Sylwetki

Piłkarski raj podatkowy

Cristiano Ronaldo będzie zarabiał w Realu Madryt ponad 11 mln euro rocznie
Reuters
Ulgi dla zawodników pomagają Hiszpanom ściągać najlepszych. W obliczu kryzysu lewica domaga się zniesienia przywilejów dla piłkarzy, ale jest bez szans
Hiszpańskie kluby piłkarskie mają sporą przewagę nad ich odpowiednikami w pozostałych krajach Europy. I nie chodzi o łagodny klimat i dobre wino, tylko o upusty fiskalne, którymi mogą zachęcić piłkarzy z innych krajów. Zagraniczne gwiazdy futbolu, rozliczając się z podatków w Hiszpanii, oddają na rzecz urzędu podatkowego prawie połowę mniej niż zawodnicy grający we Francji, w Niemczech czy Wielkiej Brytanii.
[srodtytul]Liniowy futbolowy[/srodtytul] Zgodnie z prawem piłkarze bez względu na wysokość swoich zarobków, rozliczając się w Hiszpanii, płacą stały, 24-proc. podatek. Czyli taki, jaki obowiązuje najniżej uposażonych. Ówczesny rząd tłumaczył, że nadanie pierwszoligowym piłkarzom stałego progu podatkowego zachęci ich do płacenia podatków w Hiszpanii, a nie – jak to robili wcześniej – w swoich krajach. A więc wzbogaci się hiszpański fiskus. Prawo zwane potocznie Ley Beckham (prawo Beckhama) weszło w życie w 2004 roku, czyli wtedy, gdy brytyjski piłkarz dostał angaż w Realu Madryt. Był on też pierwszym, który z niego skorzystał.
Zgodnie z prawem z obniżonej stawki podatkowej mogą korzystać wyłącznie zagraniczni piłkarze. Przepisy nakładają na nich ponadto obowiązek pracy na terenie Hiszpanii i na rzecz hiszpańskiej firmy (klubu). Możliwość korzystania ze stałej stopy podatkowej została też ograniczona do sześciu lat. Między innymi dlatego wszystkie tegoroczne transfery Realu Madryt zostały podpisane właśnie na taki okres. Po raz kolejny piłkarz może skorzystać z prawa Beckhama nie wcześniej niż po upływie dziesięciu lat. [srodtytul]Ronaldo płaci jak biedak[/srodtytul] Cristiano Ronaldo, którego podstawowa roczna pensja wyniesie około 11 mln euro, za rok, wypełniając hiszpański PIT, zapłaci od niej 2 mln 340 tysięcy euro. Paradoksalnie, najlepiej zarabiający piłkarz świata odda urzędowi podatkowemu połowę tego, co Pujol czy jego klubowy kolega Raul. Dla porównania, w Manchesterze Ronaldo płacił 50-proc. podatek. Jeśli te same pieniądze co Ronaldo zarabiałaby w Hiszpanii osoba innej profesji, tamtejszy fiskus zabrałby jej 43 proc. dochodów, czyli 4 mln 730 tys. euro. W najwyższy próg podatkowy wpadają w Hiszpanii wszyscy zarabiający więcej niż 60 tys. euro rocznie. Z wyjątkiem zagranicznych piłkarzy. Dzięki takim upustom pierwszoligowe kluby kuszą najlepszych zawodników z całego świata. Nawet oferując mniej, pozwalają zarobić więcej. Według analizy przeprowadzonej przez Ernst & Young, by zaangażować piłkarza, który zarabia 2 mln euro rocznie, francuski klub musi zapłacić 3,5 mln euro, włoski – 2 mln euro, hiszpański zaś 680 tysięcy euro. [srodtytul]Włosi protestują[/srodtytul] Dlatego po angażu Ronaldo europejskie kluby, m.in. Inter Mediolan, oskarżyły Hiszpanię o niezdrową konkurencję. Wobec kryzysu, który dotknął Hiszpanię wyjątkowo boleśnie, zmiany lub zniesienia Ley Beckham domagają się lewicowe ugrupowania parlamentarne. Mają jednak niewielkie szanse, bo w powszechnym mniemaniu straty spowodowane zmianą prawa byłyby nieporównanie większe niż dotychczasowe i przyszłe zyski. W minionym sezonie hiszpańska pierwsza liga wydała na transfery ponad 300 mln euro. W tym roku tylko Real Madryt i jego nowy prezes Florentino Perez zapowiadają, że na zakup nowych zawodników przeznaczą 350 mln euro. Na liberalnym prawie zarabiają bardziej od piłkarzy. [i]Ewa Wysocka z Madrytu[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL