Film

Nadzieja rodzi się z bólu

Niezobowiązujący związek to początek terapii: Nanni Moretti i Isabella Ferrari
VIVARTO
„Cichy chaos” Grimaldiego to filmowe wydarzenie tego lata. W roli głównej znakomity reżyser Nanni Moretti, epizod gra Roman Polański
Książka Sandra Veronesiego zrobiła na mnie ogromne wrażenie – powiedział mi w rozmowie Nanni Moretti. – Znalazłem w niej emocjonalność współczesnego człowieka. I coś, o czym sam często myślę. Bohater, biznesmen i pracoholik, nie mogąc się uporać z szokiem po nagłej śmierci żony, niemal wpada w obsesję. Całymi godzinami przesiaduje na ławce pod szkołą swojej małej córki. Przy okazji przewartościowuje własne życie. Sądzę, że każdemu człowiekowi przydałoby się czasem zatrzymać, posiedzieć na takim skwerku, otworzyć oczy. Przestać sunąć jak czołg i przyjrzeć się otoczeniu: światu, ludziom.
Nanni Moretti, jeden z najciekawszych włoskich reżyserów, autor "Dziennika intymnego" i politycznego "Kajmana", wcześniej sam opowiedział o bólu po stracie najbliższej osoby. Za "Pokój syna" dostał w Cannes w 2001 roku Złotą Palmę. - Niełatwo jest zaakceptować śmierć. Zwłaszcza jeśli nie wierzy się w życie pozagrobowe, kiedy się uważa, że wszystko, co najważniejsze, toczy się tu i teraz – mówi. – Ja sam panicznie boję się o swoich bliskich. A przecież w filmach opowiadamy także o własnych lękach.
[srodtytul]Aktorski popis reżysera[/srodtytul] Moretti, który napisał na podstawie "Cichego chaosu" scenariusz filmu, zapewnia, że od początku interesowała go główna rola Pietro Paladiniego. - Znamy się z Nannim od blisko 30 lat – powiedział mi reżyser Antonio Grimaldi. – Współpracowaliśmy kilkakrotnie, dwa lata temu zagrałem w jego "Kajmanie". Teraz Nanni gra u mnie. Producenci proponowali mu reżyserowanie "Cichego chaosu", ale nie chciał. Potem, na planie, był szczęśliwy, że nie musi się martwić o całość filmu, o harmonogram pracy czy budżet, że może się skupić wyłącznie na kreowanej postaci. Nanni Moretti nie jest jedynym reżyserem, który pojawia się w "Cichym chaosie". Jako szef wielkiego koncernu wystąpił Roman Polański. - Potrzebowaliśmy do tej roli człowieka o silnej osobowości – przyznaje Grimaldi. – Pomyślałem, że to nie powinien być aktor, lecz światowej klasy reżyser. Ktoś, kto onieśmieli Nanniego sławą i renomą, a jednocześnie będzie chciał i umiał zagrać. Od razu szukałem poza Włochami. Na mojej krótkiej liście znalazły się trzy nazwiska. Polański był na topie, ale wiedziałem, że nie będzie łatwo go zdobyć. Większą część filmu mieliśmy nakręconą, wysłałem mu więc wstępnie zmontowany materiał – godzinę i 40 minut. Obejrzał i natychmiast się zgodził. Poza Polańskim w epizodycznej roli wystąpiła też polska modelka i aktorka Kasia Smutniak. Pokazany na festiwalu w Berlinie "Cichy chaos" zyskał dobre recenzje w światowej prasie. "Pięknie i płynnie opowiedziany film, dotykający z wielkim zrozumieniem i ciepłem tematu bólu po śmierci bliskiej osoby" – pisał Jay Weissberg z "Varierty". A.O. Scott, krytyk "New York Timesa", zwracał uwagę na znakomitą grę Nanniego Morettiego. Natomiast we Włoszech burzę wywołała mocna scena seksu. Protestowali dziennikarze katoliccy związani z Watykanem. Na głowę Grimaldiego posypały się nawet oskarżenia o epatowanie pornografią. - Prasa zawsze szuka skandalu – wyjaśnia Moretti. – I często najgłośniej krzyczą ci, którzy nawet filmu nie widzieli. - We Włoszech Kościół jest bardzo silny, a dla księży seks musi się kończyć na porodówce – dodaje Grimaldi. – Tymczasem ta scena musiała się pojawić w filmie. Nagle i niespodziewanie jak w książce. Zrezygnowaliśmy z romantycznej oprawy, nie ma tu romansu. Chcieliśmy pokazać parę, którą niewiele łączy i nic więcej nie połączy. Ale ten gwałtowny seks staje się początkiem procesu terapii Pietra, który zaczyna wychodzić ze swojego kokonu. Także kobieta powoli otrząsa się ze swojej traumy. Zdobywa się na odwagę, by pozbyć się męża i kochanka, którzy ją zawiedli. [srodtytul]Bez ryzyka nie ma sztuki [/srodtytul] "Cichy chaos" jest pierwszym od siedmiu lat filmem, jaki zrealizował Antonio Grimaldi. - Kinematografia włoska od dawna pogrążona jest w kryzysie. Brakuje nam pieniędzy, ale przede wszystkim odwagi zarówno producentów, jak i dystrybutorów, by wspierać ambitne projekty. Udało mi się zrobić "Cichy chaos", bo miał kilka atutów – stały za nim bestsellerowa książka, istotny temat, a wreszcie Nanni Moretti, z którym Włosi się liczą. Dzisiaj jednak ważne dzieła częściej można spotkać w telewizji niż w kinie. Ale mam nadzieję, że kiedyś, na przekór prawom rynku, dojdziemy do tego, by ciekawymi obrazami oddać hołd wspaniałej tradycji kina włoskiego. I ryzykować, bo bez tego nie ma sztuki. [ramka][b]Antonio Luigi Grimaldi[/b] - reżyser, aktor, producent, urodził się 14 sierpnia 1955 r. w Sassari, we Włoszech. Jako amodzielny reżyser zadebiutował filmem „Nulla ci puo fermare" w 1985 r., potem pracował głównie dla telewizji. Jego „Cichy chaos" dostał 18 nominacji do włoskich nagród Donatello. Grimaldi jest też aktorem, zagrał m.in. w „Kajmanie" Nannie-go Morettiego. Obecnie kończy film „Duo mamme di troppo".[/ramka] [ramka] [srodtytul]Recenzja[/srodtytul] Plaża. Mężczyzna ratuje życie tonącej kobiecie. Wraca do domu i sam przeżywa tragedię. Jego żona zmarła, córeczka jest w szoku. W jednej chwili życie Pietra zmienia się diametralnie. Zapracowany biznesmen wpada w obsesję. Odprowadza córkę do szkoły i żeby się z nią nie rozstawać, siedzi godzinami na skwerku. Powoli wrasta w krajobraz okolicy. Uśmiecha się do dziewczyny wyprowadzającej psy, odwiedza w domu samotnego wdowca, bawi się z opóźnionym w rozwoju dzieckiem, zaprzyjaźnia z właścicielem baru. Nanni Moretti raz już, w "Pokoju syna", opowiedział o straszliwym bólu po śmierci bliskiej osoby. Teraz, grając w filmie Antonio Grimaldiego, wraca do tego tematu. Pietro z "Cichego chaosu", podobnie jak psychiatra z "Pokoju syna", powoli zrozumie, jak silne jest życie. Zacznie pokonywać tragedię. Ale zatrzymanie się w biegu sprawi, że odkryje wartości dotąd mu nieznane. Świat córki, własnej rodziny i zwykłych ludzi, także tych słabszych, samotnych, których przedtem rzadko spotykał na swojej drodze. Może odtąd będzie żył uważniej? W filmie Antonio Grimaldiego – ekranizacji powieści Sandra Veronesi – Pietro całkowicie opanowuje ekran. Jest niemal w każdej scenie, jego ból przenika tę opowieść, jego oczami patrzymy na rzeczywistość. I nie byłoby tego filmu bez Nanniego Morettiego, który stara się grać chłodno i z dystansem. Niby nie okazuje uczuć, a przecież widz czuje jego lęk i kibicuje próbom urządzenia życia od nowa. Ciekawy i mądry film. - Barbara Hollender[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL