Sport

Porównywanie wspomnień

Wiedza o tenisie coraz bardziej upodabnia się do statystyki. O wyniku meczu decydują piłki bezpośrednio wygrane, ale także niewymuszone błędy, procent trafień pierwszym podaniem i jeszcze kilkanaście wskaźników.
Kibic analizuje rozstawienie, najnowszy ranking, turniejowe tytuły, zwłaszcza te z Wielkiego Szlema.
Gdzie nie spojrzeć, mamy liczby, zestawienia, serie albo rekordy. Kiedy podczas igrzysk w Barcelonie usiadłem po raz pierwszy na stanowisku komentatorskim, sterta na pulpicie, przygotowana przez dokumentalistów, zachwycała i przerażała zarazem. Te nowe informacje kusiły, ale instynkt podpowiadał, że to pułapka, bo ciężko będzie zrobić z nich użytek w trakcie telewizyjnej transmisji. W roku 1999 Pete Sampras grał w finale Wimbledonu z Andre Agassim. Biuro prasowe nie mówiło wówczas o niczym innym, jak o wyrównaniu przez Samprasa rekordu 12 tytułów należącego do Australijczyka Roya Emersona. Przed meczem odebraliśmy ze Zdzisławem Ambroziakiem zestawy przypominające grubością dwa tomy encyklopedii. Trochę korciło, by tam zajrzeć, ale mój bardziej doświadczony kolega spojrzał surowo i wskazał na własną głowę jako podstawowe źródło interesującej refleksji. Jak zwykle miał rację.
Po ostatnich zwycięstwach Rogera Federera rekordowa poprzeczka zawisła przy 15 wielkoszlemowych tytułach i eksperci znów sięgają do statystyk, by tak naprawdę porównać nieporównywalne. Sampras czy Federer muszą być przypisani czasom, w których dane im było występować. Szweda Bjoerna Borga nie da się oderwać od lat 70. Obiektywnie patrząc, nigdy się nie dowiemy, czy genialni Australijczycy, tacy jak Rod Laver czy Emerson, albo najstarszy z tego grona Bill Tilden z USA byli lepszymi czy może gorszymi tenisistami od współczesnych herosów. A może zamiast porównywać wspomnienia, lepiej zrobić sobie wycieczkę w przyszłość? Zastanówmy się, za ile z grubsza lat i czy w ogóle rekord Federera zostanie poprawiony? Czy wiemy dziś cokolwiek o człowieku, który może takiej sztuki dokonać? Hiszpan Rafael Nadal wspinał się po rekordowej drabinie tak szybko, jak chyba nikt przed nim, ale widać już wyraźnie, że 23-latek może odpaść z wyścigu z przyczyn zdrowotnych. Przy wzrastających obciążeniach i kosmicznym poziomie gry trudno sobie dziś wyobrazić kogoś, kto będzie wygrywał latami i seryjnie kolekcjonował główne tytuły. Dziesięć lat temu w Londynie mieliśmy z redaktorem Ambroziakiem podobne wątpliwości i żadnego kandydata na geniusza, poza Samprasem. 18-letni Federer był wówczas zaledwie najmłodszym graczem w pierwszej setce rankingu ATP. [ul][li][b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/07/13/porownywanie-wspomnien/]Skomentuj na blogu[/link] [/b][/li][/ul]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL