mają już pełną jasność i gotowy plan. Trzeba wyprzedać zespół, zostawić tylko młodych i na nich budować. Wyrzucić trenera Macieja Skorżę, bo się do Europy nie nadaje.
A i właściciel Wisły Bogusław Cupiał niech się uderzy w pierś. Chce mieć Ligę Mistrzów, to niech najpierw zapewni budżet przynajmniej na poziomie futbolu ukraińskiego czy rumuńskiego. Wisła odfrunęła z europejskich pucharów, a za nią odfrunęli od ziemi komentatorzy. Trener Franciszek Smuda, który ma być podobno następcą Skorży, krzyczy o skandalu w Tallinie, choć sam trzy lata temu przegrał dwa razy z mołdawskimi półamatorami z Sherifa Tyraspol.
Mistrz Polski jaki jest, każdy widzi, ale lepszego w lidze nie było. Kopany dziś Skorża jeszcze niedawno wydawał się najlepszym następcą Leo Beenhakkera w reprezentacji. A Cupiał to człowiek, który wyłożył na Wisłę ponad 100 milionów złotych. Własnych. U nas zawsze po takich laniach jak środowe w Tallinie wzbiera tęsknota za jakimś oligarchą, nadwiślańskim Abramowiczem. Czekamy na niego, a jego nie ma i nie będzie. Nie będzie oligarchów, bo u nas na szczęście gospodarkę prywatyzowano jednak trochę inaczej niż w Rosji czy na Ukrainie i nikt nie ma aż tak łatwo zarobionych miliardów. Nie będzie też u nas szejków znad Zatoki Perskiej, bo oni w futbolu szukają splendoru, a u nas splendoru nie ma. Są: przaśna liga, zmanierowani piłkarze i wielkie oczekiwania. A jak się nie ma oligarchy, to trzeba mieć w klubach dobry marketing, dział wyszukiwania talentów i duży stadion. A w Polsce nawet czołowe zespoły często nie mogą znaleźć sponsora, szukanie talentów raczkuje, a stadiony są w budowie. Jak już powstaną, wymagajmy Ligi Mistrzów. Na razie nie ma sensu się nią mamić, bo byłaby u nas anomalią. Równie dobrze Państwowy Instytut Sztuki Filmowej może sobie założyć, że co roku wyprodukuje film na Oscara, a Uniwersytet Jagielloński – noblistę. Pewnie, zawsze warto marzyć. Ale po co się wystawiać na drwiny? [ramka][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/07/23/pawel-wilkowicz-liga-mistrzow-niedoczekanie-nasze/]Skomentuj[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL