Kraj

Pałac na zapomnianym mieście

1945 rok. Zdjęcie lotnicze ukazuje skalę zniszczeń w ścisłym centrum miasta. Kolorem czerwonym zaznaczyliśmy obszar, na którym dziś stoi PKiN. Jak widać na fotografii, pod kilofem padły również budynki, które nie zostały zniszczone w trakcie działań wojennych
Rzeczpospolita
22 lipca 1955 roku otwarto podwoje Pałacu Kultury i Nauki imienia Józefa Stalina. Czy ktoś tego chciał, czy nie, największy obiekt w Warszawie stał się szybko jej symbolem. O pożartych przez niego ulicach prawie nikt już nie pamięta
5 kwietnia 2012 mija 60 lat od podpisania polsko-radzieckiej umowy o budowie Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Przypominamy tekst z Życia Warszawy z 2009 roku
Kto dziś wie, że w miejscu, gdzie wzniesiono 230-metrowego kolosa, było morze ruin? Podobno rozebrano pod niego 200 domów i to, co z nich pozostało. Dziś, spacerując wokół pałacu, natknąć się można na zapomniane tablice wmurowane w bruk: „Tu była ulica...” albo „Tu było skrzyżowanie...”. O tym, że ulice te powinny zniknąć, myślano już pod koniec lat 40. Na wizualizacjach urbaniści rysowali w ich miejsce nieokreśloną wieżę, mającą być jednym z architektonicznych akcentów miasta. Kiedy powstała idea jej wzniesienia, trudno powiedzieć, w każdym razie zmaterializowała się jako Pałac Kultury. Po latach napisano, iż był on „darem narodu radzieckiego“, którego pomysłodawcą oczywiście jawił się sam generalissimus Stalin.

Ten straszny Karl

Na zdjęciu lotniczym z 1945 roku widać, że niektóre domy wokół PKiN przypominały górę gruzów. Tymczasem podczas powstania walk tam w zasadzie nie było, tylko czasami leciały bomby. Niestety, spadały też olbrzymie pociski z moździerza typu Karl 040 ustawionego koło parku Sowińskiego na Woli. W każdym było 400 kilogramów trotylu. Jeden uderzył w Prudential (dziś nieczynny hotel Warszawa) i wybuchł, drugi oraz trzeci spadły na Adrię przy Moniuszki (tam, gdzie dziś jest PZU) oraz na budynek koło Pasty. I nie eksplodowały, bo ich zapalniki były przystosowane do rozbijania żelbetowych budowli, a nie domów mieszkalnych. Ale istnieją też przekazy, że pociski wybuchły koło dzisiejszego Pałacu Kultury, w rejonie Siennej, Pańskiej i Śliskiej (niemal całkowicie wyburzonej po stronie parzystej i nieparzystej). Wiemy także, że jeden, 18 sierpnia 1944 roku, zniszczył oficynę przy Marszałkowskiej 127, między Moniuszki a Sienkiewicza, ale po stronie PKiN. Jak napisała do „Życia Warszawy“ mieszkająca tam pani Barbara Kempler, zginęło wtedy prawie 60 osób. Cały ten zdemolowany obszar był zamieszkały po 1945 roku, choć specjalnie nie inwestowano w odbudowę domów.

Gdzie jest Wielka?

Pałac wzniesiono w kwadracie między Marszałkowską i Alejami Jerozolimskimi a Emilii Plater, której wówczas koło PKiN nie było (przebito ją w trakcie budowy), oraz Świętokrzyską, która wtedy kończyła się tuż za Marszałkowską i potem przedłużono ją do Prostej. Pod pałacem znalazły się Pańska, Śliska i Sienna, spory odcinek Zielnej, idącej równolegle do Marszałkowskiej, oraz Wielkiej. A tej już w ogóle nie ma. Obie ulice były mniej więcej na wysokości Kupieckich Domów Towarowych. Plac Defilad wraz z otaczającymi PKiN parkiem i zieleńcami zaburzył okoliczny teren. Na przykład Chmielna i Złota mają dziś po dwa odcinki. Ta ostatnia dochodzi do Marszałkowskiej i kończy się numerem 11, a potem za pałacem zaczyna od numeru 44. Z kolei pozostałe po wyburzeniach odcinki Pańskiej i Śliskiej dostały nową numerację, zaczynającą się od 1 – tuż za Emilii Plater. Ciekawe, że na zachód od tej ostatniej ulicy były jeszcze dwie, równoległe, a teraz kompletnie zapomniane ulice. To Komitetowa oraz Sosnowa. Dziś są tam podwórka oraz przejścia, a tabliczki z nazwami zniknęły podobnie jak numeracja. Sosnowa umarła stosunkowo niedawno, zabudowana nowoczesnymi wysokościowcami. Przy Alejach Jerozolimskich zniknął też przedwojenny Dworzec Główny oraz stara zabudowa linii warszawsko-wiedeńskiej wraz z antyczną parowozownią. Wyburzono także wiele ciekawych domów nadających się do odbudowy, gdyż ze zdjęć lotniczych wynika, że były tylko wypalone, niektóre tylko częściowo. Wiele z nich miało oryginalną architekturę, ale ocalała ikonografia tego rejonu jest dziś stosunkowo uboga i trudno się o tym przekonać.

Starożytny Egipt

W 1955 roku, gdy szedłem do szkoły, usłyszałem przez radio triumfalną wiadomość: „Dziś wciągnięto kulę na szczyt Pałacu Kultury”. Całe miasto żyło wtedy budową tej wieży, choć u co wrażliwszych „tortowa” architektura wzbudzała wątpliwości. Podkpiwano z niej, a nawet jej nienawidzono, tymczasem dziś co drugi zagraniczny turysta lądujący na Okęciu pyta: Gdzie jest Pałac Kultury? Nie przepadam za tym molochem, ale rozmawiałem z wieloma przybyszami, bardziej i mniej wybrednymi. To, co powiedzieli, brzmi obrazoburczo. Ich zdaniem – takich Starówek i Wilanowów pełno jest w Europie, a Pałac jest tylko jeden. Żeby obejrzeć podobny, trzeba jechać aż do Moskwy. Niestety PKiN wiązał się – jak wspomnieliśmy na początku – ze Stalinem. I wzorem starożytnych Egipcjan skuwających ślady po znienawidzonych faraonach tak i u nas w ruch poszły młotki. Zmienił się napis nad wejściem i zniknęło nazwisko „ojca” całego projektu. Takoż i na jednej z rzeźb – w księdze, która trzyma robotnik – zostały nazwiska Marksa, Engelsa i Lenina, nie ma już Stalina. A co mamy z Pałacu Kultury i Nauki? Niewiele kultury, jeszcze mniej nauki, za to od 2000 roku gigantyczny zegar, widoczny z całego miasta.
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL