Banki

Na tropie mafii WIBOR-owej

Rzeczpospolita
- Przedstawiciele rządu i NBP mówili, że chcą, by kredyty były bardziej dostępne. Nie osiągnie się tego, zaklinając rzeczywistość czy nakazując bankom inne kwotowanie stawek WIBOR – pisze Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku
Zdaniem części członków Rady Polityki Pieniężnej ”spadek przychodów banków z tytułu udzielonych kredytów w wyniku obniżek stóp na rynku międzybankowym i równoczesnego utrzymywania się wysokich kosztów pozyskiwania depozytów skłania te podmioty do działań zmierzających w kierunku utrzymania stopy WIBOR 3M na podwyższonym poziomie przy jednoczesnym ograniczeniu transakcji między bankami”.
To zdanie z opisu majowej dyskusji Rady znaczy mniej więcej tyle, że część jej członków uważa, iż banki zdzierają z kredytobiorców przez manipulowanie stopą WIBOR – w teorii będącej ceną, po której banki pożyczają sobie pieniądze między sobą. Od tej właśnie stawki zależą odsetki od kredytów komercyjnych w złotych. [srodtytul]Podejrzenie zmowy[/srodtytul]
Problem w tym, że WIBOR przestał reprezentować koszt pieniądza na rynku międzybankowym już wiele miesięcy temu. Banki podają tę stawkę, zobowiązują się do pożyczania sobie po tej stopie pieniędzy, transakcje jednak nie są dokonywane, z wielu powodów. Przy niepewnej sytuacji na rynku pieniężnym mało kto chce lokować pieniądze na dłużej niż tydzień. W dealing roomie ING Banku, najbardziej aktywnym w Polsce według ostatniego zestawienia NBP, zaobserwowaliśmy dwa depozyty międzybankowe na termin dłuższy niż miesiąc w ciągu ostatniego kwartału. Nawet gdyby jakiś bank chciał użyczyć pieniędzy na dłużej, to zainteresowane przyjęciem takiego depozytu są głównie instytucje, od których udzielenia krótkoterminowej pożyczki zwrotnej nie należy się spodziewać – to banki, których baza depozytowa jest znacząco mniejsza od akcji kredytowej. Limity kredytowe na transakcje międzybankowe są wreszcie na tyle małe, że do transakcji wcale nie dochodzi. [wyimek]W dealing roomie ING Banku w ciągu ostatniego kwartału zaobserwowaliśmy dwa depozyty międzybankowe na termin dłuższy niż miesiąc [/wyimek] Trudno więc się dziwić podejrzeniom, że dochodzi na rynku do zmowy, choćby nieformalnej. Rynek dłuższych depozytów, który mają reprezentować stopy WIBOR, od ponad pół roku nie istnieje, a odsetki płacone od udzielonych kredytów są przecież tym większe, im wyższy jest WIBOR ustalany przez te same instytucje, które tych kredytów udzielały. W interesie banków jest jak najwyższa stawka WIBOR, a ponieważ nie wiąże się ona z żadnymi transakcjami międzybankowymi, ryzyko ustalenia jej na zbyt wysokim poziomie jest pomijane. Jak jednak ocenić, czy rzeczywiście taka praktyka ma miejsce? Czy istotnie stopy WIBOR są na zbyt wysokim poziomie; zbyt wysokim w stosunku do czego? Pierwsze porównanie dotyczy oficjalnych stóp NBP – stopa tygodniowych operacji otwartego rynku została obniżona do 3,50 proc., podczas gdy trzymiesięczny WIBOR pozostaje na poziomie 4,45 proc. Tych 95 pkt bazowych różnicy to nie tylko ponad dwa razy więcej niż w latach 2005 – 2006, kiedy ostatnio utrzymywały się oczekiwania cięcia stóp, ale też sporo więcej niż w USA, strefie euro czy nawet na Węgrzech lub w Czechach. Spisek polskich banków? Jeśli tak, jest to spisek nowy, jeszcze trzy miesiące temu różnica między trzymiesięcznym WIBOR i stopą interwencyjną wynosiła 40 pkt i była znacznie niższa niż odpowiadający jej wskaźnik w USA czy Czechach. Trzeba jednak pamiętać, że ta różnica w stopach procentowych zawsze podlega dużym fluktuacjom. Wynikają one z oczekiwań zmian stóp oficjalnych – w okresie trwania 30-miesięcznego depozytu stopy NBP mogą przesunąć się dwu-, nawet trzykrotnie. Zmienić się mogą również, i to znacznie, warunki płynności na rynku międzybankowym, potrzeby finansowe banków itd. [srodtytul]Rządowa konkurencja[/srodtytul] Dlatego ważniejszym instrumentem do szacowania, czy WIBOR jest zbyt wysoki, jest bon skarbowy. Kupując go, bank także lokuje pieniądze na kilka miesięcy, nie dostając w zamian dodatkowego zabezpieczenia i narażając się tym samym na ryzyko płynności, ryzyko zmiany krótkich stóp oraz ryzyko kredytowe niewypłacalności polskiego rządu. Okazuje się, że stawki WIBOR nie są znacząco wyższe od dochodowości bonów skarbowych. Co prawda rząd mógł pożyczać na trzy miesiące o około 20 pkt bazowych taniej niż banki, ale to też nic dziwnego, bony skarbowe charakteryzują się znacznie mniejszym ryzykiem kredytowym niż lokaty międzybankowe, można je zastawić albo sprzedać na rynku wtórnym. Wszystko to znacząco ogranicza ryzyko obecne przy plasowaniu depozytów. Jednak różnica między oprocentowaniem WIBOR i dochodowością bonów skarbowych jest taka sama jak w latach 2004 – 2007 r. (i ciągle znacznie mniejsza niż w USA czy Niemczech). Na pytanie, dlaczego WIBOR jest tak wysoki, odpowiedzieć więc można innym: dlaczego ma być niższy, skoro zamiast pożyczać innemu bankowi można pożyczyć rządowi na niemal taki sam procent? Powyższe zdania dostarczają wielu odpowiedzi na pytanie, dlaczego WIBOR tak wzrósł w porównaniu z oficjalnymi stopami NBP. Po pierwsze od marca drastycznie zmniejszyły się oczekiwania obniżek stóp procentowych. Komentarze po ostatnim posiedzeniu RPP również nie pozwalają na obniżanie stawek WIBOR w oczekiwaniu rychłych cięć stóp NBP. Nie pozwala to ani na dalszy spadek oprocentowania kredytów, ani na spadek kosztów obsługi długu publicznego. Po drugie potrzeby pożyczkowe rządu są wystarczająco duże, aby zastąpić jakikolwiek spadek popytu na kredyty ze strony sektora prywatnego. Wyższy popyt na finansowanie to wyższa cena pieniądza, szczególnie w sytuacji, gdy banki starają się ograniczać ryzyko kredytowe, a trudny dostęp do kapitału zmusza do zmniejszania ich bilansów. Po trzecie płynność jest dziś w cenie i banki niechętne są lokowaniu pieniędzy na dłużej. Chęć trzymania pieniędzy ”przy sobie” zwiększa WIBOR trzymiesięczny, powoduje również, że pożyczki jednodniowe są bardzo tanie. Niezmieniona różnica stawek międzybankowych i dochodowości papierów skarbowych pokazuje, że ”nietransakcyjność” WIBOR nie jest czynnikiem zawyżającym koszt kredytu dla klientów banku. Przedstawiciele rządu i NBP wielokrotnie wyrażali chęć, by kredyty były bardziej dostępne. Nie osiągnie się tego, zaklinając rzeczywistość czy nakazując bankom inne kwotowanie stawek WIBOR – te są dopasowane do otoczenia gospodarczego. NBP może je obniżyć cięciami stóp procentowych (i utrzymywaniem oczekiwań na dalsze), poprawiając dostęp do środków finansowych dla banków – przez np. wprowadzenie operacji repo na żądanie. Duże pole do popisu ma też rząd, który podnosi oprocentowanie, konkurując o finansowanie z sektorem prywatnym. Zmniejszyć potrzeb pożyczkowych nie można w obecnej sytuacji gospodarczej bez cięć wydatków lub podwyżek podatków, których konsekwencje polityczne mogą przysłaniać postrzegane zalety spadku rynkowych stóp procentowych. Warto pamiętać, że obniżenie stóp WIBOR o 50 pkt bazowych to o 170 mln zł mniejsze miesięczne raty kredytów płacone przez firmy i gospodarstwa domowe. Tylko czy powinien o tym przypominać pracownik sektora bankowego?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL