Kolekcje

Falsyfikat w każdym domu

Obraz okazał się podróbką Jana Rubczaka, antykwariat zwrócił klientowi pieniądze
Rzeczpospolita
Obrazy kupiono za 1,7 mln zł. Czy wszystkie są autentyczne? Ustali to śledztwo
Lekceważymy w Polsce zagrożenie falsyfikatami na rynku sztuki. Czy w ciągu 20 lat istnienia wolnego rynku skazano fałszerza dzieł sztuki? Czy skazano handlarza falsyfikatami? Co się dzieje z setkami fałszywych przedmiotów, które co roku odrzucają salony przyjęć domów aukcyjnych i antykwariatów? Czy ktoś niszczy te falsyfikaty? Nie. Są oferowane aż do skutku, aż zostaną sprzedane gdzie indziej. Od lat krzyczą o tym zagrożeniu niektórzy antykwariusze. Czy ich głos dociera do wszystkich klientów? Od dawna wiedzą o tym zagrożeniu różne instytucje, np. resort kultury.
Wszędzie na świecie zdarzają się falsyfikaty. Jednak w innych państwach istnieją i działają mechanizmy prawne, które ograniczają zagrożenie. U nas nie ma prawa lub nie jest egzekwowane. Świadczą o tym poniższe aktualne przykłady. [srodtytul]Milionowy majątek obywateli[/srodtytul]
Niedawno do jednego z domów aukcyjnych dostarczono obraz z ekspertyzą autentyczności wystawioną przez historyczkę sztuki. Antykwariusz zwrócił uwagę, że na odwrocie jest drugi obraz, o którym ekspertyza nie wspomina. Wówczas właściciel obrazu miał zaproponować, że dostarczy kolejną ekspertyzę, ale tym razem sygnowaną odciskiem palca uczonej, ponieważ nie może ona już pisać z racji wieku. Czy jesteśmy w stanie określić, ile ekspertyz wydała w swoim życiu uczona? Ile z nich na podstawie badania obrazów, a ile na podstawie oglądania tylko fotografii obrazu? Na jakiej podstawie za kilka lat ustalimy, które ekspertyzy uczonej są autentyczne i czy zostały wystawione do tych konkretnie obrazów? A może w Polsce, wzorem innych krajów, powinien powstać bank ekspertyz, gdzie wystawiane ekspertyzy autentyczności powinny być rejestrowane? Skoro eksperci decydują o milionowym majątku obywateli, może powinni mieć państwowe licencje dopuszczające ich do zawodu i obowiązkowo wykupioną polisę OC? W „Moich Pieniądzach” powtarzamy te pytania od dziesięciu lat. Jak długo jeszcze? Kilka dni temu do redakcji zadzwonił klient Domu Aukcyjnego Adam’s z Poznania. 19 czerwca kupił tam obraz Jana Rubczaka (katalog datowany na 13 czerwca). Zakup wzbudził wątpliwości nabywcy, który zamówił za 1,2 tys. zł kontr-ekspertyzę i faktycznie obraz okazał się falsyfikatem. 30 czerwca nabywca oddał falsyfikat i dostał od sprzedawcy zwrot gotówki. Problem można uznać za optymalnie rozwiązany. Jednak klient domu aukcyjnego Adam’s postanowił podzielić się z redakcją wątpliwościami, aby uczulić miłośników sztuki na niebezpieczeństwa stwarzane przez rynek. Do sprzedawanego obrazu dołączono tzw. ekspertyzę autentyczności sporządzoną przez historyczkę sztuki (klient prosił redakcję, aby nie ujawniać nazwiska autorki). Gdy nabywca falsyfikatu odnalazł autorkę ekspertyzy, ta oświadczyła, że pisząc ekspertyzę, oceniała inny obraz! [srodtytul]Dlaczego tolerują nierzetelność[/srodtytul] Skupię się na faktach, które stanowią typowe i powszechne zagrożenie na krajowym rynku sztuki. Otóż tzw. ekspertyza autentyczności dołączona przez sprzedawcę falsyfikatu Jana Rubczaka jest bezwartościowym siedmiozdaniowym tekstem bez daty (!). Opis nie pozwala na identyfikację obrazu, autorka podała w nagłówku numer swojego domu i telefon, ale nawet nie napisała, w jakim mieszka mieście (!). Treść świadczy o tym, że pani historyk sztuki miała niewielką wiedzę o malarstwie Rubczaka i niską motywację do zbadania okazanego jej przedmiotu. Od czasu do czasu wybuchają efektowne skandale z falsyfikatami, a szara codzienność wygląda tak, jak opisałem powyżej. To typowa, częsta sytuacja. Bardzo dużo krążących oficjalnie na rynku tzw. ekspertyz to bezwartościowe teksty. Dlaczego antykwariusze tolerują nierzetelność, niechlujstwo historyków sztuki? Dlaczego klienci antykwariatów lub galerii ryzykują nierzadko setki tysięcy złotych i dokonują zakupów na podstawie bezwartościowych ekspertyz autentyczności wystawionych przez przypadkowe osoby? Nie da się tego wyjaśnić tylko niską kulturą prawną naszego społeczeństwa. Inny przykład. Na początku tego roku do Domu Aukcyjnego Rempex zwrócił się Polak z Kanady, który prywatnie kupił około stu obrazów uznanych klasyków dawnej sztuki. Gdy pojawiły się wątpliwości co do ich autentyczności, zwrócił się do Rempeksu, ponieważ kilka obrazów miało dokumenty, z których wynikało, że wcześniej były jakoby sprzedawane przez ten dom aukcyjny. Dokumenty te okazały się fałszywe. Obrazy też okazały się falsyfikatami. W tej sprawie do Warszawy przyjechał z Krakowa policjant z zespołu do spraw przestępstw przeciwko zabytkom i dziełom sztuki, pierwszej takiej jednostki w historii polskiej policji, powołanej w Krakowie w czerwcu 2006 r. Po czym nastąpiła długa cisza. Telefon policjanta nie odpowiadał, a dom aukcyjny nie wiedział, co dalej robić. Ostatnio w biurze prasowym krakowskiej policji dowiedziałem się, że nabywca z Kanady wycofał swoje roszczenia wobec prywatnej osoby, która sprzedała mu w Polsce falsyfikaty, dlatego śledztwo nie jest kontynuowane. A może jednak jakiś problem pozostał, skoro prywatny sprzedawca posługiwał się sfałszowanymi dokumentami Rempeksu? W ilu transakcjach na rynku sztuki używane są sfałszowane dokumenty innych antykwariatów, domów aukcyjnych oraz fałszywe ekspertyzy? Co stanie się z tak wielką liczbą fałszywych obrazów sprzedanych w tej transakcji?! Co będzie z opisanym powyżej falsyfikatem Rubczaka? Ktoś zniszczy te obrazy, a może wyjdą na rynek? [srodtytul]Ekspertyza do własngo towaru[/srodtytul] Od miesięcy miłośnicy sztuki, a przede wszystkim studenci Instytutu Historii Sztuki UW, emocjonują się aferą ujawnioną przez „Życie Warszawy” (24 października 2008 r.). Otóż policjanci z Krakowa zarekwirowali w Warszawie fałszywe obrazy Witkacego i Wlastimila Hofmana. Afera jest o tyle wyjątkowa, że profesorka historii sztuki UW napisała ekspertyzy autentyczności do fałszywych obrazów, które stanowiły jej prywatną własność. Dodatkowo w nagłówku podpisała ekspertyzy nazwą Uniwersytetu Warszawskiego i wymieniła swą kierowniczą funkcję tamże. Nadała więc prywatnej transakcji rangę oficjalności, jakby za autentyczność obu falsyfikatów poręczał rektor UW. Dyrekcja Instytutu Sztuki uznała, że nie ma podstaw do wyciągnięcia urzędowych konsekwencji wobec uczonej. Dobrze, że oficjalnie ujawniono skandal na stronie (www.ihs.uw.edu.pl) pod hasłem: instytut, rada naukowa, załączniki uchwał. Powołanie komisji, która ma stworzyć kodeks zachowań historyka sztuki na rynku antykwarycznym, wydaje się chybione, ponieważ dawno temu w świecie obowiązują znane standardy etyczne w tej dziedzinie! [srodtytul]Wkrótce nowe afery[/srodtytul] W najbliższych dniach zostaną ujawnione kolejne afery z falsyfikatami. Na przykład 9 czerwca do prokuratury w Łodzi wpłynęło doniesienie o sprzedaży fałszywych obrazów. W sumie klient wydał na obrazy ponad 1,7 miliona zł. Czy tym razem fałszerze zostaną ukarani? Można mnożyć przykłady. Po śmierci Franciszka Starowieyskiego rynek zalały podróbki jego prac, które kiedyś sam tropił i próbował eliminować z rynku. Od lat bezskutecznie walczy z podróbkami swoich prac Stasys Eidrigevicius. Wdowa po malarzu Jacku Sienickim próbuje ograniczyć liczbę podróbek prac męża. Jak bezpiecznie kupować dzieło sztuki? Na inwestycję najlepiej kupować dzieło o oczywistej autentyczności, które nie wymaga dodatkowych potwierdzeń. Najlepiej jeśli ekspertyza wydana jest do danej transakcji i składa się na nią opinia historyka sztuki – specjalisty oraz rzetelnego konserwatora, mówił o tym prof. Dariusz Markowski („Moje Pieniądze” z 13 listopada 2008 r.). Gdy artysta żyje, to oczywiście jego pytamy, czy jest autorem pracy. Prof. Piotr Dmochowski z Paryża, marszand i kolekcjoner obrazów Zdzisława Beksińskiego, powiedział nam ostatnio, że obowiązkiem kolekcjonera jest zweryfikowanie przed zakupem autentyczności dołączonej ekspertyzy lub wcześniejszych dowodów zakupu dzieła. Przy okazji Piotr Dmochowski dostarczył nam ekspertyzę wystawioną przez historyka sztuki z Krakowa do oczywistego falsyfikatu Beksińskiego. Dlaczego Stowarzyszenie Antykwariuszy Polskich nigdy nie pozwało ekspertów, którzy wystawiają potwierdzenia autentyczności do oczywistych falsyfikatów? Przecież było sporo tego rodzaju przypadków! [ramka][link=http://www.rp.pl/temat/181797.html]Jak inwestować w rynek sztuki?[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL