Film

Gospodarstwo Jana III z nieba

Zdjęcia Wilanowa z lotu ptaka
materiały prasowe, Jerzy Gumowski
Zdjęcia Wilanowa z lotu ptaka. Zachwycający plastycznie album powstał w efekcie sportowej pasji Jerzego Gumowskiego
Miał rację Leonardo, że latami mozolił się nad konstrukcją urządzenia pozwalającego człowiekowi zobaczyć świat z ptasiej perspektywy. Rzeczywistość widziana z góry zyskuje na urodzie, dostrzega się właściwą skalę rzeczy i… bledną ziemskie problemy.
Dopiero wiek XIX dał szansę śmiałkom wznieść się w chmury. Co ciekawe – lotnie, czyli aerodyny (urządzenia bez własnego napędu pozwalające wznieść się w powietrze dzięki konstrukcji skrzydła i sile mięśni użytkownika), niewiele się różnią budową od projektów genialnego Włocha sprzed 500 lat. Wyjątki wyposażone w silniki to motolotnie i paralotnie. Pozwalają startować i lądować praktycznie wszędzie, nawet na terenach płaskich. Jerzy Gumowski, fotograf-paralotniarz upodobał sobie przedpola Wilanowa. Od prawie dziesięciu lat szybuje z aparatem fotograficznym, rejestrując widoki przesuwające się przed oczyma. Niektóre kadry, zwłaszcza ukazujące naturę, przywodzą na myśl malarstwo abstrakcyjne. Inne dokumentują wygląd wilanowskich okolic sprzed kilku lat.
Na Morysin, Przedpole, Osie połakomiło się wielu deweloperów. A jeszcze niedawno tak to wyglądało: barokowy zespół pałacowy, okolony starannie pielęgnowanym ogrodem też w XVII-wiecznym stylu, na wzór wersalskiego. Dalej Wisła i jej starorzecze, dookoła podmokłe łąki, pola, lasy. Niestety, wiejska posiadłość króla Jana III ma coraz mniej malownicze sąsiedztwo. Bloki Ursynowa i Stegien, elektrociepłownia Siekierki to scheda po socjalizmie. Kapitalizm nie lepszy: okoliczne łąki i tereny zielone znikają w zastraszającym tempie pod niby-nowoczesną zabudową. Fotografie Gumowskiego mają walor… archeologiczny. Nie tylko pozwalają odtworzyć dawny splendor wilanowskiej rezydencji. Na niektórych ujęciach widać pozostałości niegdysiejszej koncepcji urbanistycznej, kiedy do Wilanowa wiodły trzy osi, trzy drogi. Zbiegały się w alei wierzbowej zakończonej bramą neogotycką. Do dziś widać tamten zamysł – gęste, skłębione korony ponad 100-letnich drzew tworzą szpaler do czerwonej ceglanej budowli. Album Gumowskiego otwiera nam oczy – dosłownie – na historię "gospodarstwa" Sobieskiego. Jest także świadectwem peerelowskiego barbarzyństwa i równie niszczycielskiej działalności współczesnych decydentów. Książka "Wilanów górą" również niesie pocieszenie. Odrestaurowane pałac i ogród prezentują się imponująco. Podobnie pawilon w Natolinie i inne zabytkowe budowle. Z nieba nie dostrzega się stanu wewnętrznego architektury, widać tylko zewnętrzną formę – a ta jest wysmakowana, elegancka, przemyślnie wpisana w przyrodę. Z punktu widzenia historyka czy urbanisty dokumentacyjna część albumu przedstawia sobą największą wartość. Na mnie jednak silniejsze wrażenie robią… pola. Toż to gotowe obrazy! Cudownie zestawione odcienie, zróżnicowane faktury, niejako naturalny ład kompozycyjny. Zauważmy: pejzaże ujęte z wysoka wypełniają płasko całe kadry. Nie widać linii horyzontu, można zapomnieć o tradycyjnej perspektywie zbieżnej. Krajobraz przeobraża się w pozornie nieprzedstawiającą nic kompozycję. Oglądając "Wilanów…", nietrudno zrozumieć, dlaczego w ostatnim ćwierćwieczu karierę zrobiło właśnie takie "ptasie" malarstwo pejzażowe: to efekt upowszechnienia podróży samolotowych. Zdjęcia z lotni (jak prace Gumowskiego) czy z helikoptera (jak słynny cykl Yanna Arthusa-Bertranda "Ziemia z nieba") są odmienne w klimacie. Świat, choć oglądany z wysoka, wydaje się bliski. Swojski. Po prostu – nasz.        
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL