Nauka

Sztuczne jezioro oddycha

W ciągu dwóch – trzech dni zakaz kąpieli w Zalewie Zegrzyńskim prawdopodobnie zostanie cofnięty
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Po ekologicznej zapaści Zalew Zegrzyński odetchnął. Śnięte ryby zostały odłowione. Zakończono natlenianie wody.
W wodzie zalewu panuje tzw. przyducha. Według Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska miejscami poziom tlenu w wodzie spadł do 1,5 miligrama na litr, gdy tymczasem powinny go być co najmniej 4 miligramy na litr, aby ryby miały czym oddychać. Przyczyna zjawiska jest znana, głównym sprawcą jest sama natura. Wysoka temperatura i obfite opady spłukały z łąk skoszone trawy. Gnijąca w wodzie trawa zużyła tlen.
– Poza tym, gdy jest ciepło, bujnie rozwija się plankton. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale plankton wytwarza tlen za dnia, natomiast nocą go zużywa. Gdy to zjawisko jest intensywne, zwykle nad ranem, około godz. 3, tlenu zaczyna brakować, powstaje przyducha, ryby wypływają do góry brzuchami – mówi „Rz” prof. Stanisław Podsiadłowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Analizy próbek wody dokonane przez sanepid nie potwierdziły przypuszczenia o chemicznym skażeniu.
– W tej sytuacji na głównym winowajcy, czyli na przyrodzie, spoczywa obowiązek poprawy sytuacji. I tak się dzieje – do Zalewu Zegrzyńskiego napływa dobrze natleniona woda z Narwi i powoli poprawia stan natlenienia. Ale my ze swej strony też musimy pomóc naturze, dysponujemy odpowiednimi środkami technicznymi – powiedziała PAP Ivetta Biały z Urzędu Wojewody Mazowieckiego. [srodtytul]Wyjątkowy przypadek[/srodtytul] Tym środkiem, który pomoże głęboko odetchnąć Zalewowi Zegrzyńskiemu, są dyfuzory powietrza – aeratory. Natlenianie wody – jako pionierską metodę – zastosowano na jeziorze Waszyngton koło Seattle w Stanach Zjednoczonych, a także na jeziorze Trummen w południowej Szwecji. W obu tych przypadkach chodziło o usunięcie szkodliwych dla życia osadów dennych. [wyimek]Głównym sprawcą jest sama natura. Gnijąca w wodzie trawa zużyła cały zapas tlenu[/wyimek] Ponieważ sposób okazał się skuteczny, po tę metodę sięgnięto w innych krajach, także w Polsce. Ale przypadek Zalewu Zegrzyńskiego jest wyjątkowy, ponieważ nigdy dotąd nie stosowano natleniania w nagłych przypadkach (były to działania dużo wcześniej zaplanowane i przygotowane). Poza tym natlenianie stosuje się, przynajmniej dotychczas tak było, w małych akwenach, niewielkich jeziorach, stawach hodowlanych, oczyszczalniach ścieków. Tymczasem Zalew Zegrzyński zajmuje ponad 30 km kw. I jeśli nawet przyducha panuje tylko na części akwenu, to i tak jest to obszar, którego w całości natlenić nie sposób. Dlatego tę akcję należy traktować jako eksperyment, który wykaże, na ile skuteczne są dyfuzory w nagłych przypadkach. [srodtytul]Tam, gdzie głęboko[/srodtytul] – Oczyszczanie jeziora aeratorem to metoda bardzo skuteczna. Nie wprowadza drastycznych zmian w jeziorze, czego przyroda nie lubi. Ale nie ma jednej metody dla wszystkich zbiorników wodnych, o co innego chodzi w wodach głębokich i w płytkich – wyjaśnia prof. Stanisław Podsiadłowski, pionier natleniania jezior. Opracował on technologię natleniania, którą zastosowano już w kilku polskich jeziorach. W przypadku akwenów głębokich (powyżej 10 metrów), natleniana woda ponad dnem „ożywa”, rozwija się w niej plankton, zaczynają tam żerować ryby. Systematyczne odławianie ryb, które szybko rosną, sprawia, że maleje żyzność jeziora (tzw. trofia), poprawia się jakość wody. Metodę tę z powodzeniem zastosowano na wielkopolskich jeziorach w Sierakowie, Barlinku, Wałczu, Szczecinku, Wągrowcu. Wymaga ona dobrej współpracy z gospodarzem jeziora. [srodtytul]Tam, gdzie płytko[/srodtytul] Nieco inaczej wygląda rekultywacja zbiorników płytkich. Polega na niwelowaniu odtlenionej warstwy wody naddennej, tzw. oksykliny, występującej powszechnie w ciągu lata. Oksyklina powstaje, ponieważ w trakcie reakcji chemicznych zużywa się tlen. Reakcje zachodzą na styku osadów dennych i wody. Im cieplejsza woda, tym reakcje są szybsze. Oksyklina uniemożliwia samooczyszczanie zbiornika, ogranicza rozwój bentosu – żyjątek bytujących przy dnie. Nie żerują tam ryby i koło się zamyka. W takiej sytuacji na jeziorze należy umieścić aerator wyposażony w system inaktywacji fosforu. Fosfor jest jednym z głównych czynników degradacji zbiorników wodnych położonych w pobliżu miast i osiedli – tak jest w przypadku Zalewu Zegrzyńskiego. Metodę zastosowano na jeziorach w Chociwlu, Chodzieży, Szczecinie, Turawie, na zalewie w Kielcach. Obecnie aerator instalowany jest na jeziorze w Wągrowcu, który jest czymś w rodzaju miniatury Zalewu Zegrzyńskiego – jest płytkie i silnie przepływowe. [srodtytul]Kosztowny ratunek[/srodtytul] – Doświadczenia zebrane w Wągrowcu mogą być bardzo pomocne w rekultywacji Zalewu Zegrzyńskiego. Oczywiście to dobrze, że na tym akwenie rozmieszczono aeratory, ale to są działania doraźne, gdy tymczasem problem można rozwiązać tylko kompleksowo – uważa prof. Podsiadłowski. – Jeden aerator powinien przypadać co najmniej na 100 ha powierzchni. Zalew Zegrzyński ma ponad 3 tys. ha, łatwo obliczyć, ilu takich urządzeń potrzeba. Wprawdzie nowoczesny, sprawny aerator nie jest niebotycznie drogi, ale jednak jego koszt wynosi około 250 tysięcy złotych. W przypadku Zalewu Zegrzyńskiego należałoby przeprowadzać kilkakrotnie, minimum trzy razy, zabieg inaktywacji fosforu. Trzeba by umieścić na stałe aeratory przy ujściu dopływów, zadbać kompleksowo o łańcuchy pokarmowe – dodaje prof. Podsiadłowski. Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=k.kowalski@rp.pl]k.kowalski@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL