Świat

Kłopoty Zielonych z Mossadem

Konwencja Zielonych: Renate Künast i Jurgen Trittin
AFP
Przewodnicząca niemieckich Zielonych Renate Künast oskarżyła niemiecką organizację Stop the Bomb o to, że jest ramieniem Mossadu. Teraz grozi jej sprawa w sądzie.
Stop The Bomb to proizraelska organizacja pozarządowa, która walczy o to, by niemiecki rząd zerwał stosunki dyplomatyczne i handlowe z Iranem oraz poparł ostrzejsze sankcje przeciwko Teheranowi. Petycje organizacji w tej sprawie podpisało już wielu prominentów, w tym pisarka Elfriede Jelinek, znany historyk Michael Wolffsohn oraz szefowa Centralnej Rady Żydów w Niemczech Charlotte Knobloch. Na początku lipca członkowie organizacji urządzili pikietę przy wejściu do Bundestagu w Berlinie i prosili przechodzących posłów o podpis pod petycją. Jedną z nich była liderka Zielonych Renate Künast. Zamiast podpisać dokument, oskarżyła aktywistów o „przynależność do żydowskiego wywiadu”. – Wasza organizacja nie jest do końca koszerna. Jesteście częścią Mossadu – miała powiedzieć posłanka.
– Była wściekła. Miotała się i wyzywała nas od agentów – relacjonuje spotkanie z panią Künast jeden z członków Stop The Bomb Thomas Hemberger. Środowisko żydowskie w Niemczech jest oburzone. Towarzystwo izraelsko-niemieckie zażądało „natychmiastowych wyjaśnień”. Künast odpiera zarzuty. – To kłamstwo. Nigdy nie użyłam słowa Mossad – oświadczyła. Ale organizacja zamierza zaskarżyć ją do sądu pod zarzutem antysemityzmu, a izraelski dziennik „Jerusalem Post” rozpoczął ostrą medialną kampanię przeciwko niemieckim Zielonym, oskarżając ich o poparcie dla irańskiego reżimu. Batalia na słowa osiągnęła wręcz absurdalny wymiar. – Koszerny to antysemickie słowo – grzmiał rzecznik Stop The Bomb Michael Spaney. – Nieprawda, to semickie słowo – odparła Künast. Przyczyny tego sporu leżą głębiej, niż się wydaje. Podczas posiedzenia frakcji Zielonych w Bundestagu 30 czerwca posłowie debatowali nad polityką wobec Stop The Bomb. Postanowiono, że żaden z posłów nie podpisze petycji, bo „organizacja lobbuje za prewencyjnym atakiem Izraela na Iran”. – To jest niezgodne z pacyfistyczną tradycją partii. Nie możemy popierać organizacji, która żąda wojny – podkreślił urodzony w Iranie poseł Zielonych Omid Nouripour. Według niego krytyczna postawa Zielonych wobec proizraelskiej organizacji wynika także z podejrzeń, że jeden z członków Stop The Bomb utrzymuje kontakty z oskarżaną o terroryzm irańską grupą opozycyjną Mudżahedini Ludowi.
– To bzdura. Dokładnie te same absurdalne zarzuty stawia nam irański reżim. My nie popieramy wojny, tylko ostrzejsze sankcje wobec Teheranu – twierdzi rzecznik organizacji Michael Spaney. Według niego określanie wrogów teherańskiej dyktatury mianem agentów Mossadu to standardowa taktyka Zielonych. – Używają tych samych metod co Mahmud Ahmadineżad (prezydent Iranu – red.), by nas zdyskredytować – denerwuje się. Według niego partia, która tak jak Zieloni popiera dyktaturę w Iranie, już dawno straciła prawo do określania się jako partia praw człowieka. – Zieloni wywodzą się z ruchu pacyfistycznego, opierającego się na lewicowej ideologii. Dla nich całe zło pochodzi z Zachodu – tłumaczy „Rz” niemiecki politolog Thomas Grabler. Według niego Zieloni tradycyjnie popierają sprawę palestyńską. – Są krytycznie nastawieni do Izraela, podobnie jak cała lewica w Europie. Dla nich Palestyńczycy to ofiary, a Izrael to agresor – tłumaczy dalej. O tej postawie partii świadczy choćby występ prominentnego posła Zielonych Christiana Ströbele w 1991 roku podczas pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej. Ströbele bronił irackich ataków rakietowych na Izrael, argumentując, że są „logiczną konsekwencją izraelskiej polityki”. Przeprowadzone w 2006 roku przez fundację Friedricha Eberta badanie wykazało, że prawie 10 procent członków Zielonych ma antysemickie poglądy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL