Kraj

Dziś nawet bunt to komercja

W połowie lat 80. słuchacze nagrywali występy artystów w Jarocinie na kasety magnetofo-nowe
Forum, Krzysztof Wójcik
Festiwal w Jarocinie ćwierć wieku temu był okazją do kontestacji. Czy teraz to tylko wielki festyn?
Jarocin 1984. W Polsce puste półki i powolna agonia systemu. W Jarocinie festiwal-legenda. Porywające koncerty Dezertera, Sedesu, a wśród laureatów m.in. punkowa Prowokacja, Siekiera i Moskwa. Pod sceną pogująca publiczność.
[wyimek]Wczoraj stałem w kolejce po żeton, a potem w jeszcze jednej, żeby go zamienić na piwo – skarży się jeden z uczestników[/wyimek] Jarocin 2009. Prócz konkursu występy wielkich gwiazd, nie tylko z Polski – Acid Drinkers, Armia, New Model Army, Kazik na Żywo. Niektóre z nich pamiętają jeszcze festiwale z lat 80. Dwie wielkie imprezy, ale czy dwa różne światy?
[ramka] [i]Nie mogę niczego dokonać, bo ktoś mi się patrzy w oczy Nic nie mogę zrobić, bo ktoś mi się patrzy na ręce Wokół pełno ludzi, którzy chcą utrudnić mi życie Każdy z nich złośliwie staje mi na drodze, przeszkadza mi w życiu[/i] Sedes, „Wszyscy pokutujemy”[/ramka] Rok 1984. Przez kilka dni małe miasteczko w Wielkopolsce przeżywało prawdziwe oblężenie. „Punki, rastafarianie, garść hippisujących nastolatków. Zjechali do Jarocina przedstawiciele niemal wszystkich ruchów młodzieżowej subkultury” – pisała „Gazeta Młodych”. Ile było osób – dokładnie nie wiadomo. Sporo spało pod chmurką. Wszyscy byli jednak zgodni – to był najlepszy festiwal w historii. – Punkowcy systematycznie powiększali plac do tańca. Ochrona zabawiała się wyławianiem gorzej tańczących osobników. Powalenie na ziemię jednym ciosem piąchy było karą za mylenie kroków – wspomina na swojej stronie internetowej Buoli Punk. A wszystko w tumanach kurzu tak wielkich, że lider zespołu Dezerter zmuszony był prosić strażaków o polanie placu dla widowni. [ramka] [i]Żadnej satysfakcji, za dużo frustracji Oto obraz mojej generacji Żadnego celu, żadnej przyszłości Żadnej nadziei, żadnej wolności[/i] Dezerter, „Poroniona generacja”[/ramka] Rok 2009. Przyjechało ok. 10 tys. osób. Snują się grupami po ulicy albo obsiadają krawężniki. Wokół walają się butelki po piwie i tanim winie. Na ogrodzonym polu namiotowym z krzesełek podrywają się ubrani na czarno ochroniarze. Sprawdzają plecaki wracających z miasta. Dla obcych wstęp tylko za zgodą kierownika. Na placu kilkaset namiotów, ale ścisku nie ma. Obok rząd przenośnych toalet i długa rynna z kranami. I jeszcze buda. Kartka informuje, że można tu doładować komórkę. Pobyt na polu kosztuje tylko 20 zł. Ale sporo osób woli inaczej. Rozbijają namioty na parkingu albo nocują w samochodzie (auta stoją jedno przy drugim – volkswageny, renault, jest nawet mercedes). – Tu jesteśmy w kupie, a kupy nikt nie ruszy. Na polu patrzą ci na ręce. Podobno nawet alkoholu nie można wnosić – mówi Marek (22 lata). Przyjechał z kolegami ze Śląska. Część z nich się uczy, część pracuje. – To chyba nie jesteście takim pokoleniem bez przyszłości – żartuję. – Po studiach mogę zostać nauczycielem, więc chyba jednak tak – uśmiecha się Marek. [ramka][i]Patrzę na wasze krzywe mordy Otępione i bezmyślne Puste twarze i sumienie Utopione w alkoholu Narkotyczne paranoje Poklejone myśli[/i] Dezerter, „Tworzycie nowy system”[/ramka] – Co mam ci powiedzieć, jak jestem najeb... – „Andrew” pociąga piwo z butelki. Ma 44 lata. Do Jarocina przyjeżdża od ponad 20. Był tutaj także w 1984. – Wtedy to mieliśmy jazdę. Wolność była i bunt – cedzi. „Znicz” jest trochę młodszy. Ale świetnie pamięta stare festiwale. – Nie miałem nawet całego namiotu. Żeby mi się to wszystko w kupie trzymało, wbijałem w ziemię gwoździe – opowiada. – A tak w ogóle to byłem odpowiedzialny za spirytus i kompot. Ale taki normalny – z wiśni albo czereśni... Z domu wszystko przywoziłem, bo tu nic nie było. Teraz na sąsiedniej ulicy otwarte są dwa sklepy. Pod każdym pełno ludzi. Co chwilę ktoś tłumaczy, że potrzebuje trochę kasy. Na piwo albo prom kosmiczny. Wchodzę do większego sklepu. Za ladą cztery panie w białych fartuchach. Przed nimi butelka taniej nalewki i dwaj długowłosi chłopcy, którzy skrzętnie liczą dziesięcio- i dwudziestogroszówki. – Jest festiwal, więc interes się kręci. Nie tylko tacy tutaj przychodzą. Czasem to i finlandię sprzedajemy – tłumaczy szeptem jedna z pań. [ramka] [i]Nikt się nie buntuje Każdy pracuje Ogląda telewizję Bo to przecież jest Jest jak jest, jest jak jest[/i] Prowokacja, „Jest jak jest”[/ramka] Karol ma 40 lat, wytatuowane ramiona i czub na głowie. Ubrany jest w czarną koszulkę grupy Babayaga Ojo. – To nasza kapela. W latach 80. graliśmy w Jarocinie. Istniejemy do dzisiaj – wyjaśnia. Na festiwal przyjechał z 11-letnim synem. Chłopiec wygląda trochę jak jego pomniejszona kopia. Też ma czarną koszulkę – tyle że nie Babayagi, lecz zespołu Włochaty – oraz irokeza. – Ale to tylko na festiwal, bo w szkole bym tak chodzić nie mógł – zastrzega. Karol jest w Jarocinie trochę z sentymentu, a trochę po to, żeby spotkać starych kumpli. Nie kryje jednak rozczarowania. – Wczoraj musiałem stanąć w kolejce po żeton, a potem w jeszcze jednej kolejce, żeby ten żeton zamienić na piwo. To już wolałem, jak 25 lat temu w całej okolicy obowiązywała prohibicja, a my staraliśmy się dotrzeć na jakąś metę i kupić coś do wypicia – opowiada. O festiwalu z 1984 r. mówi, że był wyjątkowy. – Ale nie tylko ze względu na muzykę. Tutaj byli świetni ludzie, a na zewnątrz świat – szary i brzydki. A teraz? Nawet tutaj wszystko jest podane na tacy. Ten festiwal to właściwie kolejny festyn – macha ręką. – Ale przecież ty też się zmieniłeś. Coś tam w życiu chyba robisz? – dopytuję. – No tak... Nawet nasza Babayaga o tym śpiewa. Johnny Rotten mówił: „No Future”, że nie ma przyszłości. Ale gdy człowiek się starzeje, zakłada rodzinę, trudno mu tak myśleć. Prowadzę firmę, duże maszyny budowlane... „destroy”. Coś więc z tego wszystkiego zostało... [ramka][i]Rusza pierwszy oddział ślepych Karły, kundle dobrze jest Naprzód, ognia, zabić, zgnieść Dobrze jest, dobrze jest[/i] Siekiera, „Fala”[/ramka] – Słyszeliście to? – Igor (ok. 30 lat) gramoli się przez płot oddzielający dziki parking od drogi, która prowadzi pod małą scenę. – Gra już chyba ósmy zespół, a jeden od drugiego trudno odróżnić. Jakaś kobieta śpiewa, klawisze... Spod sceny dobiega głos prowadzącego. Pada nazwa grupy i numer, pod który należy wysłać esemesa. W ten sposób publiczność może wybrać swojego faworyta. – O pogo zapomnij. Wszyscy grzecznie się kołyszą. Komercja – macha ręką Igor. – A mnie się tu podoba. – Sebastian (32 lata) odgarnia długie włosy. – Był świetny Acid Drinkers, KNŻ się reaktywował, Armia nie zapomina o utworach Siekiery. Jest czego posłuchać – podkreśla. – Jarocin to nigdy nie był festiwal typowo punkowy. Stawiał na różnorodność. Lepsza atmosfera jest pewnie na Woodstocku, ale przecież Jarocin to legenda. Irytuje go tylko jedno. – Nazjeżdżało się mnóstwo dzieciaków. Popatrz tylko na ich głowy. Podgolili się, a skóra biała. Widać, że maszynkę złapali kilka dni temu, nawet się opalić nie zdążyli – śmieje się. Kamil i Mateusz przyjechali z Nysy. Pierwszy ma 18 lat, drugi 14. Kamil ubrany jest w poszarpane spodnie w paski, glany i koszulkę z napisem „No Future”. Mateusz ma na głowie ogromnego irokeza, a w dolnej wardze ćwieka. – To specjalnie na festiwal? A może po szkole też tak chodzisz? – dopytuję. – On nie chodzi do szkoły. Nie chce mu się – odpowiada za kolegę Kamil. [ramka][i]Moje myśli, moje czyny legły w gruzach Nie potrzeba bohatera – świat się zmienia Więc umrzyj dla świata, by narodzić się na nowo Bez defektów[/i] Moskwa, „Samobójstwa”[/ramka] Rynek w Jarocinie, na ławkach mieszkańcy. – Kiedyś to się gonili, a teraz patrz pan. Spokój. Nie biją się, nie wrzeszczą, czasem tylko butelka jakaś się potoczy. A my mamy na co popatrzeć – śmieje się pan Wiktor. – Dla handlowców to okazja, by zarobić. Festiwal nigdy nie był tu utrapieniem – podkreśla burmistrz Adam Pawlicki. Ma 44 lata. – Czy się zmienił? Pewnie tak. Ale każda impreza miała wspólną cechę – zawsze była tu dobra, świeża muzyka – ocenia. – Młodzi potrzebują buntu. Ale bunt sprzed lat i bunt obecny to dwa różne światy. W latach 80. bunt był dużo mniej uładzony, a nawet niebezpieczny. Stawiał poza nawiasem oficjalnie uznanej kultury. Dziś bunt się skomercjalizował. Stał się elementem kultury. Bycie na „offie” jest modne – twierdzi dr Norbert Maliszewski, psycholog społeczny. [i]Cytaty z piosenek z festiwalu w 1984 r.[/i] [ramka][b]Tegoroczni wygrani[/b] Konkurs młodych zespołów wygrała warszawska grupa Rotofobia, która wykonuje muzykę zaliczaną do nurtu indie rock. Nagrodę publiczności otrzymał punk-rockowy zespół Holden Avenue z Wrocławia. Jurorzy wyróżnili także Plug & Play z Lublina, The Washing Machine z Łodzi oraz Wilson Square z Warszawy. [i]—zal[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL