Publicystyka

Pyrrusowe zwycięstwo prezydent Warszawy

Egzekucja prawa wobec kupców odbyła się w drodze bezprawia – pisze publicysta
Fotorzepa, Darek Golik
Co osiągnęła swym sukcesem w egzekwowaniu prawa Hanna Gronkiewicz–Waltz? Kupcy stracili firmy, zatrudniani przez nich ludzie pracę, warszawiacy popularny sklep. Tylko dla pustego „triumfu prawa”. Warto było? – pyta publicysta „Rzeczpospolitej”
[b][link=http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2009/07/22/349/" "target=_blank]Skomentuj[/link][/b]
Brutalna egzekucja wyroku nakazującego kupcom ze spółki KDT opuszczenie hali na warszawskim placu Defilad, wzbudziła namiętne spory. Trudno oprzeć się wzburzeniu, gdy się widzi bite kobiety, ludzi oślepionych gazem, policjantów z pałkami szarżujących na przechodniów. Kto jest winien? Zdaniem jednych policja i wynajęci przez komornika ochroniarze, którzy natychmiast po zjawieniu się na miejscu brutalnie zaatakowali blokujących wejście kupców i pracowników Kupieckich Domów Towarowych.
[wyimek]Jeśli mamy stawiać prawo ponad wszystko, to nie można nie zauważyć, iż egzekucja prawa wobec kupców odbyła się w drodze bezprawia[/wyimek] Drudzy podkreślają zaś, że komornik działał na mocy prawomocnego wyroku, i zarzucają kupcom, iż celowo dążyli do zamieszek, używając kobiet i dzieci w charakterze żywych tarcz. Jak zwykle w takich razach nie sposób ustalić, komu pierwszemu puściły nerwy, kto pierwszy użył gazu, a kto rzucił kamieniem. [srodtytul]Ślepy rygoryzm[/srodtytul] Pani prezydent Warszawy i jej urzędnicy starają się zredukować całą sprawę do sporu prawnego: był wyrok sądu, więc trzeba go było wykonać, i nie ma dyskusji. Nie zgadzam się z argumentacją opartą na takim ślepym prawniczym rygoryzmie. Prawo oczywiście powinno być szanowane. Ale stosowanie prawa tylko wobec niektórych (a każdy przyzna, że stanowczość okazana wobec kupców jest w III RP wyjątkiem, nie regułą) bynajmniej nie uczy obywateli szacunku dla niego, a wręcz przeciwnie. Nie każdy wyrok sądu jest sprawiedliwy (niektóre przecież ulegają kasacji) i są sytuacje, gdy w imię interesu społecznego mądrzej byłoby się od egzekwowania wyroku powstrzymać. Spór o KDT do takich właśnie należał. Zresztą, jeśli mamy stawiać prawo ponad wszystko, to nie można nie zauważyć, iż egzekucja prawa wobec kupców odbyła się w drodze bezprawia. Komornik może wprawdzie ustanawiać pomocników przy egzekucji, ale nie wolno im używać przemocy. W cywilizowanym państwie przemocy wolno używać tylko policji. Firma ochroniarska wynajęta przez komornika (za czyje pieniądze? na jakiej podstawie prawnej?) nie miała prawa „wyręczać” policji w pałowaniu i spryskiwaniu gazem obywateli. [srodtytul]Po co usunięto kupców[/srodtytul] Zwolennicy Hanny Gronkiewicz-Waltz odpowiadają na to, że trzeba było wynająć ochroniarzy, bo policja ponoć odmówiła (co też narusza prawo) umożliwienia komornikowi wykonywania jego powinności. Wygląda na to, że kupcy padli ofiarą wewnątrzpartyjnego sporu w Platformie Obywatelskiej. Prezydent Warszawy parła za wszelką cenę do eksmisji, minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna był temu przeciwny. Pierwsza miała po swojej stronie prawo, drugi bez wątpienia wykazał więcej politycznego rozumu. Apologeci brutalnej egzekucji argumentują, że miasto i tak wykazało wiele cierpliwości, bo sądowy termin eksmisji upłynął już pół roku temu. Odwrócę ten argument: ile czasu upłynie teraz, zanim w miejscu hali KDT, po jej zapowiadanej rozbiórce, cokolwiek się zacznie dziać? Otóż co najmniej kilka lat. Stacja metra, która ma tu powstać, jest w fazie projektów – formalności niezbędne, by budowa mogła ruszyć, zajmą jeszcze wiele, wiele miesięcy. A zanim nie powstanie metro, na pewno nie ruszy budowa zapowiadanego muzeum sztuki nowoczesnej. Nie istniała więc żadna pilna przyczyna, by za wszelką cenę usuwać kupców jak najszybciej. Tym bardziej że po wielu latach sporów kupcy przystali na kolejną z oferowanych im propozycji lokalizacji nowej hali (nie potępiałbym ich za to, że wcześniej odrzucili wiele innych; mało który warszawiak wie, gdzie jest np. Annopol, nie mówiąc już o gotowości pojechania tam na zakupy). Działka przy ulicy Okopowej jest pusta, teoretycznie można by zacząć tam budować nową halę KDT już dziś, ale miasto, powołując się na kwestie proceduralne, godzi się, aby zbudowano ją dopiero w roku 2012. Dlaczego? [srodtytul]Władza powinna wspierać kupców[/srodtytul] Nawet mając w ręku korzystny dla siebie wyrok, miasto nie musiało występować o egzekucję – prawo przewiduje przecież możliwość jej odroczenia. Można było przyspieszyć budowę nowego pawilonu i ścierpieć istnienie blaszaka jeszcze przez kilka miesięcy, skoro stał tam już dziesięć lat. Za takim postępowaniem przemawiał dobrze rozumiany społeczny interes. Po pierwsze KDT był źródłem utrzymania dla ponad 2,5 tysiąca ludzi. Był przy tym przedsięwzięciem wspólnym drobnych, rodzimych przedsiębiorców, jakich rozsądek nakazuje ze wszystkich sił wspierać i jakich w krajach zachodnich władza wspiera na rozmaite sposoby. Po drugie KDT był realną i wygodną dla warszawiaków konkurencją wobec drogich galerii handlowych. A co osiągnęła swym sukcesem w egzekwowaniu prawa pani prezydent? Kupcy stracili firmy, zatrudniani przez nich ludzie pracę, warszawiacy popularny sklep, kilkudziesięciu ludzi poturbowano, nie wspominając o kosztach finansowych. Tylko dla pustego „triumfu prawa”. Warto było? Powtórzę: plac boju i tak będzie teraz przez parę lat straszyć pustką. Kompromis z kupcami był możliwy, niedaleki i przyniósłby korzyść wszystkim. Prezydent Warszawy tymczasem dążyła z determinacją do usunięcia kupców z centrum. Postawiła na swoim – ale właściwie po co? Dla pokazania, kto tu rządzi, czy pod wpływem jakiegoś lobbingu? Obie możliwości jednakowo zasługują na zdecydowane potępienie. [ramka][b]pisał w „rz”[/b] Dominik Zdort [link=http://www.rp.pl/artykul/338045.html]Koniec anarchii w centrum Warszawy [/link] 22 lipca 2009[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL