Muzyka

Sopot wraca do Wagnera

„Złoto Renu” zaskoczyło wysokim poziomem muzycznym
Fotorzepa, Piotr Wittman Piotr Wittman
Świetny koncert przypomniał o dawnych festiwalach, którymi ta scena zasłynęła w Europie
Poniedziałkowe „Złoto Renu” reklamowano jako „The New International Sopot Wagner Festival”. Nazwa atrakcyjna, ale zdecydowanie na wyrost. Chodziło przecież o jednorazową prezentację pierwszej części „Pierścienia Nibelunga” i to jedynie w wersji koncertowej. A przecież w latach 20. i 30. ubiegłego wieku, gdy do Opery Leśnej ściągały tysiące widzów z Europy, dramaty Richarda Wagnera prezentowano nie tylko w niezwykłej scenerii plenerowej, ale i w starannym kształcie inscenizacyjnym.
„Złoto Renu” świetnie wpisało się jednak w obchody stulecia Opery Leśnej. Kiedy w 1909 r. burmistrz Sopotu Max Woldmann postanowił zbudować plenerową scenę, potrzebował zaledwie trzech miesięcy. Podobny entuzjazm przejawili organizatorzy tego koncertu. W ciągu niespełna dwóch miesięcy stworzyli orkiestrę z muzyków z całej Polski oraz pozyskali śpiewaków, którzy występują na wielu scenach świata. Magia Opery Leśnej wciąż działa i nie zawdzięcza tego gwiazdom muzyki pop, które dawały tu show w czasach PRL. Natomiast wielu najlepszych współczesnych muzyków i śpiewaków chętnie godzi się na występ w miejscu opromienionym legendą dawnych wagnerowskich festiwali. Niektórzy zrezygnowali więc ze swych wcześniejszych wakacyjnych planów i przyjechali do Sopotu.
Szczególnymi względami kierował się brytyjski dyrygent o polskich korzeniach Jan Latham Koenig. Jego matka, mieszkająca przed II wojną światową w Gdańsku, po raz pierwszy była w Operze Leśnej na „Walkirii” w 1935 roku. Teraz przyjechała , by zobaczyć, jak jej syn prowadzi orkiestrę. W ciągu kilku tygodni z ponad 80 muzyków trudno stworzyć precyzyjny organizm, ale mimo paru brzmieniowych niedociągnięć, muzyka Wagnera zyskała wyrazistą dramaturgię. Rzecz tym bardziej godna podkreślenia, że „Złoto Renu” zostało zaprezentowane w Operze Leśnej tak jak dawniej – bez nagłośnienia. „Złoto Renu” wymaga udziału aż 14 solistów. Niektórzy mają, co prawda, niewiele do zaśpiewania, razem jednak muszą tworzyć zespół. Koncert miał naprawdę zaskakująco wysoki i wyrównany poziom wokalny, choć trzeba wyróżnić dwóch tenorów: Amerykanina Jeffa Martina (Loge), Szweda Niklasa Björlinga Rygerta (Mime), islandzkiego basa Kristinna Sigmundssona (Fasolt), Aleksandrę Chacińską (Freia), a przede wszystkim śpiewającego na stałe w Niemczech Tomasza Koniecznego, który stworzył wspaniałą kreację jako Alberich. Pozostaje pytanie, czy Wagner grywany dziś w Operze Leśnej może liczyć na frekwencyjny sukces. „Złota Renu” wysłuchało i entuzjastycznie przyjęło 2 tysiące widzów. Jak na koncert organizowany w pośpiechu i bez nadmiernej reklamy – to niemało, mimo że sopocka widownia zapełniona była mniej więcej w połowie. Stanisław Daniel Kotliński, szef agencji Syrinx, zapowiada więc na przyszły rok „Walkirię”, jednak w sopockim Domu Zdrojowym, a nie w Operze Leśnej, która po wakacjach rozpocznie remont. Co będzie dalej, nie wiadomo. Droga do reaktywacji festiwali wagnerowskich jest daleka. podyskutuj z autorem [mail=j.marczynski@rp.pl]j.marczynski@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL