Sprawa Olewnika

Co naprawdę robił wspólnik Olewnika

Jacek K. pokazywał nawet, w którym miejscu odbierał komórkę
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Jacek K. odtwarzał dzień po porwaniu. Śledczy sprawdzali, czy nie kłamie
Przez pięć godzin Jacek K. – dawny wspólnik Krzysztofa Olewnika, obecnie podejrzany o udział w jego porwaniu, odtwarzał wczoraj wszystko, co robił 27 października 2001 r. – dzień po uprowadzeniu.
Z informacji „Rz” wynika, że podtrzymał swoją wersję wydarzeń, sprzeczną z zeznaniami świadków. – Mam nadzieję, że eksperyment wzmocni dowody prokuratury i wykaże, gdzie Jacek K. kłamał – mówi „Rzeczpospolitej” Włodzimierz Olewnik, ojciec Krzysztofa.
Rekonstrukcja ruszyła o 10 w Drobinie (pod Płockiem), gdzie mieszkał Olewnik. Zaczęła się w mieszkaniu Jacka K., potem przeniosła do domu ofiary i na pobliską stację benzynową. K. dowieziony z więzienia, ubrany w czerwony drelich, opowiadał, minuta po minucie, co robił, skąd i do kogo dzwonił, z kim się spotykał. To, co mówił, było rejestrowane. – Trzymał się swojej wcześniejszej wersji – mówi nasz informator. A jest ona następująca: Jacek K. twierdzi, że wstał ok. godz. 8, a pod dom ofiary przyjechał ok. 9. Świadkowie utrzymują, że był pod domem Krzysztofa dużo wcześniej. Pracownicy firmy Olewnika widzieli tam jego charakterystyczne bmw cabrio już około 6 rano. Stało z otwartymi drzwiami, dokładnie je zapamiętali. Pracownicy pobliskiej stacji benzynowej widzieli, jak ok. 7 rano K. tankował paliwo. – Na stacji byłem później, ok. 10 – mówił wczoraj podejrzany. Pokazywał śledczym, gdzie stał, kiedy odbierał telefon komórkowy. – Dzięki technicznym możliwościom sprawdzimy, czy rzeczywiście był w miejscach, które wskazał – twierdzi nasz rozmówca. Z telefonu K. w dniu porwania dzwoniono do porywaczy. Ten fakt potwierdza billing. On sam twierdzi, że nie telefonował. Wczorajsza rekonstrukcja zostanie teraz przeanalizowana przez śledczych prowadzących postępowanie dotyczące uprowadzenia Olewnika. – Czynność zmierzała do zweryfikowania wiarygodności wyjaśnień Jacka K. – mówi prokurator Jarosław Paluch z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Czy śledczy przyłapali go na kłamstwie? Oficjalnie nie chcą się jeszcze na ten temat wypowiadać. Choć nieoficjalnie przyznają „Rz”, że są z eksperymentu zadowoleni. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=g.zawadka@rp.pl]g.zawadka@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL