Ekonomia

Rok z życia mężczyzny

Po przegranym meczu ze Słowacją w Bratysławie (1:2) w eliminacjach MŚ 2010
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Euzebiusz Smolarek, najlepszy polski piłkarz ostatnich lat, wciąż szuka klubu, w którym miałby szansę grać. Gdzie on chce, tam nie chcą jego. A czas ucieka
Koniec maja 2008 roku. Podwórko na Brzeskiej, na warszawskiej Pradze. Ebi Smolarek uśmiecha się na pytanie, czy nie pora wreszcie zacząć traktować go jak dorosłego, a nie – jak dotychczas – jak duże dziecko, które jeszcze na wszystko w futbolu ma czas. – Mały Ebi już nie jest taki mały, co? Podczas Euro 2012 będę miał 31 lat i będziecie mnie prosili, żebym podsumowywał karierę – żartuje, odgarniając włosy. Jest w świetnym humorze. Reprezentacja Polski zaczyna właśnie zgrupowanie przed Euro w Austrii i Szwajcarii. On znalazł się wśród piłkarzy, którym Leo Beenhakker dał jeszcze trochę wolnego na załatwienie swoich spraw. Rodzinnych, reklamowych itd. Na Brzeskiej Ebi gra w piłkę z dziećmi, finalistami konkursu organizowanego przez jego sponsora. Rozdaje autografy, ściska dłonie ważnych osób, które przyjechały tu dla niego. Przed nim kolejne spotkania i wywiady. Do mistrzostw Europy zostało dwa i pół tygodnia, w kraju już szaleje futbolowa gorączka i każdy chce wykorzystać fakt, że przyjechał Smolarek. Najbardziej lubiany reprezentant, najbardziej oblegany przez kibiców, odprowadzany maślanym wzrokiem przez dziewczyny. Trzy razy z rzędu wybierany piłkarzem roku w Polsce. Na liście najpopularniejszych sportowców – między Małyszem a Kubicą.
[srodtytul]Być sobą[/srodtytul] Pracował na tę sławę i sympatię od kilku lat. Na boisku – umiejętnościami piłkarza wychowanego do wielkiej gry przez Holendrów. Poza boiskiem – uśmiechem, bezpretensjonalnością i ujmującymi lapsusami chłopaka, który w Polsce spędził tylko sześć pierwszych lat życia, potem ruszył w świat szlakiem kariery ojca. Debiutował w kadrze już w 2002 roku, ale to eliminacje do Euro 2008 były przełomem. Strzelił w nich aż dziewięć goli. Nawet Cristiano Ronaldo miał mniej, a więcej tylko David Healy z Irlandii Północnej i Chorwat Eduardo da Silva. To Ebi zapewnił Polsce te mistrzostwa, ratując drużynę w obu meczach z Kazachstanem, strzelając dwa gole Portugalii, dwa Belgii w meczu pieczętującym awans. Każda jego bramka była ważna. Dzięki nim ze Smolarka juniora, syna słynnego Włodzimierza, 60-krotnego reprezentanta Polski i uczestnika dwóch mundiali, stał się wreszcie po prostu sobą. Piłkarzem z własną historią do opowiedzenia, coraz ciekawszą.
Im bliżej Euro, tym więcej było Ebiego. W reklamach, wywiadach, na zdjęciach. Telewizje śniadaniowe przepytywały nawet jego babcie, bo to im dedykował gole z Kazachstanem. Gazety drukowały fotoreportaże ze spacerów, podczas których pokazywał Polskę holenderskiej narzeczonej Thirzy van Giessen. Biznesowe magazyny pisały o jego planach budowy sieci hoteli pod wspólną marką Ebi Hotels. Pod względem atrakcyjności dla reklamodawców w kadrze przed Euro równać się z nim mógł jedynie trener Beenhakker. Żaden z piłkarzy nie, nawet Artur Boruc. Tylko na umowach reklamowych z Samsungiem, Pepsi i Pumą – a były i inne kontrakty – Smolarek zarobił przy okazji Euro 2008 3 miliony złotych. Dla porównania: przed mundialem w Korei i Japonii kadrowicze uzbierali wspólnie do podziału 4 miliony. Takiego bohatera, kochanego równie mocno przez kibiców, dziennikarzy i biznes, polski futbol nie miał od dawna. Przed mundialem w Korei i Japonii podobną gwiazdą mógł zostać Emmanuel Olisadebe, ale nie został, bo po polsku nie miał do powiedzenia nic, a i po angielsku niewiele. Przed MŚ w 2006 roku wszystkich przebijał popularnością Jerzy Dudek, ale do Niemiec go nie zabrali, bo trener uznał, że przyszłość należy do innych. Z Ebim w przededniu Euro 2008 było zupełnie inaczej. Od niego zaczynało się ustalanie składu kadry, do niego należała teraźniejszość i do niego miała należeć przyszłość. Od roku Smolarek grał w Racingu Santander, w swojej wymarzonej Primera Division. Dostał od klubu mieszkanie z widokiem na Zatokę Biskajską, coraz lepiej mówił po hiszpańsku. W którą stronę świata nie spojrzeć, widać było bezchmurne niebo. Ale tak miało być jeszcze tylko przez trzy tygodnie. [srodtytul]Od zera[/srodtytul] Spadał z bardzo wysoka i w zawrotnym tempie. Polska szybko odpadła z Euro, a on w ostatnim meczu był już tylko rezerwowym. Od Beenhakkera usłyszał, że jest jednym z tych, którzy podczas turnieju zawiedli najbardziej. Od wielu kibiców i dziennikarzy – że był w słabej formie, bo za dużo czasu poświęcał na reklamy i zarabianie pieniędzy, a za mało na treningi. W Polsce wciąż mocno trzyma się teoria, że jednego z drugim pogodzić się nie da. Jak sportowiec pokala się biznesem, to kłopoty murowane. Trochę to dziwne w kraju, który swoją futbolową wielkość przeżywał w latach 70., gdy podczas każdego zagranicznego wyjazdu reprezentacja zamieniała się w przedsiębiorstwo eksport-import. Ale na stereotypy nie ma rady i po Euro najdrożej zapłacił za to Smolarek. A najgorsze było ciągle przed nim. Okazało się, że do Santander nie ma po co wracać. Trener Marcelino, który ściągał go do Racingu, odszedł do Realu Saragossa, a nowy szkoleniowiec nie widział dla Ebiego miejsca w drużynie. Niedawny bohater musiał zaczynać od zera. W kadrze wrócił do punktu wyjścia z początku kadencji Beenhakkera, czyli miejsca na ławce rezerwowych. W Racingu, który jeszcze rok wcześniej zgodził się zapłacić za niego Borussii Dortmund 4,8 mln euro, stał się balastem. Klub uznał, że cztery gole w pierwszym sezonie to zdecydowanie poniżej oczekiwań, i zaczął w pośpiechu szukać kupca na Smolarka. Ebi jest najskuteczniejszym piłkarzem w drużynie Beenhakkera, dziesiątym na liście najskuteczniejszych w historii polskiej kadry, ale w klubach nigdy nie strzelał goli seryjnie. Ani w Feyenoordzie, którego jest wychowankiem, ani w Borussii, do której się przeniósł w 2005 r. za swoim ulubionym trenerem Bertem van Marwijkiem, dziś selekcjonerem reprezentacji Holandii. Tylko raz zdobył w sezonie ligowym więcej niż dziesięć bramek – 13 w Borussii. W Santander uznali, że Smolarek był kosztowną pomyłką. A gdy już stracili do Polaka serce, to odeszła im też ochota na spłacanie rat za jego transfer. Racing wciąż jest winien Borussii za Ebiego 2,5 mln euro, kilka tygodni temu szefowie obu klubów spotkali się w Barcelonie, by znaleźć jakieś rozwiązanie. Racing już rok temu planował, że sprzeda Polaka i będzie miał pieniądze na spłatę długu. Znalazł nawet wówczas chętnych we Francji: Toulouse FC, ale Ebi nie chciał tam pójść. Zgodził się odejść dopiero we wrześniu, gdy zgłosił się angielski Bolton. Tyle że do klubu z Premiership Polak został tylko wypożyczony na jeden sezon. To oznaczało, że Bolton na rok uwolni Racing od płacenia Ebiemu pensji, ale problem niespłaconego długu wobec Borussii pozostanie. Przed pięcioma dniami Smolarek wrócił do Santander. Okres wypożyczenia do Boltonu minął, Polak zameldował się na zbiórce piłkarzy Racingu. W przyszłym tygodniu wyjedzie z klubem na zgrupowanie do Niemiec. Ma jeszcze dwa lata kontraktu z Hiszpanami, ale prezes Racingu ciągle szuka na niego kupców. Chciałby odzyskać choć część pieniędzy wydanych na polskiego piłkarza, problem w tym, że wartość Smolarka mocno spadła po roku spędzonym w Boltonie. Ebi zagrał tam tylko raz w podstawowym składzie – przeciw Arsenalowi. Nie strzelił ani jednej bramki w lidze, na jedyną – w Pucharze Anglii – czekał aż do stycznia. Przez ostatnie miesiące grał tylko w rezerwach. Trener Gary Megson nie miał pomysłu na Ebiego. Próbował go nawet wystawiać jako samotnego napastnika – kruchego Smolarka przeciw dębom w polu karnym angielskich drużyn. Z równym powodzeniem mógł z niego zrobić obrońcę. Zemściło się też na Polaku to, że był bohaterem transakcji last minute, dwa dni przed zamknięciem okresu transferowego. Nie pracował z drużyną podczas przygotowań do sezonu, przeprowadzał się z Santander w pośpiechu. Aklimatyzacja dodatkowo się opóźniła, bo tuż po transferze zmarła mama Thirzy i Ebi dostał z klubu wolne, by być z narzeczoną. W Boltonie Smolarek zupełnie wypadł z rytmu, a dla takich piłkarzy jak on rytm jest wszystkim. Ebi to nie jest król treningów, jego mobilizuje stawka i zaufanie trenera. W Boltonie tego nie znalazł i nie zanosi się, że znajdzie w Santander. Niedawno zainteresowany Polakiem był Aris Saloniki, ale wybrał innego piłkarza, bo Smolarek ma, jak tłumaczą greccy dziennikarze, “skomplikowany status”. Chodzi o zamieszanie z niespłaconymi ratami dla Borussii. Pytają o Ebiego inne kluby, m.in. Rubin Kazań, ale na razie konkretów brak. Włodzimierz Smolarek nie chce się wypowiadać na temat ewentualnego transferu. – Ebi jest piłkarzem Racingu, okienko transferowe jest otwarte, nic więcej nie wiem. O ofercie z Kazania dowiaduję się od pana – mówi “Rz”. Ebi też nie komentuje na razie swojej sytuacji. Chce się skupić na treningach. Będzie do dyspozycji dziennikarzy, gdy przyjedzie na towarzyski mecz reprezentacji z Grecją w połowie sierpnia. Po mistrzostwach Europy był tak rozżalony krytyką, że ogłosił ciszę medialną, potem ją odwołał, ale wywiadów udziela tylko od święta. [srodtytul]Zaciągnięty hamulec[/srodtytul] To nie jest pierwszy kryzys w karierze Smolarka, ale poprzednie miały konkretną przyczynę: ciężka kontuzja kolana i walka o oczyszczenie, gdy kontrola antydopingowa wykryła u niego ślady substancji występującej w marihuanie, potem konflikt z trenerem Ruudem Gullittem w Feyenoordzie. Dzisiejsze turbulencje są inne. Przyszły, gdy się wydawało, że Ebi jest skazany na powodzenie. Nagle wszystko stanęło w miejscu. Najlepszy polski piłkarz szarpie się na uwięzi, na zaciągniętym hamulcu. Nawet plan budowy hoteli na razie został wstrzymany. Firma EBI Hospitality Management Group czeka na lepsze czasy. Były już wstępnie przygotowane dwa projekty, na południu i północy Polski, ale kryzys gospodarczy wymusił ostrożność. Ostrożność to w przypadku Ebiego słowo klucz. On niełatwo nawiązuje przyjaźnie, niechętnie zdradza swoje tajemnice. Grono zaufanych to rodzina i starzy przyjaciele z Rotterdamu i okolic. Ebi nie ma menedżera, polega w sprawie transferów na radach ojca. W interesach reprezentuje go jego ojciec chrzestny, przyjaciel rodziny Roman Cichy, biznesmen z Aleksandrowa Łódzkiego, skąd pochodzą Smolarkowie. – Ebi to Ebi – mawiają w reprezentacji. Ma swoje ścieżki. Beenhakker powtarza, że jeden Smolarek to dla drużyny świetnie, z pomieszczeniem dwóch już mogłaby mieć problem. Ich relacje są przedziwne. Znają się od lat, to Beenhakker jako trener Feyenoordu włączył Smolarka do pierwszej drużyny, ale w reprezentacji między nimi ciągle iskrzy. Poprzednie eliminacje Ebi zaczynał jako rezerwowy, dopiero potem golami zapewnił sobie nietykalność. A w obecnych eliminacjach do mundialu już dwa razy był przez Beenhakkera odsyłany na aut. W pierwszym meczu, ze Słowenią, nie wstał z ławki rezerwowych. W meczu z Irlandią Północną w Belfaście nie było go nawet na ławce, trafił na trybuny. Ale za każdym razem odpowiadał na te decyzje trenera golami. Jednym dającym prowadzenie w meczu z San Marino, jednym, który mógł dać zwycięstwo na Słowacji, gdyby nie zaćmienie Artura Boruca, a potem aż czterema w rewanżu z San Marino. I już jest w czwórce najskuteczniejszych piłkarzy europejskich eliminacji. Bo najgroźniejszy Ebi to Ebi podrażniony. Może wreszcie i w jakimś klubie uznają, że warto się o tym przekonać. [ramka][srodtytul]Euzebiusz Smolarek (1981) [/srodtytul] Pomocnik lub napastnik. W reprezentacji rozegrał 40 spotkań, zdobył 19 goli, uczestnik MŚ 2006 i Euro 2008. Zawodnik Spirit Ouderkerk, Feyenoordu Rotterdam (2000 – 2005, Puchar UEFA 2002), Borussii Dortmund (2005 – 2007), Racingu Santander (2007 – 2008), Boltonu Wanderers (od sierpnia 2008) i znów Racingu.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL