Świat

Wiara w rozmnożenie monet

Każde włoskie dziecko zna przykre doświadczenia Pinokia (kadr z filmu Roberta Benigniego)
EAST NEWS
Włoska policja ściga 15 Afrykanów, którzy w ciągu ostatnich trzech lat oszukali setki, jeśli nie tysiące osób, oferując usługę fizycznego rozmnażania powierzonych im banknotów.
Wydawałoby się, że szczególnie we Włoszech oferujący pomnożenie pieniędzy nie mają szans. Nie dość, że tysiące drobnych ciułaczy sparzyło się na inwestycjach w firmie mleczarskiej Parmalat (w 2003 roku – 14 mld euro strat, co uchodzi za największe bankructwo Europy), to przecież od stu lat z okładem każde włoskie dziecko zna przykre doświadczenia Pinokia w Krainie Głupków, gdzie Kot z Lisem przekonali go do zakopania monet, z których miały wyrosnąć drzewa owocujące talarami. A jednak w 119 lat po śmierci Carla Collodiego samo życie napisało niemal identyczną historię.
Gang proponował zyski, przy których bledną oferty Bernarda Madoffa: niemal 100 proc. wkładu, i to w ciągu kilku minut, metodą chemiczną. Najpierw odbywał się pokaz. Pocieranie o prawdziwy banknot kawałka papieru o identycznych rozmiarach, potem zanurzanie obu w jakimś tajemniczym roztworze, i po kilku minutach – uwaga! – papierek zamieniał się w banknot. Na widok takiego cudu klienci przynosili oszustom do pomnożenia własne banknoty, najczęściej po 500 euro. Afrykanie po zainkasowaniu ulatniali się jak kamfora. Nie wiadomo dokładnie, na ile i ilu Włochów udało im się w sumie oszukać, ale wiadomo, że działali z wielkim rozmachem, bo w Lombardii, Veneto, Emilii-Romagni, Marche i w Toskanii, zmuszając do działania Centralny Wydział Walki z Przestępczością i lotne brygady policji z sześciu miast. Sukces prymitywnego triku w nowoczesnym europejskim kraju, i to na bogatej północy, trochę mniej dziwi, jeśli się zważy, że w katolickich przecież Włoszech świetnie prosperuje około 100 tysięcy czarowników, wróżek, spirytystów i chiromantów. Mają się znacznie lepiej niż każdy z 33 tys. księży diecezjalnych. W lokalnych stacjach telewizyjnych występują na zmianę z handlarzami dywanów czy biżuterii. Szklanej kuli, czarnemu kotu i kartom zazwyczaj towarzyszą amulety i eliksiry. Dzięki tym ostatnim słynna już w całym świecie Vanna Marchi, skazana w marcu na dziewięć i pół roku więzienia, zarobiła co najmniej 33 miliony euro. Modus operandi czarownic i czarowników jest prosty. Jeśli klienta jeszcze nie dotknęło jakieś nieszczęście, trzeba mu wmówić, że katastrofa jest tuż-tuż. A potem systematycznie sprzedawać cudowne środki ochronne, bo przecież wiadomo, że amulet nie może działać wiecznie. A jeśli nie działa, to widoczny znak, że trzeba kupić skuteczniejszy, oczywiście o wiele droższy. Tego rodzaju handel jest całkowicie zgodny z prawem. Marchi trafiła do więzienia tylko dlatego, że wymuszała pieniądze, grożąc klientom sprowadzeniem na nich nieszczęścia. W zeszłym tygodniu aresztowano wróżkę, która wyłudziła od wdowy 30 tys. euro w zamian za esemesy od męża z zaświatów, ale tylko dlatego, że – jak udowodniono – wysyłała je sama.
Włoskie media, komentując sukces afrykańskich rozmnażaczy banknotów, pokpiwają, że w ten sposób upadł mit nieufnej i wrogiej obcokrajowcom północy Włoch. Podkreślają przy tym, że wreszcie udało się zlokalizować legendarną Krainę Głupków Collodiego. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=p.kowalczuk@rp.pl]p.kowalczuk@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL