Życie wśród olbrzymów

Leh, główne miasto Ladakhu
Fotorzepa, Paulina Wilk PW Paulina Wilk
To inne Indie: nie te zatłoczone, przesycone kolorami i kardamonem. Tu wszystko jest szarawe, puste. W wielkich Himalajach hinduscy bogowie nie mają nic do gadania, podobnie jak tysiące marznących żołnierzy. Tę ziemię zdobyły pracowite osiołki i Budda
We wschodniej części Kaszmiru wojny nie było od dziesięciu lat, kiedy pod presją USA Pakistańczycy wycofali wojska za ustanowioną w 1948 r. Linię Kontroli, faktyczną granicę między krajami. Mimo wszechobecnej indyjskiej armii, w porównaniu z dręczoną zamachami Doliną, Ladakh jest medytacyjną oazą, upragnioną Shangri La. Nie ma mudżahedinów, podejrzliwych spojrzeń, terrorystycznej paranoi. Choć buddyści mają tylko niewielką liczebną przewagę nad muzułmanami, od lat nie wybuchł żaden poważny konflikt. Rządzi Indyjski Kongres Narodowy – adwokaci świeckich Indii, równouprawnienia bez względu na różnice etniczne i religijne. Ludzie żyją w zgodzie, robią wspólne interesy, tylko ślubów między potomkami Tybetańczyków a muzułmanami nie ma.Właśnie zaczyna się lato. Do Leh, stolicy Ladakhu, wlewa się życie: stopniały śniegi, drogi ze Śrinagaru i Manali zostały otwarte, autobusy przywożą spragnionych wspinaczek turystów, a ciężarówki – kapu...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL